Jakbym czytała o sobie sprzed kilku lat… Naprawdę! Ja miałam identycznie po wenlafaksynie, tylko u mnie to się zaczęło już po 2 miesiącach. Też miałam wtedy 20-parę lat, cieszyłam się, że w końcu może coś pomoże, bo z głową już było naprawdę źle. Ale potem zaczęłam puchnąć z tygodnia na tydzień. Najpierw twarz, potem brzuch, ręce, no i uda jak u słonicy – przepraszam za słowo, ale serio tak się czułam. A jeszcze ludzie dookoła: „Ale ci dobrze, przytyłaś, to znaczy że zdrowiejesz”… No kurczę, tylko że ja nie tyłam zdrowo, tylko jakby mnie ktoś nadmuchał.
Też miałam rozstępy – takie grube i bolące na początku, aż się bałam że skóra mi pęknie. Nie miałam ich nigdy wcześniej, nawet jak jako nastolatka miałam skoki wagi. Do tego opuchnięte nogi, stopy wieczorem jak bańki. I sikaniem to samo – budziłam się nawet w nocy, żeby lecieć do łazienki, a przecież nie piłam jakiegoś morza wody.
U mnie lekarz najpierw mówił, że to może tarczyca, może coś z hormonami. Też brałam tabletki anty – przez wiele lat – i NIGDY nie miałam po nich takich jazd. Dopiero po tej wenlafaksynie organizm się całkiem rozregulował.
Nie chcę cię straszyć, ale ja zeszłam z leku właśnie przez te skutki uboczne. Z depresją potem walczyłam inaczej – więcej terapii, mniej chemii, ale wiem, że każdy musi znaleźć swoją drogę. Ważne, żebyś siebie słuchała – bo jak ty się źle czujesz w swoim ciele, to już coś znaczy. I ja wiem, że lekarze potrafią czasem bagatelizować – “a to tylko woda”, “a to przejściowe”… Tylko że my potem wstajemy rano i nie możemy się poznać w lustrze, prawda?
Może spróbuj pogadać z lekarzem o zamianie na coś innego albo chociaż o zmniejszeniu dawki. I sprawdź jeszcze hormony – ja miałam podwyższony kortyzol i prolaktynę. Trzymaj się, i pamiętaj – nie jesteś sama.