Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Abilify w leczeniu zaburzeń psychicznych, takich jak schizofrenia, choroba afektywna dwubiegunowa lub jako wsparcie przy depresji? Czy zauważyliście poprawę w zakresie stabilizacji nastroju, zmniejszenia lęku, ograniczenia gonitwy myśli albo redukcji objawów psychotycznych (np. urojeń czy omamów)? Jak wyglądało u Was codzienne funkcjonowanie po rozpoczęciu terapii – czy lek pomagał wrócić do „normalności”, poprawiał koncentrację, sen lub ogólne samopoczucie? Jakie skutki uboczne pojawiły się podczas stosowania, np. niepokój wewnętrzny (akatyzja), problemy ze snem, zawroty głowy, nudności, uczucie pobudzenia albo zmiany masy ciała? Czy były one przejściowe, czy utrzymywały się dłużej?
Abilify dosłownie zmienił moje życie w mniej niż tydzień. Objawy lęku i depresji praktycznie zniknęły. Przez wiele miesięcy miałam ciągłe ataki paniki, epizody depresyjne i potrafiłam płakać bez powodu. Było tak źle, że musiałam nawet przerwać studia. Zaczęłam brać Abilify razem z Cymbaltą i serio – w ciągu kilku dni zaczęłam czuć ogromną różnicę. Wróciło mi libido, relacja z partnerem bardzo się poprawiła, znowu się uśmiecham i śmieję. Mam w końcu normalne emocje i spokój w głowie. Największa zmiana to to, że przestałam się przejmować każdą drobnostką, co wcześniej było u mnie codziennością. Zawsze miałam przy sobie coś na nagłe ataki lęku – brałam lorazepam praktycznie codziennie, bo inaczej nie dawałam rady funkcjonować.
Jestem serio wdzięczna za ten lek, bo nie spodziewałam się, że coś może zadziałać tak szybko. Dzisiaj zwiększam dawkę z 1 mg do 2 mg (jestem raczej drobna), zobaczę czy będzie jeszcze lepiej, ale już teraz czuję ogromną ulgę.
Jestem bardzo zadowolona z Abilify. Lekarka dołączyła mi 2 mg do wcześniej stosowanego Lexapro 20 mg. Od dwóch lat byłam w ciężkim stanie po śmierci męża i cały czas zmagałam się z depresją. W styczniu zauważyłam, że jest coraz gorzej – nie chciało mi się wstawać z łóżka, po pracy wracałam tylko po to, żeby spać. Wszystko mnie drażniło albo było mi kompletnie obojętne. Ciągle płakałam i zaczęłam nawet opuszczać dni w pracy.
Po włączeniu Abilify coś się zmieniło praktycznie od razu. Zaczęłam się budzić z lepszym nastawieniem, czuję się bardziej obecna, mam więcej energii i wróciło poczucie „normalności”. Mam wrażenie, że znowu funkcjonuję jak dawniej. Wiem, że każdy reaguje inaczej, ale u mnie ten lek naprawdę zadziałał i zrobił dużą różnicę.
Mój chłopak powiedział, że jestem zupełnie inną osobą. W końcu czuję się szczęśliwa!
Wcześniej byłam w bardzo złym stanie – silna depresja, a do tego dochodziła ogromna złość. Bywało tak, że wybuchałam na ludzi, reagowałam agresywnie i mówiłam rzeczy, których później żałowałam… dlatego właśnie został mi przepisany ten lek. Oprócz tego biorę też lek przeciwdepresyjny.
Ale serio – efekt przerósł moje oczekiwania. To nie tylko pomogło na złość, ale też praktycznie zniknęła depresja. Znowu chce mi się żyć, mam energię i chęć do działania. Czuję się naprawdę dobrze i pierwszy raz od dawna mam w sobie taką lekkość.
Dopiero zaczęłam brać Abilify w dawce 5 mg i dziś zwiększam do 10 mg. Na początku pojawiły się u mnie skutki uboczne – przez chwilę miałam nudności i takie wewnętrzne pobudzenie, które potrafiło mnie wybudzać w nocy. Na szczęście oba te objawy z czasem ustąpiły. Psychiatra uprzedzała mnie też, że mogę czuć się trochę „roztrzęsiona”, ale to również powinno przejść. Jeśli chodzi o plusy, to już teraz widzę różnicę. Mam zdecydowanie mniej natłoku myśli i takiego ciągłego „przeżuwania” wszystkiego w głowie. Rzadziej odpływam w jakieś rozmyślania. Co ważne, nie mam wrażenia, żeby lek pogarszał moje myślenie – dalej mogę normalnie funkcjonować i się skupić. Na ten moment nie zauważyłam żadnych objawów manii. Mój nastrój jest bardziej wyrównany, a poziom energii całkiem dobry.
Abilify u mnie zadziałał naprawdę świetnie. Powiedziałam lekarce, że mam totalny brak motywacji – nic mnie nie ruszało, nie miałam potrzeby robić rzeczy ani ich „naprawiać”. Wszystko było mi obojętne i brakowało mi takiego impulsu do działania. Dostałam Abilify i mimo że miałam spore wątpliwości, czy cokolwiek może jeszcze pomóc, to już po 3 dniach zauważyłam ogromną zmianę. Nagle nie mogłam usiedzieć w miejscu – nawet obejrzenie całego odcinka serialu było dla mnie trudne, bo czułam, że są ważniejsze rzeczy do zrobienia. Od tego momentu praktycznie codziennie coś robię – sprzątam, przestawiam rzeczy, porządkuję, ogarniam rzeczy, które odkładałam od dawna. Nigdy nie byłam osobą, która „lubi działać” – robiłam tylko to, co musiałam i nic więcej. Teraz mam zupełnie inaczej – mam ochotę robić wszystko, mam energię i motywację, której wcześniej kompletnie brakowało. Naprawdę jestem bardzo zadowolona z efektu.
Przez pierwsze tygodnie, kiedy szybko zwiększałam dawkę do 5 mg (docelowo jako dawka podtrzymująca), pojawiły się u mnie skutki uboczne takie jak bezsenność, lęk, pocenie się dłoni i stóp oraz takie wewnętrzne pobudzenie/niepokój. Na szczęście to wszystko z czasem naprawdę się wyciszyło i stopniowo ustąpiło. Biorę ten lek regularnie już od około 4–5 miesięcy i zauważyłam jedną ogromną różnicę – praktycznie zniknęły u mnie te głębokie dołki depresyjne, które wcześniej były czymś normalnym. Teraz powiedziałabym, że funkcjonuję mniej więcej na poziomie 6/10, a mój nastrój waha się gdzieś między 4 a 8/10. I szczerze – dla mnie to jest w pełni okej. Abilify dobrze się u mnie sprawdza też dlatego, że mam ADHD. Jako że działa na dopaminę (jest częściowym agonistą), zauważyłam poprawę w organizacji, motywacji i ogarnianiu codziennych rzeczy. Mam lepszą kontrolę nad myślami, łatwiej mi się wypowiadać i ogólnie lepiej funkcjonuję na co dzień. Na plus też to, że nie zauważyłam żadnego wpływu na wagę i nie czuję się „zamroczona” czy zamulona, jak przy niektórych lekach. Wręcz przeciwnie – mam więcej energii. Nawet ciśnienie krwi zauważalnie mi się poprawiło.
Moje doświadczenia po ponad 2 tygodniach stosowania? W większości pozytywne. Mam chorobę afektywną dwubiegunową typu I, PTSD, depresję lekooporną (dystymię) i lęk społeczny. Największa zmiana jest taka, że praktycznie zniknęły u mnie ciągłe, „w tle” myśli samobójcze, które towarzyszyły mi przez prawie 15 lat (poza okresami manii albo gdy uciekałam w używki). Zauważyłam też, że nie mam już codziennych koszmarów związanych z traumą, co wcześniej było normą. Nadal jednak wyjście między ludzi bywa dla mnie stresujące i nie powiem, że nagle „kocham życie”, ale zdecydowanie jest łatwiej funkcjonować na co dzień. Jeśli chodzi o minusy – przy dawce 10 mg (jestem raczej drobnej budowy) odczuwam sporą senność w ciągu dnia. Mam wrażenie, że żeby nie zasypiać w środku dnia, muszę być w ruchu – np. coś robić, chodzić, ruszać się, inaczej dopada mnie zmęczenie. Trochę frustrujące jest to, że tracę część energii w zamian za stabilizację i brak tych najgorszych myśli, ale szczerze – i tak to wybieram. Bo dzięki temu jestem w stanie normalnie pracować i funkcjonować.
Wow, naprawdę tyle mogę powiedzieć! Mam teraz 41 lat i od około 28 roku życia byłam na różnych lekach z grupy SSRI – raz brałam, raz odstawiałam. Przez długi czas nie wiadomo było, co dokładnie mi dolega. Dopiero po dwóch pobytach w szpitalu psychiatrycznym trafiłam na lekarza, który przepisał mi Abilify.
Na początku odczuwam lekką senność i zauważyłam też spadek libido, co podobno jest dość typowe przy takich lekach. Mimo tego już krótko po pierwszej dawce 5 mg zaczęłam czuć wyraźną zmianę.
Podejrzewam u siebie depresję (MDD) i łagodne spektrum autyzmu, co wcześniej objawiało się m.in. rozdrażnieniem i napięciem. Teraz czuję coś zupełnie innego – pojawiła się u mnie lekkość, większy spokój i przede wszystkim optymizm co do przyszłości, którego wcześniej kompletnie brakowało.
Od nastoletnich lat zmagałam się z fałszywymi przekonaniami i dużymi wahaniami nastroju. Z czasem było coraz gorzej – zaczęłam wierzyć, że moje urojenia mogą stać się rzeczywistością, co było naprawdę przerażające.
Na szczęście psychiatra zaproponowała mi leczenie Abilify Maintena (zastrzyki). Dzięki temu zaczęłam wyraźnie odróżniać urojenia od rzeczywistości, przestałam chcieć, żeby „stały się prawdziwe” i pojawiło się więcej przyjemności w życiu.
Czuję się spokojniejsza i – co najważniejsze – bardziej sobą. Mam świadomość, że pewne skłonności mogą u mnie zawsze zostać w jakimś stopniu, ale teraz mam nad nimi dużo większą kontrolę i nie dominują już mojego życia.
Najpierw brałam tabletki przez około 2 miesiące, a teraz mam już za sobą 3 zastrzyki. Minusem jest to, że przytyłam około 9 kg, co trochę mnie martwi, ale mimo tego efekt leczenia oceniam pozytywnie
Zostałam zdiagnozowana z zaburzeniem schizoafektywnym w styczniu 2024 roku. Pamiętam, jak bardzo bałam się zacząć ten lek, ale dziś mogę powiedzieć, że dosłownie uratował mi życie. Przez paranoiczne urojenia trafiłam do szpitala, a wcześniej lęk, depresja i paranoja były tak silne, że praktycznie nie byłam w stanie normalnie funkcjonować.
Po około trzech miesiącach stosowania Abilify zaczęłam wracać do siebie – do tego, jaka byłam zanim choroba przejęła kontrolę nad moim życiem. Urojenia i lęk praktycznie zniknęły, a ja znowu mogłam jasno myśleć i normalnie funkcjonować. Zniknęło też to ciągłe, negatywne myślenie o sobie i poczucie własnej wartości zaczęło się odbudowywać.
Mój syn zaczął brać Abilify w wieku 12 lat, przy wadze około 70 kg i wzroście ok. 168 cm. Jego agresja i rozdrażnienie były tak silne, że sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli – dochodziło do wybuchów złości, uderzał w ściany, robił w nich dziury i zdarzało się, że uderzał głową. Był przy tym cały czas smutny i sfrustrowany.
Po rozmowie w gronie rodziny zdecydowaliśmy się spróbować leczenia, żeby pomóc mu lepiej panować nad emocjami i impulsami. Pierwszą dawkę Abilify (5 mg) przyjął wieczorem. Na początku był bardzo pobudzony – jakby miał nagły zastrzyk energii – ale po kilkunastu minutach się wyciszył, a chwilę później zasnął.
Wcześniej miał duże problemy ze snem, często się wybudzał w nocy, a po włączeniu leku przespał całą noc i obudził się naprawdę wypoczęty. Pierwsze efekty zaczęliśmy zauważać po około tygodniu. Nadal był trochę drażliwy, więc zdecydowaliśmy się zwiększyć dawkę do 7,5 mg – i to była przełomowa zmiana.
Od tego momentu jest dużo spokojniejszy, nie wdaje się w konflikty, nie ma napadów agresji i lepiej funkcjonuje na co dzień. Dodatkowo poprawiła się jego koncentracja w szkole. Na ten moment nie zauważyliśmy też przyrostu masy ciała.
Brałam Abilify już wcześniej i pamiętam, że wtedy bardzo poprawił mi motywację. Z czasem byłam jak zamknięta w sobie, a po tym leku znowu zaczęłam „wracać do życia”, być bardziej otwarta i obecna.
Teraz, po 6 latach, znowu do niego wróciłam – wcześniej przez około rok byłam na innym leku (Invega), który był dla mnie dość dziwny w działaniu. Co prawda z miesiąca na miesiąc było trochę lepiej, ale głosy nadal były zbyt nasilone i to mnie bardzo męczyło.
Minął dopiero jeden dzień od powrotu do Abilify. Wczoraj pierwszy raz od dawna nie spałam u mamy w pokoju. Co prawda długo nie mogłam zasnąć, ale w końcu się udało. Po pierwszej dawce miałam wrażenie, że głosy się wyciszyły, chociaż teraz znowu zaczynają się trochę nasilać.
Staram się dać temu czas i zobaczyć, jak to się rozwinie. Jeśli po kilku miesiącach efekt nie będzie taki jak kiedyś, będę rozważać zmianę leczenia, np. na klozapinę. Na razie jednak wierzę, że wszystko pójdzie w dobrą stronę.
Zaczęłam od dawki 10 mg. Na kolejnej wizycie powiedziałam psychiatrze, że mój kciuk zaczął się sam poruszać. W odpowiedzi zwiększono mi dawkę do 20 mg. Po jakimś czasie córka zapytała mnie, czy gram na „niewidzialnej gitarze”, bo moja ręka cały czas się ruszała. Najgorsze było to, że ja nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to się dzieje.
I czy dalej go biorę? Tak. Bo mimo wszystko objawy choroby dwubiegunowej praktycznie zniknęły – nie mam ani hipomanii, ani depresji. Tylko dojście do tego momentu trochę trwało, bo skutki uboczne nie były od razu oczywiste i trzeba było je dobrze zidentyfikować.
Z nowym psychiatrą udało się w końcu znaleźć odpowiednią dawkę – u mnie to 4 mg, a nie 10 i zdecydowanie nie 20. I właśnie na tej dawce jestem najdłużej i działa to u mnie najlepiej.
Nie zauważyłam przyrostu masy ciała, poziom cukru mam na akceptowalnym poziomie, a drżenia mięśni nie występują (chociaż biorę dodatkowo lek przeciwdrżeniowy, więc trudno powiedzieć na 100%).