Co jest lepsze Ozempic, Saxenda, Mounjaro czy Trulicity?

Hej! Jestem 35-letnim facetem, który zawsze lubił dobrze zjeść. Niestety, ta miłość do pizzy i kebabów skończyła się 30 dodatkowymi kilogramami i solidną oponką na brzuchu. Próbowałem siłowni, różnych diet cud (kapuściana, keto – zaliczone wszystkie po kolei) i owszem, coś tam schudłem, ale potem wszystko wracało z nawiązką. Nie ukrywam, że na początku uważałem takie środki jak Ozempic czy Saxenda za pójście na łatwiznę. Myślałem sobie: “Eee, zastrzyki na odchudzanie? Dajcie spokój, to dla leniwych”. Ale gdy po kolejnej męczarni dietetycznej zobaczyłem znowu 0,5 kg na plusie, stwierdziłem, że chyba pora jednak spróbować czegoś nowego.

Poszedłem do lekarza i prosto z mostu zapytałem o te modne ostatnio zastrzyki na odchudzanie. Lekarz najpierw mnie przebadał, wykluczył przeciwwskazania i pogadaliśmy o opcjach. Saxenda codziennie? – nie, dzięki, już wiedziałem, że prędzej czy później bym zapomniał albo się zniechęcił. Wybrałem Ozempic, bo to raz w tygodniu i słyszałem, że daje lepsze efekty u wielu osób. Mounjaro też mnie ciekawiło (czytałem w necie niesamowite historie ludzi chudnących po nim jak szaleni), ale w Polsce wtedy było praktycznie poza zasięgiem. Trulicity nawet nie rozważałem, bo to bardziej lek typowo na cukrzycę, a mi chodziło głównie o zrzucenie wagi.

Pierwszy zastrzyk Ozempicu pamiętam do dziś, bo byłem zestresowany jak nie wiem co. Nigdy wcześniej nie robiłem sobie żadnych zastrzyków. Okazało się, że niepotrzebnie panikowałem – wkłucie jest praktycznie bezbolesne, trwa sekundę. A efekty? Już po paru dniach poczułem mniejszy głód. W pierwszym miesiącu zgubiłem 4 kg – byłem w szoku. Oczywiście starałem się też lepiej jeść: mniejsze porcje, więcej warzyw, mniej słodyczy. Ozempic trochę jakby wyłączył moją ochotę na dokładki i podjadanie po nocach. Nie musiałem toczyć ze sobą takiej walki jak wcześniej, bo po prostu nie czułem już potrzeby pochłaniania jedzenia.

Skutki uboczne też się pojawiły, żeby nie było tak kolorowo. Czasem było mi niedobrze, zwłaszcza rano; parę razy zdarzyło się, że musiałem pobiec do łazienki z mdłościami. Ale pomyślałem sobie: trudno, przeżyję te niedogodności, byle waga spadała. Trochę bolał mnie też żołądek po ciężkostrawnych potrawach – szybko nauczyłem się, że schabowy z frytkami odpada, bo mój układ pokarmowy na Ozempicu po prostu go nie ogarnia. Może to i dobrze, przynajmniej jem zdrowiej.

Teraz mija pół roku odkąd zacząłem kurację i mam 15 kg mniej na liczniku. Waga zleciała ze 110 do 95 kg. Wciąż daleko do celu, ale pierwszy raz od lat czuję, że naprawdę mogę go osiągnąć.

Czy Ozempic jest najlepszy? Ciężko stwierdzić, bo nie testowałem innych, ale dla takiego gościa jak ja to był przełom w odchudzaniu. Wiadomo, że samo nic się nie zrobi – nadal muszę trzymać dietę i się ruszać, inaczej żaden cudowny lek nie pomoże. Ale z Ozempicem łatwiej mi wytrwać, nie miewam już tych wiecznych napadów głodu. Znajomi się dziwią, że odmawiam dokładki czy piwa, a ja po prostu nie czuję takiej chęci jak kiedyś.

Jedyny minus – cena i dostępność. Przez pewien czas był problem, żeby dostać Ozempic w aptece, bo wszyscy go wykupowali. Musiałem obdzwonić kilka aptek albo zamawiać z wyprzedzeniem. Portfel też to odczuwa (ponieważ nie mam cukrzycy, płacę pełną cenę), ale uznałem, że inwestuję w siebie. Podsumowując: nie żałuję ani trochę. Dla mnie na ten moment Ozempic okazał się strzałem w dziesiątkę. A czy lepszy od Saxendy czy innych? Nie wiem – ważne, że u mnie działa i pozwolił mi ruszyć z miejsca. Reszta i tak zależy od mojej własnej pracy nad sobą.