Asertin był trzecim lekiem z grupy SSRI, który dostałem na lęk i depresję, po wcześniejszych nieudanych próbach z paroksetyną i citalopramem. Niestety wszystkie trzy leki, w tym Asertin, bardzo pogorszyły mój stan.
Przez cały czas czułem się tak, jakbym był w jakimś bardzo złym, odrealnionym stanie. Najgorzej było rano, zaraz po przebudzeniu. Budziłem się z poczuciem, że nie chcę dalej żyć. W ciągu dnia miałem bardzo silny lęk, który trochę słabł dopiero wieczorem, a w nocy pojawiała się ciężka bezsenność spowodowana napięciem i paniką.
Miałem też ogólne poczucie zmienionego stanu świadomości, jakbym tracił kontakt z samym sobą. Czasami trudno było mi odróżnić, co jest realne, a co dzieje się tylko w mojej głowie. Próbowałem wytrzymać na Asertinie dłużej niż na wcześniejszych SSRI, ale efekty były coraz gorsze.
Bezsenność była tak nasilona, że spałem około godziny na dobę. Zasypiałem na chwilę i od razu budziłem się w panice. Po kilku takich nocach miałem wrażenie, jakbym śnił na jawie. Gdy zamykałem oczy, pojawiały się dziwne, koszmarne obrazy. Zdarzało się też, że zwykłe wzory na tapecie czy przedmiotach zaczynały wyglądać dla mnie jak zniekształcone, niepokojące twarze.
Do tego doszły natrętne myśli samobójcze. Wiedziałem, że tak naprawdę nie chcę sobie nic zrobić, ale nie potrafiłem przestać o tym myśleć. W końcu uznałem, że dalsze „przeczekiwanie” tych objawów nie ma sensu. Odstawiłem lek, ale bezsenność i natrętne myśli nie minęły od razu. Po dwóch nocach stwierdziłem, że ryzyko jest zbyt duże i pojechałem do szpitala.
W szpitalu porozmawiałem z lekarzami o myślach samobójczych i trafiłem na oddział psychiatryczny. Spędziłem tam tydzień. Lekarka, która się mną zajmowała, była bardzo pomocna. Powiedziała, że po dwóch nieudanych próbach leczenia SSRI prawdopodobnie nie próbowałaby trzeciego leku z tej samej grupy. Uznała, że tak silne pogorszenie mogło wynikać z bardzo złej tolerancji Asertinu.
Włączono mi mirtazapinę, która bardzo pomogła mi ze snem i poprawiła stan depresyjny. Po kilku nocach normalnego snu zniknęło uczucie snu na jawie i dziwne obrazy. Dostałem też klonazepam na lęk, co również bardzo mi pomogło. Szpital pomógł mi też znaleźć psychiatrę przyjmującego nowych pacjentów, z czym wcześniej sam miałem duży problem.
Piszę to w 2026 roku, a cała sytuacja miała miejsce w 2016. Ostatnie 9 lat było trudne, szczególnie okres 2015-2020, ale z każdym rokiem było trochę lepiej. Teraz jestem w stabilnym miejscu.
Kilka tygodni po wyjściu ze szpitala nadal miałem depresję i lęk. Na pierwszej wizycie psychiatra włączyła mi lamotryginę, która często jest stosowana w chorobie afektywnej dwubiegunowej, choć ja takiej diagnozy nie mam, ale bywa też używana przy problemach z nastrojem i lękiem. U mnie to był przełom. Dostałem też gabapentynę, bo lekarka uznała, że może pomóc na lęk społeczny, i faktycznie miała rację.
Wyjaśniła mi wtedy, że SSRI u części osób potrafi objąć wiele problemów jednym lekiem, ale skoro mój organizm tak źle tolerował tę grupę, potrzebowałem innego zestawu leków. W moim przypadku dopiero takie podejście przyniosło realną poprawę.