Czy brać Malarone?

Tak, warto — a w wielu kierunkach wręcz trzeba — brać Malarone (atowakwon/proguanil). Obowiązkowo rozważ je przy wyjazdach do Afryki Subsaharyjskiej (np. Tanzania/Zanzibar, Kenia), Papui-Nowej Gwinei i Wysp Salomona, w części SE Azji (m.in. odcinki graniczne Tajlandii, Laos, Kambodża, Mjanma) oraz na Haiti i w wybranych rejonach Dominikany.


Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/malarone/czy-warto-brac-malarone/

Za dwa tygodnie lecę z mężem na Zanzibar, a potem planujemy kilka dni safari w Tanzanii. W przychodni medycyny podróży lekarz przepisał nam Malarone, ale nie ukrywam, że trochę się waham… W internecie czytam masę opinii – jedni piszą, że to „must have”, inni że nie ma sensu, bo malaria niby rzadka i że po leku są koszmarne sny i nudności. Nie jestem panikarą, ale też nie chciałabym wracać z tropików z malarią. Czy Waszym zdaniem warto brać Malarone, czy raczej lepiej odpuścić i postawić tylko na repelenty? Jakie macie doświadczenia?

Byłam w Tanzanii i na Zanzibarze w 2023, dokładnie ta sama sytuacja – to był mój pierwszy wyjazd w tropiki i też miałam dylemat, czy brać Malarone. Lekarka mówiła, że ryzyko jest umiarkowane, ale skoro planujemy safari i wyjazdy poza kurorty, to warto się zabezpieczyć. I wzięłam.

Brałam 2 dni przed wylotem, codziennie rano po śniadaniu i 7 dni po powrocie. Zero problemów, może pierwszy dzień lekka senność, ale potem kompletnie nic. Nie miałam żadnych „dziwnych snów” ani bólu brzucha, o których ludzie piszą. Mąż tak samo. Widzieliśmy komary, szczególnie na safari wieczorem, więc serio – nie ryzykowałabym bez leku.

Poznaliśmy tam parę z Niemiec, która leciała bez profilaktyki, i po dwóch tygodniach kobieta wylądowała w szpitalu w Dar es Salaam z malarią. Więc jak ktoś mówi, że „to rzadkość” – może i tak, ale nie chcesz być tym jednym przypadkiem, który akurat trafił pechowo. Ja wolę połknąć tabletkę niż później walczyć z gorączką 40°C.

Bierz Malarone! Nie słuchaj tych, co piszą, że „nie trzeba” – oni potem płaczą po powrocie. Ja byłam w Ugandzie i Tanzanii, i powiem Ci szczerze – malaria tam to nie bajka. Znam jedną dziewczynę, co leciała beztrosko, bo „koleżanka powiedziała, że nic nie brała” – no i skończyło się źle, 3 dni po przylocie do Polski gorączka, drgawki, test pozytywny, skończyła na kroplówkach w szpitalu.

Ja brałam Malarone już kilka razy – Tanzania, Zanzibar, Kenia – i zawsze bez żadnych problemów. Wystarczy brać po jedzeniu, najlepiej z czymś tłustym (kanapka z masłem, jogurt) i nie popijać kawą. Działa super, zero skutków ubocznych, żadnych koszmarów, jak niektórzy straszą.

I powiem Ci jeszcze coś – na Zanzibarze w kurortach może i nie widać komarów, ale jak tylko pojedziesz gdzieś dalej, do wiosek, na wycieczkę, na plantację przypraw czy safari, to komary są wszędzie. Nie warto oszczędzać na czymś, co może uratować Ci zdrowie, a nawet życie.

Więc moja rada: weź Malarone i śpij spokojnie. To nie antybiotyk, nie rujnuje żołądka, a daje ogromny komfort psychiczny. Do tego repelent, moskitiera, lekkie długie ubrania po zmroku i masz problem z głowy. Ja bym nie ryzykowała, bo jak już malaria się „przyklei”, to wakacje zamieniają się w koszmar.