Ja dokładnie to samo przeżywałam. Poszłam do psychiatry, bo już nie dawałam rady – dziecko w przedszkolu, mąż ciągle w pracy, a ja sama z myślami, które mnie zżerały. Płakałam co drugi dzień bez powodu. Dostałam Miravil 50 mg, a jak zobaczyłam w Google, że to „lek psychotropowy”, to prawie go nie zaczęłam brać.
Ale wiesz co? To słowo „psychotrop” to takie trochę straszydło. W Polsce kojarzy się od razu z jakimiś ciężkimi lekami, szpitalem psychiatrycznym, śliną cieknącą z ust i patrzeniem w ścianę – serio. Ale tak nie jest. Psychotropem jest praktycznie każdy lek, który działa na mózg – czyli i leki na depresję, i niektóre na sen, i nawet coś na ADHD czy lęki.
Miravil to lek przeciwdepresyjny, który działa na serotoninę. Tak, jest psychotropem – ale nie w sensie, że od razu robi zombie. Ja po nim po prostu zaczęłam znowu widzieć kolory, mówiąc metaforycznie. Nic mnie nie zamulało, nie byłam uzależniona, nie miałam odlotów. Po prostu z dnia na dzień miałam mniej lęków, mniej czarnych myśli, wrócił mi sen i chęć do wyjścia z domu.
Brałam go 9 miesięcy i potem z pomocą lekarza odstawiałam – powoli, spokojnie. Bez dramatów. Nie uzależniłam się. A życie wróciło do normy.
Więc tak, Miravil to psychotrop – ale to nie znaczy, że trzeba się go bać. To po prostu lek, który może Ci bardzo pomóc, jeśli dobrze dobrany. I nie jesteś słaba, że po niego sięgasz – jesteś silna, bo chcesz się leczyć. Trzymam za Ciebie kciuki 