Bierz Malarone! Nie słuchaj tych, co piszą, że „nie trzeba” – oni potem płaczą po powrocie. Ja byłam w Ugandzie i Tanzanii, i powiem Ci szczerze – malaria tam to nie bajka. Znam jedną dziewczynę, co leciała beztrosko, bo „koleżanka powiedziała, że nic nie brała” – no i skończyło się źle, 3 dni po przylocie do Polski gorączka, drgawki, test pozytywny, skończyła na kroplówkach w szpitalu.
Ja brałam Malarone już kilka razy – Tanzania, Zanzibar, Kenia – i zawsze bez żadnych problemów. Wystarczy brać po jedzeniu, najlepiej z czymś tłustym (kanapka z masłem, jogurt) i nie popijać kawą. Działa super, zero skutków ubocznych, żadnych koszmarów, jak niektórzy straszą.
I powiem Ci jeszcze coś – na Zanzibarze w kurortach może i nie widać komarów, ale jak tylko pojedziesz gdzieś dalej, do wiosek, na wycieczkę, na plantację przypraw czy safari, to komary są wszędzie. Nie warto oszczędzać na czymś, co może uratować Ci zdrowie, a nawet życie.
Więc moja rada: weź Malarone i śpij spokojnie. To nie antybiotyk, nie rujnuje żołądka, a daje ogromny komfort psychiczny. Do tego repelent, moskitiera, lekkie długie ubrania po zmroku i masz problem z głowy. Ja bym nie ryzykowała, bo jak już malaria się „przyklei”, to wakacje zamieniają się w koszmar.