O jaaa, jakbym widziała siebie sprzed paru miesięcy! Serio, Epiduo to jak rollercoaster – na początku czułam, że moja twarz to pole bitwy, ale spokojnie, to minie. U mnie też było mega łuszczenie i suchość, a że jestem leniem i nie chciało mi się czytać ulotek, to zaczęłam kombinować na własną rękę z kremami.
Najlepiej sprawdził mi się Cetaphil Moisturizing Cream – taki w biało-zielonym opakowaniu. Na początku się trochę bałam, bo wydawał mi się tłusty, ale nic mi nie zapchał, a skóra po nim od razu była bardziej miękka. Na noc dawałam sobie porządną warstwę – dosłownie jak maseczkę. Rano skóra była spokojniejsza i mniej czerwona.
I jeszcze jedno – nie wiem, czy stosujesz filtry UV, ale to jest absolutny mus przy Epiduo. Ja raz zapomniałam i wystarczyło 15 minut na słońcu, żeby moja skóra zrobiła się czerwona jak burak.
Polecam filtr z La Roche-Posay Anthelios – nie bieli i nie zapycha. Powodzenia, dasz radę! Pamiętaj, że cierpliwość to klucz, a potem skóra naprawdę wygląda super!