Czy lekarz nie wspominał Ci nic o hydroksyzynie jako czymś doraźnym na ten najgorszy początek? Pytam, bo u mnie w apteczce przez jakiś czas leżały właśnie oba opakowania — Pramolan i hydroksyzyna, jak na zdjęciu. Pramolan miał być bardziej „na dłużej”, żeby stopniowo wyciszać nerwicę, a hydroksyzyna była u mnie traktowana jako awaryjne wsparcie wtedy, gdy lęk, napięcie albo bezsenność robiły się naprawdę trudne do zniesienia.
U mnie też było tak, że po samym Pramolanie nie czułam od razu wielkiej różnicy. I to jest chyba najgorszy etap, bo człowiek bierze lek, czeka na poprawę, a objawy dalej są tak mocne, że od razu pojawia się panika: „to pewnie nie nerwica, tylko coś poważnego”. Hydroksyzyna działała u mnie inaczej — bardziej szybko i doraźnie. Nie miałam po niej poczucia, że ona „leczy problem”, ale potrafiła trochę przygasić ten stan alarmowy w ciele, szczególnie wieczorem albo przy nagłym nakręceniu lęku.
Pramolan z kolei odbierałam jako coś spokojniejszego, wolniejszego. Nie było tak, że wzięłam tabletkę i po godzinie wszystko zniknęło. Bardziej po kilku dniach zaczęłam zauważać, że napięcie jakby minimalnie schodzi, że łatwiej coś zjeść, że serce nie wali aż tak mocno, że człowiek nie jest cały czas w takim trybie „zaraz coś mi się stanie”. Dlatego jak piszesz, że pierwsze oznaki poprawy przyszły po pięciu-sześciu dniach, to dla mnie brzmi to bardzo znajomo.
Na zdjęciu widać moje stare opakowania, bo właśnie tak to u mnie wyglądało w praktyce — Pramolan jako baza, a hydroksyzyna jako coś pomocniczego na gorsze momenty. Oczywiście każdy reaguje inaczej, ale u mnie to rozróżnienie było ważne: hydroksyzyna dawała szybsze, krótkotrwałe wyciszenie, a Pramolan miał bardziej stopniowo uspokajać cały ten rozkręcony układ nerwowy. Właśnie dlatego czasem takie połączenie bywa traktowane jak „pomost” na początek, zanim lek długofalowy zacznie być bardziej odczuwalny.
Bardzo rozumiem też to, że poszłaś do neurologa, bo przy takich objawach naprawdę trudno uwierzyć, że to może być od psychiki. Zawroty głowy, kołatanie serca, mdłości, brak apetytu, derealizacja, uczucie odcięcia od świata — to wszystko potrafi wyglądać jak jakaś ciężka choroba fizyczna. I nawet kiedy badania wychodzą dobrze, człowiek często zamiast ulgi czuje jeszcze większe zagubienie, bo objawy przecież nadal są.
Moim zdaniem dobrze, że nie skreśliłaś Pramolanu po dwóch-trzech dniach, bo przy takim leku ten początek potrafi być mylący. Człowiek chce natychmiastowej ulgi, a dostaje lek, który potrzebuje czasu. Dlatego ja bym na Twoim miejscu zapytała przy kolejnej wizycie, czy w Twojej sytuacji hydroksyzyna mogłaby być takim doraźnym wsparciem na najgorsze fale lęku, szczególnie zanim Pramolan rozkręci się mocniej.
Najważniejsze, że już zauważyłaś jakąś poprawę — powrót apetytu, mniejsze kołatanie, trochę mniej tej nierealności. Przy nerwicy to są naprawdę duże rzeczy, nawet jeśli wydają się małe. Czasem poprawa nie przychodzi jako jeden wielki przełom, tylko właśnie jako seria drobnych sygnałów, że organizm powoli wychodzi z trybu paniki.