Jak oceniacie efekty stosowania Monural i czy doświadczyliście jakichś skutków ubocznych? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla osób zmagających się z infekcjami dróg moczowych – każda historia ma znaczenie!
- Bardzo dobrze
- Przeciętnie
- Słabo
Jak oceniacie efekty stosowania Monural i czy doświadczyliście jakichś skutków ubocznych? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla osób zmagających się z infekcjami dróg moczowych – każda historia ma znaczenie!
Monural uratował mnie w momencie, kiedy byłam już na skraju wytrzymałości. Pieczenie przy każdym oddawaniu moczu i to ciągłe parcie na pęcherz – koszmar, którego nie życzę nikomu. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po jednej saszetce granulatu, ale byłam zdesperowana. Zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcją – wypiłam wieczorem na pusty żołądek, po opróżnieniu pęcherza.
Pierwsze efekty poczułam następnego dnia rano. Nie było to jeszcze pełne wyleczenie, ale pieczenie zmniejszyło się na tyle, że mogłam normalnie funkcjonować. Po dwóch dniach było już idealnie. To, co mnie zaskoczyło, to szybkość działania i brak skutków ubocznych, bo przy innych antybiotykach zawsze coś mnie męczyło.
Podoba mi się też, że Monural celuje bezpośrednio w bakterie odpowiedzialne za infekcje, jak E. coli. Dla mnie to było jak wybawienie. Fakt, że to jednorazowa dawka, to ogromna wygoda – zero codziennego pamiętania o tabletkach. Polecam każdemu, kto zmaga się z infekcjami pęcherza. W moim przypadku był to strzał w dziesiątkę!
Czy jedna dawka fosfomycyny naprawdę wystarczy? Mam nawracające zakażenia układu moczowego (ZUM) i właśnie dopadł mnie kolejny epizod (świetnie, prawda?). Poszłam do lekarza, który doskonale wie, że zmagam się z tym problemem od dłuższego czasu. Tym razem przepisał mi tylko JEDNĄ dawkę fosfomycyny w ilości 3 g. Jedną. Teraz siedzę i zastanawiam się: czy to w ogóle wystarczy?
Zazwyczaj, kiedy dostawałam antybiotyki na zakażenia, kuracja trwała 5-7 dni, więc ta jedna dawka wydaje mi się podejrzanie krótka. Zapytałam lekarza, czy to naprawdę wystarczy, ale odpowiedział tylko, żebym się nie martwiła i że to standardowe leczenie. Serio? Jedna dawka i ma być po wszystkim?
Jutro muszę normalnie iść do pracy i nie mam czasu na zabawy we wiecie, zmiana leków, poprawianie niedziałającej kuracji itp. Zastanawiam się, czy ktoś z was miał podobne doświadczenie? Czy jedna dawka rzeczywiście wam pomogła? Jak szybko zaczęliście odczuwać ulgę po jej przyjęciu? Mam wrażenie, że taka krótka terapia może być niewystarczająca przy częstych zakażeniach, ale może się mylę. Będę wdzięczna za każdą opinię!
Sama byłam w podobnej sytuacji. Mam za sobą kilka nawracających zakażeń układu moczowego i kiedy pierwszy raz dostałam fosfomycynę w JEDNEJ dawce, byłam totalnie sceptyczna. No bo jak jedna dawka może rozwiązać problem, z którym inne antybiotyki walczyły przez tydzień? Ale, co ciekawe, u mnie to faktycznie zadziałało.
Pierwszego dnia po zażyciu nie poczułam od razu jakiejś ogromnej ulgi – pieczenie było nadal wyczuwalne, a do łazienki biegałam dość często. Ale drugiego dnia zaczęłam zauważać różnicę – pieczenie znacznie osłabło, a potrzeba ciągłego oddawania moczu stopniowo znikała. Trzeciego dnia czułam się już praktycznie normalnie. Lek działa, ale potrzebuje czasu, żeby organizm zaczął wracać do równowagi.
Z tego, co wiem, fosfomycyna działa w ten sposób, że osiąga bardzo wysokie stężenie w moczu i utrzymuje je przez około 48 godzin. Dzięki temu zabija bakterie odpowiedzialne za zakażenie, bez konieczności brania kolejnych dawek. Kluczowe jest jednak, żeby po leczeniu zadbać o odbudowę mikroflory bakteryjnej. Po każdej antybiotykoterapii, nawet tak krótkiej, zawsze biorę probiotyk – najlepiej taki specjalnie przeznaczony do wspierania układu moczowego (np. z pałeczkami kwasu mlekowego, które wspierają florę pochwy i pęcherza). Dzięki temu zmniejszam ryzyko nawrotów.
Jeśli masz obawy, to pamiętaj, że działanie fosfomycyny jest naprawdę dobrze udokumentowane – zwłaszcza w przypadku prostych zakażeń pęcherza. Ale! Ważne jest, żeby dużo pić, najlepiej wodę, żeby wypłukiwać bakterie z układu moczowego. Mi dodatkowo pomagała herbatka z żurawiny – nie wiem, czy to placebo, ale miałam wrażenie, że wspiera proces leczenia.
Przyszły mi wyniki moczu i trochę się zestresowałam, bo leukocyty wyszły mi 422,90 przy normie 0–39, a bakterie 1422,60 przy normie 0–385,8, więc widać, że coś się dzieje. Nabłonki płaskie mam w normie, ale te dwa parametry są mocno podwyższone. Lekarz przepisał mi Monural 3 g i jestem już po 1 dawce, tylko teraz się zastanawiam, czy przy takich wynikach to faktycznie powinno wystarczyć i po jakim czasie powinna być poprawa. Dołączam zdjęcie opakowania i fragment wyników, bo może ktoś z Was miał bardzo podobnie.
Dziewczyny, czy przy takich wynikach Monural dał u Was radę? Po jakim czasie poczułyście ulgę, czyli mniejsze pieczenie, parcie na pęcherz albo ból? U Was po tej jednej saszetce było już wyraźnie lepiej czy jednak później okazywało się, że potrzebny był jeszcze kolejny lek? Trochę się denerwuję, bo jak człowiek widzi tak wysokie leukocyty i bakterie, to od razu ma w głowie różne scenariusze.
U mnie Monural pomógł, ale nie skończyło się na jednej saszetce. Brałam go dwa razy, tydzień po tygodniu, zawsze na noc i około 2 godziny po jedzeniu. Do tego wspomagałam się jeszcze Furaginą i naprawdę pilnowałam, żeby dużo pić, bo przy takich infekcjach to jednak robi różnicę.
Po pierwszej dawce było trochę lepiej, ale nie aż tak, żebym mogła powiedzieć, że problem całkiem zniknął. Dopiero po czasie poczułam wyraźniejszą poprawę i przestało mnie tak męczyć ciągłe chodzenie do toalety i ten dyskomfort. U mnie właśnie takie połączenie zadziałało, ale wszystko też zależy od tego, jak mocna jest infekcja. Przy takich wynikach jak Twoje ja bym po prostu obserwowała, czy po tej pierwszej dawce zaczyna być chociaż trochę lepiej.
Czyli jak teraz wypiłam, to powtórzyć?
@Figa jutro powinnaś już poczuć jakąś poprawę, przynajmniej u mnie tak było. Do tego brałam jeszcze Furaginę 3 razy dziennie i bardzo pilnowałam, żeby dużo pić, bo to też mi pomogło. Jeśli chodzi o kolejną dawkę Monuralu, to u mnie było tak jak wcześniej pisałam, czyli dopiero za tydzień, a nie od razu.
Ważne też było, kiedy to wypić. Mówiono mi, żeby brać na noc i mniej więcej 2 godziny po jedzeniu, bo wtedy najlepiej to działa. Nawet lekarz zwracał mi uwagę, żeby właśnie tego pilnować i nie wypijać byle kiedy.
Przez ponad rok miałam nawracające zakażenia dróg moczowych. Monural był dla mnie dość ciężki do zniesienia, ale ostatecznie poradził sobie z bakterią, która była oporna na inne antybiotyki. Musiałam przyjąć dwie saszetki jedna po drugiej. Mimo że źle go tolerowałam, od około 6 miesięcy nie miałam już żadnego zakażenia dróg moczowych.
Bardzo liczyłam na to, że Monural zadziała, ale jedna dawka okazała się niewystarczająca. Następnego ranka czułam się dobrze, jednak kolejnego dnia objawy zaczęły wracać. Nie chciałam czekać, aż infekcja rozwinie się ponownie na dobre, dlatego wróciłam do lekarza i zaczęłam przyjmować cefaleksynę. Przy obecnym problemie narastającej oporności bakterii na antybiotyki uważam, że nie zawsze warto ryzykować i zakładać, że jedna saszetka wystarczy.
Przyjęłam Monural, bo spodobało mi się, że jest to lek stosowany jednorazowo. Niestety bardzo żałuję, że go wzięłam. Pojawiła się u mnie silna biegunka, ból brzucha i wyraźne wzdęcie. Po tym doświadczeniu nie zdecydowałabym się ponownie na ten lek.
Nie wiem, jaka bakteria odpowiadała za moje zakażenie. Szczerze mówiąc, nie miałam żadnych większych dolegliwości, poza tym że mocz był mętny i miał nieprzyjemny zapach. Po wykonaniu badania moczu dostałam jedną saszetkę Monuralu. Następnego dnia mocz wyglądał już normalnie, ale kolejnego dnia problem wrócił. Później przyjęłam dwie saszetki w odstępie 24 godzin, ale efekt był taki sam jak po pojedynczej dawce. Dodatkowo po leku przez około tydzień miałam biegunkę. W końcu zrezygnowałam z Monuralu, mimo że problem z zakażeniem ciągnie się u mnie już od około dwóch lat.
Przyjęłam jedną saszetkę Monuralu na zakażenie dróg moczowych zaraz po przylocie na wakacje. Lek zadziałał dobrze na infekcję, ale działania niepożądane były u mnie bardzo uciążliwe. Po praktycznie każdym posiłku pojawiały się nudności i biegunka, przez co wyjazd został mocno zepsuty. Minęły już ponad dwa tygodnie, a nadal zdarzają mi się biegunka i nudności. Zastanawiam się, czy po antybiotyku nie rozwinęły się u mnie problemy jelitowe. Zaczęłam też stosować probiotyki, ale na razie mam wrażenie, że objawy są po nich jeszcze gorsze.
Mam nawracające zakażenia dróg moczowych, które pojawiają się u mnie tylko po stosunku. Za pierwszym razem po Monuralu miałam lekkie zawroty głowy i ból głowy, ale przy kolejnych zastosowaniach było już bardzo dobrze i bez żadnych działań niepożądanych. Jedna saszetka i po sprawie. Warto porozmawiać z lekarzem o recepcie na kilka saszetek, żeby w razie nawrotu móc wykupić lek w aptece wtedy, gdy będzie potrzebny.
Po przeczytaniu wielu negatywnych opinii o Monuralu przez kilka dni zwlekałam z jego przyjęciem. Po kilku dniach męczenia się z objawami zdecydowałam jednak, że wezmę lek niezależnie od możliwych działań niepożądanych. Ulgę zaczęłam odczuwać już po kilku godzinach. Pojawił się tylko ból głowy i lekkie skurcze brzucha rano po przyjęciu leku. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z działania Monuralu. Minęło już kilka dni i objawy nie wróciły. Dla mnie było to znacznie wygodniejsze niż przyjmowanie antybiotyku przez cały tydzień.
Przez lata miałam wiele zakażeń dróg moczowych i Monural jest jedynym lekiem, po który naprawdę chcę sięgać. Próbowałam różnych standardowo przepisywanych antybiotyków i większość z nich powodowała u mnie silne działania niepożądane. Monural wypada pod tym względem zdecydowanie najlepiej ze wszystkiego, czego próbowałam. Objawy zakażenia ustępują u mnie bardzo szybko.
Miałam bardzo silne zakażenie dróg moczowych i podczas pobytu za granicą dostałam Monural. Po wypiciu leku starałam się jak najdłużej nie oddawać moczu, ale przez objawy ZUM udało mi się wytrzymać tylko około godziny. Piłam dużo wody i odpoczywałam przez cały dzień. Następnego dnia obudziłam się już bez żadnych objawów. U mnie Monural zadziałał świetnie. Muszę jednak przyznać, że po jego przyjęciu czułam duże zmęczenie, lekki ból głowy i zawroty głowy. Mimo wszystko było to dla mnie zdecydowanie łatwiejsze do zniesienia niż same objawy zakażenia.
Chociaż infekcja ostatecznie ustąpiła po kilku dniach, działania niepożądane Monuralu były u mnie bardzo uciążliwe. Przez trzy dni miałam silną biegunkę, a objawy zakażenia dróg moczowych nie zniknęły całkowicie aż do około czwartego dnia od rozpoczęcia leczenia.
Na początku byłam bardzo sceptyczna – jedna saszetka leku do rozpuszczenia w wodzie wydawała mi się zbyt prosta, żeby naprawdę zadziałać. Mam też uczulenie na wiele antybiotyków, ale zdecydowałam się spróbować. Około 3 godziny po przyjęciu Monuralu wszystkie objawy ustąpiły. Zniknęło pieczenie, częste parcie na mocz i uczucie dyskomfortu. U mnie lek zadziałał naprawdę bardzo dobrze. Jedynym minusem były skurcze brzucha, ale były łagodne i łatwe do zniesienia.
Często mam zakażenia dróg moczowych. Wcześniej zwykle dostawałam furazydynę, cyprofloksacynę albo podobne leki. Za pierwszym razem Monural zadziałał u mnie praktycznie od razu. Innym razem efekt był jednak znacznie słabszy. Lekarz zlecił wtedy badanie i posiew moczu, który wykazał, że zakażenie było wywołane przez E. coli. Dlatego jeśli objawy są bardzo dokuczliwe, warto szybko rozpocząć leczenie, ale jeśli lek nie działa tak jak powinien, dobrze zrobić posiew moczu i dokładniej sprawdzić przyczynę infekcji. U mnie takie zakażenia pojawiają się mniej więcej raz lub dwa razy w roku.