U mnie łączenie Escipramu z alkoholem to był spory dylemat. Lek biorę na nerwicę lękową od ponad roku i na początku w ogóle odstawiłam alkohol, bo bałam się, że mi się pogorszy. Potem na wizycie spytałam psychiatry, czy mogę okazjonalnie wypić drinka. Powiedział, że najlepiej unikać, ale że jak raz na jakiś czas wypiję lampkę wina czy jedno piwo, to tragedii nie będzie – byle nie przesadzać i nie zapominać brać leku.
Przyznam, że to mnie trochę uspokoiło i zaczęłam od małych dawek. Najpierw jedno piwo w sobotni wieczór – i faktycznie było okej, tylko zrobiłam się szybciej śpiąca. Potem raz czy dwa zdarzyło mi się wypić dwie lampki wina na imprezie i też wielkiej różnicy nie czułam, może humor mi się trochę poprawił na chwilę (wiadomo, alkohol daje chwilowe rozluźnienie).
Niestety pewnego razu poszłam na urodziny przyjaciółki i głupio stwierdziłam, że przecież „już się przyzwyczaiłam, mogę pić jak dawniej”. No i przesadziłam – były i drinki, i szampan, i nawet jakiś shot. Następnego dnia żałowałam strasznie. Kac był dwa razy gorszy niż normalnie, czułam niepokój, serce mi waliło jak oszalałe. No i przez kolejne kilka dni miałam jakby nawrót lęków. Naprawdę się wystraszyłam, że sobie zniweczyłam efekty leczenia. Na szczęście wszystko wróciło do normy, ale dostałam nauczkę. Teraz, jeśli piję, to naprawdę symbolicznie – jedno piwko przez całą imprezę albo toast kieliszkiem szampana i dalej już tylko soczek. Wolę być ostrożna, bo ten jeden raz pokazał mi, że nie ma żartów. Każdemu radzę to samo: jeśli już musicie pić na antydepresantach, to bardzo umiarkowanie, z rozwagą. Naprawdę szkoda zdrowia i nerwów na takie eksperymenty.