@Finiek , dzięki, że odpisałeś.
Mój psychiatra postawił sprawę jasno – leki maksymalnie na dwa lata, bo dłużej „nie można”. Czy chodziło o to, żeby się nie przyzwyczajać? Nie wiem.
Zoloft pomógł mi błyskawicznie. Wyłączył nadmierną emocjonalność i nagle wszystko wróciło do normy. Ale muszę dodać, że zanim go zaczęłam, miałam już za sobą lata terapii. Jestem wręcz uzależniona od przekraczania swojej strefy komfortu, więc teraz, schodząc z leku, pojawia się we mnie ciekawość – czy da się jeszcze coś zmienić? Czy mogę nauczyć się inaczej zarządzać emocjami?
Tylko wiesz, czasem mam wrażenie, że to nie kwestia samej psychiki, tylko czegoś głębiej – może brak jakiejś substancji, hormonu? Może coś w moim organizmie po prostu nie działa tak, jak powinno? Jestem kobietą, wiem, jak wpływają na mnie wahania hormonalne w cyklu miesiączkowym. Pamiętam, co robiły ze mną wysokie dawki progesteronu na początku ciąży. Na jego ulotce było nawet napisane, że może wywoływać stany lękowe!
Nie piszę tego, żeby szukać wymówki do nierobienia niczego. Po prostu zastanawiam się, czy tu nie ma jakiegoś drugiego dna. Kiedyś ludzi z problemami tarczycy leczono na nerwicę, bo nikt nie wiedział, że źródłem problemu może być hormon. Kobiety po porodzie, wykończone, niewyspane, niedożywione – dostają diagnozę depresji poporodowej. A co jeśli to nie tylko psychika, ale też biologia?
Patrz na autyzm – kiedyś ludzie w spektrum lądowali w psychiatrykach, bo nikt o autyzmie nie miał pojęcia. A przecież osoby z zespołem Aspergera często mają OCD, tylko że zamiast mówić o „zaburzeniach”, coraz częściej rozumie się to jako inną pracę mózgu. Może z depresją i lękami jest podobnie? Może to po prostu kwestia tego, jak działają nasze układy nerwowe?