Absenor może działać wyciszająco i stabilizująco (zwłaszcza przy pobudzeniu/„rozkręceniu”), ale nie jest klasycznym „uspokajaczem” jak leki doraźne. U części osób „uspokojenie” wynika po prostu z senności, która jest dość częstym skutkiem ubocznym.
Hej, mam pytanie do osób, które biorą Absenor. Czy on faktycznie uspokaja? Mam wrażenie, że ostatnio jestem strasznie roztrzęsiona, wszystko mnie drażni, myśli latają jak szalone, a lekarz przepisał właśnie ten lek. Nie chodzi mi o takie „uspokojenie” jak po tabletkach na nerwy, tylko bardziej czy człowiek robi się mniej nerwowy i mniej nakręcony. Jak to było u Was? Po jakim czasie coś poczuliście?
U mnie to było tak, że na początku w ogóle nie czułam żadnego uspokojenia, wręcz myślałam, że to nic nie robi. Dopiero po jakichś dwóch–trzech tygodniach zauważyłam, że… jakby mniej mnie wszystko wkurza. Wcześniej byłam taka, że byle drobiazg i już płacz albo złość, a po czasie na Absenorze te emocje nie znikały, ale były jakby przytłumione. Nie skakałam z nerwów, nie reagowałam aż tak ostro.
Nie powiem, na początku byłam też strasznie senna, taka jakby przygaszona. Myślałam nawet, że to to „uspokojenie”, ale potem organizm się przyzwyczaił i senność przeszła, a zostało to, że głowa była spokojniejsza. Nie jest to lek, po którym bierzesz tabletkę i za godzinę jesteś zen, raczej działa w tle. Moja koleżanka brała na inne problemy i mówiła dokładnie to samo – nie czuła „uspokajacza”, tylko po czasie zauważyła, że jest bardziej stabilna i mniej wybuchowa.
Ja powiem tak po ludzku – Absenor to nie jest coś w stylu „uspokoił mnie i już nic mnie nie rusza”. U mnie to bardziej wyglądało tak, że wcześniej byłam strasznie nakręcona, myśli jedna na drugą, nerwy, napięcie w ciele. Po jakimś czasie brania leku zauważyłam, że to napięcie zeszło. Nie było takiego wewnętrznego trzęsienia.
Ale! Były dni, że jedyne co czułam, to senność i brak energii i wtedy myślałam: „no super, to ma być to uspokojenie?”. Dopiero z czasem zrozumiałam, że to dwie różne rzeczy – uspokojenie emocji to jedno, a zamulenie to drugie. U mnie po kilku tygodniach senność się zmniejszyła, a zostało to, że łatwiej mi było znieść stres, nie reagowałam tak gwałtownie.
Z tego co czytam i co słyszałam od innych, każdy trochę inaczej to odczuwa. Jedni mówią, że czują się wyciszeni, inni że tylko śpią, a jeszcze inni, że w ogóle nie czują „uspokajania”, tylko po czasie widzą, że życie jest jakby mniej chaotyczne. U mnie to dokładnie ten trzeci przypadek.