Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Absenoru w leczeniu depresji, zaburzeń lękowych albo innych problemów, na które został Wam przepisany? Czy zauważyliście poprawę nastroju, zmniejszenie lęku, napięcia, napadów paniki albo większą stabilność emocjonalną w codziennym funkcjonowaniu? Interesuje mnie też, po jakim czasie zaczęliście realnie odczuwać działanie – czy była to kwestia kilku dni, tygodni, czy raczej dłuższego okresu. Jak wyglądała u Was tolerancja leku na początku i w trakcie terapii? Czy pojawiły się skutki uboczne, takie jak nudności, suchość w ustach, senność albo przeciwnie – pobudzenie, problemy ze snem, zawroty głowy, pocenie się, spadek libido czy zmiany apetytu? Jeśli tak, czy te objawy ustępowały z czasem, czy utrzymywały się dłużej i wpływały na codzienne życie?
Absenor został mi przepisany w momencie, gdy w końcu postawiono u mnie właściwą diagnozę – chorobę dwubiegunową. Wcześniej miałam silne epizody manii, które kompletnie wywracały mi życie do góry nogami. Od kiedy zaczęłam brać ten lek, mania praktycznie zniknęła. Co dla mnie szczególnie ważne, nie doświadczyłam żadnych poważnych skutków ubocznych, o których tak często czyta się w opisach czy na forach. Nie było u mnie tych wszystkich negatywnych reakcji, których się obawiałam przed rozpoczęciem leczenia. Czuję się sobą, tylko w dużo bardziej stabilnej wersji. Szczerze mogę powiedzieć, że Absenor naprawdę zmienił moje życie. W końcu mam poczucie kontroli, spokoju i normalności, której wcześniej bardzo mi brakowało.
Kilka lat temu zaczęłam mieć coraz częstsze migreny, a z czasem doszły też migreny wywoływane wysiłkiem fizycznym. Doszło do tego, że nie byłam w stanie ćwiczyć, bo maksymalnie dwie godziny po treningu pojawiał się potężny ból głowy, który utrzymywał się nawet 12 godzin albo dłużej. Miałam wykonane rezonans magnetyczny głowy – wyszły w nim zmiany w istocie białej, tzw. hiperintensywne ogniska.
Zimą sytuacja bardzo się pogorszyła – zaczęłam mieć ponad 15 migren w miesiącu i łapałam się na tym, że za często sięgam po tryptany, bo inaczej nie byłam w stanie funkcjonować. Neurolog próbował różnych opcji – propranolol, indometacyna, topiramat i inne leki – ale dopiero Absenor w dawce 125 mg okazał się przełomem.
Biorę go od około dwóch miesięcy i przez ten czas tylko dwa razy musiałam sięgnąć po tryptan. Pierwszy raz dlatego, że zapomniałam brać Absenor przez kilka dni, bo przyjmuję go wieczorem i wypadło mi to z rytmu. Różnica w porównaniu do tego, co było wcześniej, jest ogromna – z codziennej walki z bólem głowy zeszłam do sporadycznych epizodów.
Jeśli chodzi o skutki uboczne, u mnie pojawiły się głównie obniżone libido i ciągłe uczucie głodu. Zimą, kiedy praktycznie nie mogłam się ruszać przez migreny, przybrałam około 7 kg, ale odkąd ból jest pod kontrolą, udało mi się już część z tego zrzucić. Szczerze? Wolę kilka kilogramów więcej niż codzienne migreny, więc skupiam się na tym, żeby znów się ruszać i normalnie żyć. Dla mnie Absenor naprawdę okazał się lekiem ratującym codzienne funkcjonowanie.
Stosuję Absenor w chorobie dwubiegunowej typu I – zarówno na epizody manii, jak i depresji – w dawce 1000 mg, razem z kwetiapiną 400 mg. Na początku leczenia pojawiło się u mnie dziwne, trudne do opisania uczucie, coś, co było po prostu niekomfortowe i budziło niepokój. Dawka była zwiększana bardzo stopniowo – od 250 mg do 1000 mg – i to „dziwne uczucie” utrzymywało się przez cały czas dochodzenia do docelowej dawki. Zniknęło dopiero wtedy, gdy doszłam do pełnych 1000 mg.
Po osiągnięciu tej dawki pojawiła się realna stabilizacja. Od tego momentu nie miałam nawrotów kilkudniowych manii, ani ciężkich spadków nastroju, napadów paniki, objawów psychotycznych, urojeń czy długotrwałych natrętnych myśli, które wcześniej potrafiły ciągnąć się bardzo długo. Przeszłam przez naprawdę wiele różnych kombinacji leków i zmian terapii, ale dopiero ten schemat z Absenorem zadziałał – i to w sposób dość zaskakujący.
Poza tym początkowym, dziwnym odczuciem nie wystąpiły u mnie inne skutki uboczne. Lek jest dla mnie dobrze tolerowany, a efekty utrzymują się w czasie. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdzie po wielu próbach w końcu coś „zaskoczyło” i przyniosło prawdziwą ulgę, a nie tylko częściową poprawę.
Mam ciężką postać choroby dwubiegunowej typu I i jestem bardzo objawowa. Przez ostatnie kilkanaście lat próbowałam ponad 25 różnych leków, byłam też kilkukrotnie hospitalizowana psychiatrycznie. Absenor zrobił ze mną coś, czego nie potrafię do końca wytłumaczyć słowami.
Po prostu nie reaguję już tak jak kiedyś. Emocje nie wybuchają, nie eskalują w sekundę, nie tracę kontroli nad sobą. W końcu śpię normalnie (oczywiście wspomagając się też innymi lekami). Przyjmuję 1500 mg dziennie i to jest pierwszy lek, przy którym czuję realną stabilizację, a nie tylko chwilową poprawę.
Szczerze mówiąc, jest mi smutno, kiedy czytam, że inni mają z nim złe doświadczenia, bo u mnie zadziałał wręcz przełomowo. Nie wyobrażam sobie, żebym miała z niego zrezygnować – nie odstawiłabym go za nic. To pierwszy raz od lat, kiedy czuję, że mam jakąkolwiek kontrolę nad swoim życiem i emocjami.
Nigdy nie miałam napadów padaczkowych, choć na początku mówiono mi, że ten lek jest głównie stosowany w padaczce. Absenor został mi przepisany kilka lat temu nie z tego powodu, ale po to, żeby opanować wybuchy złości i nadmierne reakcje emocjonalne oraz żebym była spokojniejsza na co dzień. Przyjmowałam dawkę rzędu 750 mg dwa razy dziennie, właśnie z myślą o stabilizacji nastroju.
Zawsze byłam osobą impulsywną, łatwo się denerwowałam i reagowałam zbyt mocno nawet na drobne sytuacje. Po czasie zauważyłam ogromną różnicę. Złość pojawia się dużo rzadziej, a jeśli już się zdarzy, to jest znacznie słabsza niż wcześniej. Co ważne, potrafię dużo szybciej się uspokoić i wrócić do normalnego funkcjonowania, zamiast długo tkwić w nerwach czy konfliktach.
Nie mam poczucia, że lek mnie „tłumi” albo zmienia jako osobę. Czuję się raczej bardziej opanowana i stabilna emocjonalnie. Zmianę zauważyła też moja rodzina – w domu jest spokojniej, jest mniej napięć i niepotrzebnych spięć. Z perspektywy czasu widzę, że Absenor naprawdę bardzo mi pomógł, mimo że na początku kojarzył mi się z zupełnie innym zastosowaniem.