Od około 8.–10. roku życia mam łuszczycę plackowatą. Przez większość życia były to tylko niewielkie zmiany na skórze głowy i łokciach. Zwykle bardzo dobrze reagowały na leczenie miejscowe – Daivobet stosowany raz czy dwa razy w miesiącu wystarczał, żeby utrzymać skórę w naprawdę dobrym stanie.
Mam również Hashimoto, rozpoznane około 6 lat temu, i przyjmuję 50 µg lewotyroksyny dziennie. Obecnie mam 38 lat.
Podczas pierwszej ciąży w 2020 roku łuszczyca całkowicie zniknęła. Niestety około 8 miesięcy po porodzie pojawił się bardzo silny wysiew zmian na prawie całym ciele – wyglądało to bardziej jak łuszczyca kropelkowata i w najgorszym momencie zajmowało około 80% skóry. Pierwsze dwa zdjęcia pokazują właśnie ten okres.
Zmiany stopniowo zaczęły ustępować około 1,5 roku po porodzie, ale na rękach i nogach zostało mi kilka niewielkich ognisk łuszczycy, których wcześniej w tych miejscach nigdy nie miałam.
Po drugiej ciąży sytuacja praktycznie się powtórzyła. Około 7–8 miesięcy po porodzie, w 2025 roku, ponownie nastąpiło bardzo duże zaostrzenie na rękach i nogach. Tym razem zmiany nie przypominają jednak łuszczycy kropelkowatej, tylko bardziej liczne drobne ogniska łuszczycy plackowatej – widać je na dwóch ostatnich zdjęciach.
Co ciekawe, oba zaostrzenia zaczęły się mniej więcej na początku lata. Dawniej słońce zawsze wyraźnie poprawiało stan mojej skóry, natomiast teraz nie tylko nie widzę poprawy, ale miejscami zaczerwienienie wydaje się po słońcu jeszcze większe.
Kilka rzeczy, które zauważyłam:
-
Obecnie zmiany występują głównie na częściach ciała wystawionych na słońce – na zewnętrznej i bocznej stronie ramion oraz na nogach poniżej linii sukienki czy spódnicy. Wewnętrzne strony ramion są praktycznie czyste. Przy pierwszym wysiewie zmiany były natomiast niemal na całym ciele.
-
Po słońcu albo gorącym prysznicu zmiany robią się wyraźnie bardziej czerwone.
-
Leki przeciwhistaminowe nie dają żadnego efektu.
-
Daivobet, który wcześniej bardzo dobrze działał na moją łuszczycę, obecnie praktycznie nie zmniejsza tych zmian i nie powoduje ich znikania.
-
Zmiany nie swędzą ani nie bolą.
-
W pewnym momencie, trochę z desperacji, odstawiłam gluten i nabiał. Przez jakiś czas rzeczywiście skóra wyglądała lepiej, ale było to mniej więcej 1,5 roku po porodzie, czyli dokładnie wtedy, kiedy po pierwszej ciąży wysiew również zaczął samoistnie ustępować. Nie wiem więc, czy dieta rzeczywiście miała znaczenie, czy był to tylko zbieg okoliczności.
-
Stres zdecydowanie nasila zmiany, choć raczej nie jest jedynym czynnikiem.
-
Przez lata miałam wykonywane badania w kierunku tocznia i wielu innych chorób autoimmunologicznych, również u reumatologa, ale wyniki nigdy niczego nie wykazały.
Dołączam zdjęcia, żeby było dokładnie widać, jak wyglądały poszczególne zaostrzenia.
Czy ktoś miał podobny przebieg łuszczycy po ciąży, szczególnie taki, w którym wcześniej skuteczny Daivobet nagle praktycznie przestał działać? Zastanawiam się też, czy to rzeczywiście nadal może być łuszczyca, skoro zmiany zachowują się trochę inaczej niż moje wcześniejsze ogniska.
Wiem, że istnieje możliwość leczenia biologicznego, ale na razie chciałabym go uniknąć, jeśli są jeszcze inne opcje. Będę wdzięczna za doświadczenia osób, które przechodziły przez coś podobnego – również za informacje, jakie dodatkowe badania wykonywaliście albo co poza Daivobetem okazało się u Was skuteczne.