Po Xanaxie najczęściej odczuwa się wyciszenie, zmniejszenie lęku, spadek napięcia, senność i ogólne uspokojenie organizmu, ale efekt może różnić się w zależności od dawki i wrażliwości pacjenta.
Mam receptę na Xanax 0,5 mg i zazwyczaj dzielę tabletkę na pół. Jeśli wezmę całe 0,5 mg, to kompletnie mnie odcina i zasypiam. Dlatego nie rozumiem, czemu niektórzy biorą większe dawki Xanaxu albo traktują go jak imprezowy narkotyk. U mnie to w ogóle nie daje żadnego „fajnego” efektu, tylko po prostu mnie usypia.
Nie wiem, czy nazwałbym to imprezowym narkotykiem, ale po długim dniu w pracy faktycznie dawało przyjemne wyciszenie i jedne z najlepszych nocy snu w życiu. Ten „efekt” potrafił przeciągać się jeszcze na następny dzień. Poprawiało mi też nastrój i usuwało praktycznie cały lęk społeczny. Już tego nie biorę, bo takie rzeczy naprawdę potrafią uzależnić.
Raz podali mi Xanax na SOR-ze, kiedy myślałem, że mam zawał. Okazało się, że to był atak paniki. Kiedy lek zaczął działać, poczułem się tak przyjemnie, spokojnie i bezpiecznie, że rozumiem, czemu dla niektórych może to być kuszące. Ale sam nie chciałem brać go ponownie — chciałem tylko, żeby ten lęk wreszcie się skończył.
Kiedyś lubiłem mieszać Xanax, alkohol i trawkę, ale to był taki okres w moim życiu, kiedy było mi w zasadzie obojętne, czy żyję, czy nie.
To idealnie wpisywało się w mój ówczesny stan. Kiedy zacząłem mieszać alkohol i trawkę, robiłem to, żeby uciec od rzeczywistości, a Xanax wynosił tę ucieczkę jeszcze dalej.
W końcu przestałem po kilku naprawdę złych sytuacjach. Kilka razy miałem ostre wymioty. Zdarzało mi się zataczać po mieszkaniu i robić sobie krzywdę. Raz potknąłem się w łazience i uderzyłem twarzą prosto w porcelanową umywalkę — to był mój jedyny siniak pod okiem w życiu. Był też poranek, kiedy obejrzałem zapis swojego streama na Twitchu i zobaczyłem siebie na kamerze kompletnie odklejonego: bełkotałem, gadałem bez sensu i spadałem z krzesła.
Jeśli ktoś, kogo znasz, miesza Xanax z innymi używkami, to ta osoba potrzebuje pomocy. Nikt nie robi takich rzeczy dlatego, że wszystko w jego życiu układa się dobrze.
Mam wrażenie, że nikt tak naprawdę nie odpowiada na twoje pytanie dokładnie w tym sensie, w jakim je zadałaś. Rozumiem, o co ci chodzi. Z tego, co pamiętam, powiedziałbym to tak: im większą dawkę bierzesz, tym bardziej jakby omija się etap senności i wchodzi w taki dziwny, odklejony, wesołkowaty stan. Nie znam dokładnie naukowego wyjaśnienia, ale na jawie wydaje się to wtedy bardziej „przyjemne”.
Oczywiście w którymś momencie i tak człowieka mocno odcina i zasypia, ale wydaje mi się, że przy niższej dawce właśnie dlatego idziesz od razu spać, bez tego wcześniejszego etapu „zabawy” czy dziwnego pobudzenia.
Nienawidzę tego, że ludzie używają benzo jako narkotyków rekreacyjnych. Przez to osoby, które naprawdę potrzebują takich leków, mają później realne problemy i utrudnienia. Moja lekarka albo pielęgniarka musi co trzy miesiące tracić czas na dzwonienie do mojej lokalnej apteki, bo dwa moje leki przeciwpadaczkowe to benzodiazepiny. Do niedawna musieli dzwonić nawet co miesiąc.
Ile razy przez takie rzeczy ominęła mnie dawka albo byłam kilka dni bez leków, a potem kończyło się napadem padaczkowym i resetowaniem okresu, w którym nie mogę prowadzić auta, to jest jakiś absurd. Takie ograniczenia istnieją właśnie dlatego, że ludzie biorą te leki rekreacyjnie. Nie rozumiem, czemu ktoś miałby celowo chcieć czuć się jak śmieć, zamulony i półprzytomny. U mnie już nie powodują aż tak złego samopoczucia, bo biorę je od lat, ale przyzwyczajenie się do nich zajęło sporo czasu.