Sulpiryd, używany w leczeniu schizofrenii i niektórych zaburzeń depresyjnych, nie jest uważany za substancję uzależniającą w klasycznym rozumieniu, jak ma to miejsce w przypadku opioidów czy benzodiazepin. Jednakże, jak w przypadku wielu leków psychotropowych, istnieje potencjalne ryzyko rozwinięcia zależności psychicznej, zwłaszcza po długotrwałym stosowaniu.
Mam takie może głupie pytanie, ale serio się zastanawiam… Czy Sulpiryd uzależnia? Biorę go od kilku miesięcy na lęki i napięcie. Czuję się po nim stabilniej, mniej panikuję, ogólnie żyje mi się spokojniej. I teraz mam w głowie myśl – a co jak się do niego „przyzwyczaiłam”?
Nie mam jakiegoś przymusu brania, nie zwiększam dawki, ale boję się, że jak odstawię, to będzie dramat. Wiecie, że organizm się przyzwyczaił i bez niego już nie dam rady. Jak było u Was? Czy to w ogóle jest lek uzależniający?
Też się tego bałam, jak zaczęłam brać Sulpiryd. U mnie historia taka, że najpierw były ataki paniki, potem wieczne napięcie, brzuch jak kamień, serce waliło. Jak zaczęłam brać lek i poczułam ulgę, to od razu w głowie: „no pięknie, teraz będę na tym jechać całe życie”.
Z tego co wiem i co mi tłumaczyli, to to nie jest lek, który uzależnia jak jakieś uspokajacze czy nasenne. Ja brałam kilka miesięcy, potem dawka była zmniejszana i nie miałam żadnego „głodu”. Bardziej bałam się w swojej głowie niż faktycznie coś się działo.
Jedyne co – jak zmniejszałam dawkę, to przez chwilę czułam większy niepokój, ale to bardziej wyglądało na powrót moich starych lęków niż jakieś objawy odstawienne. Więc moim zdaniem to nie uzależnia, tylko człowiek się boi, że bez tego znowu wróci do punktu wyjścia.
U mnie było podobnie, tylko ja brałam go dłużej. Też miałam w głowie, że jak coś działa na psychikę, to na pewno uzależnia. Ale z tego co czytałam i co mówił lekarz, to Sulpiryd nie działa jak leki, które dają euforię czy „odlot”.
Ja nie miałam żadnej potrzeby zwiększania dawki ani czegoś w stylu „muszę to wziąć, bo nie wytrzymam”. Po prostu brałam, bo pomagał. Jak był moment, że zmniejszałam, to bardziej czułam stres, że sobie nie poradzę bez wsparcia, niż jakieś fizyczne objawy.
Moja kuzynka brała inne uspokajacze i tam było widać różnicę – była senna, jak nie wzięła to była rozbita. A przy Sulpirydzie tego nie widziałam.
Tak że według mnie to nie jest uzależnienie, tylko raczej strach przed powrotem problemów. Człowiek się boi wrócić do tego stanu sprzed leczenia.