Od prawie dwóch lat leczę się na nerwicę lękową z napadami paniki i epizodami derealizacji. Cały ten czas jestem w terapii i teraz, po konsultacji z lekarzem, postanowiliśmy, że mogę zacząć schodzić z leków. Brałam 90 mg duloksetyny (Dulsevia) i 100 mg sulpirydu. Sulpiryd odstawiłam już całkowicie – i poszło całkiem łagodnie, bez większych dramatów.
Dulsevię 90 mg brałam od listopada 2023. Lekarka powiedziała, że mam zejść na 60 mg przez miesiąc, a potem całkowicie odstawić. Ale ja uznałam, że skoro po zmniejszeniu dawki z 90 na 60 mg przez tydzień nic wielkiego się nie dzieje – poza lekkim uczuciem „prądów” w głowie – to mogę przyspieszyć. No i w ten piątek zeszłam na 30 mg. Planowałam brać tak przez trzy tygodnie, a potem jeszcze dzielić tabletkę na pół.
I dzisiaj mnie totalnie pozamiatało.
Rano jeszcze było w miarę OK, ale po wyjściu spod prysznica nagle BAM – uderzenie jak znikąd. Obraz jakby się zacinał, fale „prądów” idące od głowy w dół po całym ciele, poty, dreszcze, zawroty głowy, niestabilność na nogach. Czułam, jakbym miała zaraz paść. Od południa do teraz – zero poprawy. Do tego jeszcze wszystko stoi mi w gardle, mam odruch wymiotny.
Przestraszyłam się, więc dorzuciłam kolejne 30 mg do tej porannej dawki. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale serio się bałam, że zaraz się przewrócę.
Czy z Dulsevii zawsze tak ciężko się schodzi? Może ktoś z was przez to przechodził? Mam wrażenie, że zrobiłam błąd, bo za szybko zeszłam z 90 na 60 mg i potem na 30 mg, ale naprawdę nie spodziewałam się aż takiego „kopa”. Strasznie mi zależy, żeby już odstawić leki, ale to, co dzisiaj mnie dopadło, to jakiś koszmar.
Lekarka kazała mi brać 60 mg przez miesiąc, a potem odciąć całkowicie, ale to wydaje mi się jeszcze dziwniejsze. Jak mam zejść z 60 do zera?! Mam wrażenie, że dopiero wtedy miałabym prawdziwe fajerwerki i że ten plan to jakaś katastrofa.
Czy jeśli będę schodzić wolniej, to te objawy będą łagodniejsze? Bo jeśli tak ma wyglądać każdy dzień odstawiania, to serio zaczynam się zastanawiać, czy dam radę… ![]()