Ja biorę Doretę regularnie 3 razy dziennie i u mnie to trwa już od wielu lat. Osobiście nie nazywam tego uzależnieniem w takim sensie, w jakim zwykle ludzie rozumieją uzależnienie. Dla mnie uzależnienie to sytuacja, w której ktoś stale sięga po lek mimo wyraźnych szkód, zwiększa dawki, bierze go dla efektu, „ciągnie” go bardziej niż powinien. U mnie to wygląda inaczej. Ja po prostu mam przewlekły ból i ten lek realnie mi pomaga funkcjonować. Miałam natomiast bardzo podobne doświadczenia, jeśli chodzi o objawy po nagłym braku leku i nie będę udawać — to jest naprawdę okropne. Zdarzyło mi się, że nie dopilnowałam recepty albo nie mogłam w porę wykupić kolejnego opakowania i wtedy zaczynał się koszmar. Pojawiały się poty, ogromne rozbicie, nasilenie bólu do takiego stopnia, że praktycznie nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, tylko leżałam zwinięta na kanapie i próbowałam to jakoś przeczekać. To naprawdę potrafi człowieka wykończyć fizycznie i psychicznie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kiedy prosisz w aptece o pomoc albo pytasz, co zrobić w takiej sytuacji, człowiek czasem ma wrażenie, jakby od razu był traktowany jak osoba uzależniona. A przecież to nie zawsze tak wygląda. Czasem to po prostu kwestia tego, że ktoś od lat bierze lek zgodnie z zaleceniami, bo bez niego nie daje rady normalnie żyć. U mnie najważniejsze jest to, że kiedy biorę Doretę tak, jak powinnam, ona działa lepiej niż wiele innych leków przeciwbólowych, które wcześniej próbowałam. Miałam też kontakt z mocniejszymi lekami, które teoretycznie powinny działać silniej, a w praktyce wcale nie dawały mi takiej ulgi jak właśnie Doreta. Dlatego patrzę na to w ten sposób, że skoro mam ból przewlekły, to najpewniej i tak zawsze będę potrzebowała jakiegoś leczenia. I to nie musi od razu oznaczać „nałogu”, tylko czasem po prostu realną potrzebę stałego leczenia.
Trochę czasu zajęło mi pogodzenie się z tym, że być może tak już będzie wyglądało moje życie — że oprócz innych metod łagodzenia bólu, odpoczynku, oszczędzania się czy prób ograniczania leków, i tak mogę potrzebować farmakoterapii na stałe. I szczerze mówiąc, dziś nie patrzę już na to jak na coś wstydliwego, tylko jak na fakt. Są osoby, które stale przyjmują leki na cukrzycę, nadciśnienie czy tarczycę, więc jeśli ktoś ma przewlekły ból i potrzebuje leczenia, to też jest po prostu część choroby.
Przez cały ten czas nigdy nie miałam potrzeby zwiększania sobie dawki ponad to, co było zalecone. Nie brałam więcej „na zapas”, nie szukałam żadnego odurzenia, nie miałam potrzeby dokładania tabletek dla jakiegoś efektu. I właśnie dlatego uważam, że w moim przypadku nie chodzi o klasyczne uzależnienie, tylko raczej o to, że organizm przyzwyczaił się do leku, a nagłe odstawienie daje bardzo nieprzyjemne objawy.
Wiele leków, zwłaszcza działających na układ nerwowy albo silniej przeciwbólowo, może dawać trudne objawy po nagłym przerwaniu. Dlatego jeśli Doreta naprawdę pomaga Ci wtedy, kiedy bierzesz ją zgodnie z zaleceniami, to moim zdaniem warto patrzeć też na to, a nie tylko na momenty kryzysowe, kiedy nagle jej brakuje. Oczywiście te sytuacje są straszne i dobrze rozumiem ten lęk, bo sama to przechodziłam.
Z praktycznych rzeczy nauczyłam się jednego: trzeba naprawdę pilnować, ile tabletek zostało, i reagować wcześniej, zanim zrobi się pustka. Jeśli widzisz, że opakowanie się kończy i może być problem z szybkim wykupieniem kolejnego, to warto odpowiednio wcześniej zająć się receptą. U mnie największy stres zawsze był właśnie wtedy, kiedy orientowałam się za późno. Czasem też, jeśli wiedziałam, że przez chwilę może być problem z uzupełnieniem leku, starałam się maksymalnie ostrożnie gospodarować tabletkami, żeby dotrwać do kolejnego opakowania, choć wiadomo, że nie zawsze się da.