Fluxemed to lek, który można zaliczyć do grupy leków psychotropowych. Co to oznacza? Przede wszystkim, że ma on bezpośredni wpływ na funkcjonowanie mózgu, co przekłada się na zmiany w nastróju, percepcji, świadomości i zachowaniu osoby go przyjmującej. Jego działanie polega głównie na regulacji poziomów pewnych substancji chemicznych w mózgu, zwanych neurotransmiterami, które są kluczowe w przekazywaniu sygnałów między komórkami nerwowymi.
Lekarz mi to przepisał na obniżony nastrój i lęki, ale jak powiedziałam mamie, że biorę „lek na głowę”, to od razu teksty, że to psychotropy i że się uzależnię i w ogóle będę jak zombie… Czy ktoś z Was to brał? Jak to wygląda w praktyce?
Brałam Fluxemed prawie rok, więc coś mogę powiedzieć z własnego doświadczenia. Tak, to jest lek psychotropowy w tym sensie, że działa na mózg i psychikę — to antydepresant, konkretnie fluoksetyna. Ale to nie jest żaden „psychotrop” w stylu tabletek, po których człowiek chodzi otumaniony i nie wie, co się dzieje. U mnie zaczęło się od ciągłego płaczu bez powodu, lęków, budzenia się o 4 rano z kołataniem serca. Myślałam, że dam radę sama, że „wezmę się w garść”, ale w pewnym momencie już nie dawałam. Dostałam Fluxemed i pierwsze dwa tygodnie były średnie — lekkie mdłości, dziwny niepokój. Potem jak ręką odjął. Nie czułam się jak zombie. Wręcz przeciwnie — pierwszy raz od dawna miałam siłę wstać, umyć włosy, pójść na spacer. To nie zmienia osobowości, nie robi z człowieka kogoś innego. Raczej wyciąga z dołka na powierzchnię. Nie uzależniłam się. Schodziłam z tego stopniowo i było okej. Najgorsze jest chyba to, że w Polsce dalej słowo „psychotrop” brzmi jak wyrok. A to po prostu lek na mózg, tak jak na tarczycę jest na tarczycę.
Moja siostra brała Fluxemed, ja z kolei brałam inny lek z tej samej grupy. I powiem Ci tak — ludzie bardzo demonizują te leki. Formalnie to jest lek psychotropowy, bo działa na ośrodkowy układ nerwowy. Ale to antydepresant z grupy SSRI, a nie jakieś mocne leki uspokajające czy przeciwpsychotyczne. To nie jest coś, po czym człowiek traci kontakt z rzeczywistością. U mojej siostry było tak, że była w totalnym wypaleniu — praca, dzieci, dom, wszystko na jej głowie. Zaczęła mieć napady paniki w sklepie. Wstydziła się iść po pomoc, bo „co ludzie powiedzą”. Jak w końcu dostała Fluxemed, to po miesiącu powiedziała, że jakby ktoś jej zdjął 20 kilo z pleców. Oczywiście, początki bywają różne — suchość w ustach, czasem gorszy sen, ale to mija. Największy problem to chyba opinia otoczenia. Nie jesteś „wariatką”, jak bierzesz taki lek. To po prostu wsparcie dla mózgu, kiedy chemia w nim się rozjechała. I serio — lepiej brać lek i normalnie żyć niż męczyć się latami, bo ktoś powiedział, że to „psychotropy”.