Sirdalud jest lekiem o działaniu miorelaksacyjnym (rozluźniającym mięśnie) oraz przeciwbólowym. Jego głównym celem jest zmniejszenie wzmożonego napięcia mięśniowego i łagodzenie bolesnych skurczów mięśni.
Stosowałam Sirdalud MR 6 mg, dlatego dorzucam zdjęcie opakowania, żeby było wiadomo, o którą wersję chodzi. U mnie to był lek na mocno spięte plecy i lędźwie, bardziej przy takim uczuciu zablokowania mięśni niż na zwykły ból.
Różnica była taka, że ta wersja MR działała u mnie bardziej „rozciągnięta w czasie” niż zwykły Sirdalud. Nie miałam takiego nagłego uderzenia po tabletce, tylko stopniowo robiłam się bardziej rozluźniona i senna. Na noc sprawdzało się to całkiem dobrze, bo plecy puszczały i łatwiej było spać.
Minus taki, że rano potrafiłam być jeszcze przymulona. Nie jakoś tragicznie za każdym razem, ale czułam ciężką głowę i wolniejszy start dnia. Dlatego dla mnie to nie był lek do brania, kiedy trzeba normalnie funkcjonować od rana na pełnych obrotach.
Na ból sam w sobie nie działał jak typowy przeciwbólowy. Bardziej pomagał wtedy, kiedy mięśnie były spięte, twarde i wszystko trzymało kręgosłup w skurczu. Jak plecy były „zabetonowane”, to Sirdalud MR dawał ulgę, ale jeśli ktoś liczy, że to zadziała jak Ketonal czy ibuprofen, to raczej nie ten efekt.