U mnie historia trochę inna – Bioracef dostałem na zapalenie oskrzeli. I powiem Ci, że jak usłyszałem nazwę, to pomyślałem „oho, coś mocniejszego”, bo wcześniej miałem tylko jakieś standardowe amoksycyliny, które działały średnio. A że to było już moje trzecie zapalenie w sezonie, to byłem zmęczony.
Bioracef dostałem w tabletkach 500 mg, dwa razy dziennie. Działał bardzo szybko – już pierwszej nocy spadła gorączka, kaszel się uspokoił i w końcu się wyspałem. Dla mnie to był znak, że to coś porządnego. Ale nie czułem się po nim jak po „ciężkiej chemii” – nie miałem rewolucji w brzuchu, nic mnie nie bolało, nawet nie brałem probiotyku (choć może powinienem).
Ale też trzeba uważać – brat go brał i miał uczulenie, dostał wysypki i swędzenia. Więc nie każdemu podejdzie. Ale na pytanie, czy to silny antybiotyk? Hmm… może nie najmocniejszy, ale na pewno konkretny. Takie „średniego kalibru działo”, które potrafi dużo zdziałać, ale nie sieje zniszczenia jak niektóre inne leki.
Na pewno nie jest to placebo – działa i czuć to po dwóch dniach.