Opinie Sulpiryd

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Sulpirydu w leczeniu zaburzeń lękowych, depresyjnych, psychosomatycznych albo schizofrenii? Czy zauważyliście poprawę w zakresie napięcia, natrętnych myśli, obniżonego nastroju, problemów żołądkowych na tle nerwowym albo objawów psychotycznych? Po jakim czasie pojawiły się pierwsze efekty i czy różniły się w zależności od dawki? Czy w mniejszych dawkach lek działał u Was bardziej aktywizująco i poprawiał napęd, a w wyższych wyraźnie uspokajał i wyciszał? Jestem też ciekaw, czy ktoś z Was stosował go długoterminowo i jak oceniacie stabilność efektu – czy działanie utrzymuje się w czasie, czy wymagało modyfikacji dawki? Jakie skutki uboczne wystąpiły podczas terapii? Czy pojawiła się senność, zawroty głowy, przyrost masy ciała, wzrost prolaktyny (np. zaburzenia miesiączkowania, spadek libido, mlekotok), drżenia, sztywność mięśni, suchość w ustach albo zaparcia? Jak organizm reagował na początku leczenia, a jak po kilku tygodniach?

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Jestem teraz na 300 mg Sulpirydu, leci prawie trzeci tydzień i mam mieszane uczucia. Serio. Z jednej strony codziennie chodzę trochę jak zamulony – taki przytłumiony, wolniejsze reakcje, czasem mnie wszystko drażni. Potrafię się wkurzyć o pierdołę. Bywają dni, że mam ochotę to odstawić i mieć święty spokój.

Ale… i tu jest to dziwne „ale” – mimo tego czuję, że bez niego było gorzej. Miałem totalny chaos w głowie, natłok myśli, derealizacja/depersonalizacja (DD/DP), takie odklejenie od rzeczywistości. Teraz jakby ktoś to trochę poukładał. Myśli są bardziej „w jednym rzędzie”, mniej się rozjeżdżam psychicznie. Nie jest idealnie, ale jest stabilniej.

Nie czuję jakiejś wielkiej poprawy nastroju ani euforii. To bardziej takie: mniej rozsypany niż wcześniej. Tylko ta senność i rozdrażnienie mnie męczą. Mam wrażenie, że organizm jeszcze się z tym siłuje.

Plan mam taki, że chcę dać mu uczciwe 2 miesiące, nawet wejść maksymalnie na 400 mg, żeby zobaczyć, czy to się bardziej rozkręci. Jeśli dalej DD/DP będzie mnie męczyć i nie będzie wyraźnej poprawy, to będę schodził powoli i próbował czegoś innego.

Nie jest to dla mnie lek typu „uratował życie”, ale też nie jest totalną porażką. Bardziej coś w stylu: pomaga trochę, ale kosztuje to zmęczeniem i rozdrażnieniem.

Ja dopiero trzeci–czwarty dzień biorę Sulpiryd i powiem szczerze… już zdążył mi namieszać :sweat_smile:. Chociaż uczciwie mówię – biorę go razem z Deprexoletem, więc nie mam 100% pewności, który lek co wywołał.

Po pierwsze – apetyt. To jest jakaś masakra. Dzisiaj miałam wrażenie, że mogłabym zjeść lodówkę razem z półkami. Jem, kończę, mija chwila i znowu jestem głodna. Lekarz akurat chciał trochę podkręcić mi apetyt, bo ostatnio schudłam za bardzo i jadłam jak ptaszek. No ale bez przesady… jeśli to się utrzyma, to serio boję się, że zaraz wrócę do swojej dawnej wersji „na masie” i będę się z tym znowu męczyć.

Po drugie – nastrój. Odnowił mi się smutek związany z jedną sprawą, o której myślałam, że już ją jakoś przepracowałam. Jestem drażliwa, łatwo się wkurzam, mam gorsze myśli o sobie. Taki spadek w dół, którego się nie spodziewałam. I tutaj serio nie wiem, czy to Sulpiryd, czy Deprexolet, bo zaczęłam oba naraz.

Po trzecie – zamuła. Wczoraj byłam tak senna, że o 16:00 położyłam się „na chwilę” i obudziłam się dopiero o 22:00 :sweat_smile:. To nie jest normalne jak na mnie. Czułam się jakbym była na jakimś ciężkim kacu bez picia.

Na ten moment jestem trochę w stylu: „halo, co się dzieje?”. Wiem, że to dopiero kilka dni i organizm może się przestawiać, ale zaczynanie dwóch leków jednocześnie to był chyba średnio trafiony pomysł, bo teraz zgaduję, który za co odpowiada.

Jeśli ktoś miał podobne jazdy na początku – dajcie znać, czy to się stabilizuje, czy raczej znak, że coś nie siadło.

Biorę Sulpiryd od dwóch miesięcy na nerwicę lękową. U mnie to się zaczęło niewinnie – raz na jakiś czas biegunka ze stresu. A potem poszło w klasyczną „psychosraczkę”. Nowe miejsce? Biegunka. Dłuższa trasa? Biegunka. Samochód i korek? No to wiadomo… im większy korek, tym większa panika. Lęk przed lękiem, a potem organizm robi swoje.

Najgorsze były jazdy autem. Jak tylko wiedziałem, że kibel daleko, to już w głowie scenariusze katastroficzne. I oczywiście ciało reagowało dokładnie tak, jak się bałem.

Biorę małą dawkę – 50 mg rano i 50 mg w południe. W teorii niewiele, ale u mnie działa. Może placebo, może nie – szczerze mówiąc, nieważne. Fakty są takie, że biegunki praktycznie zniknęły. Nie jest idealnie, nadal czuję stres, nadal mam momenty napięcia, ale nie mam już tej natychmiastowej reakcji jelit jak kiedyś. A to zmienia wszystko.

Nie powiem, że to cudowna tabletka i nagle jestem nowym człowiekiem. Ale dla mnie to była ogromna ulga. W końcu mogę wsiąść do auta bez planowania każdej stacji benzynowej po drodze.

Dodatkowo chodzę na terapię i myślę, że to połączenie robi robotę. Sam lek by mnie pewnie nie „naprawił”, ale jako wsparcie – u mnie sprawdził się bardzo dobrze.

Wiem, że to stary lek i mało się o nim teraz mówi. Słyszałem, że kiedyś gastrolodzy przepisywali go nawet przy problemach żołądkowych czy wrzodach, właśnie przez ten wpływ na napięcie i jelita. Podobno też bywał stosowany u osób wychodzących z uzależnień, żeby ogarnąć lęk i objawy z brzucha.

Moim zdaniem przy objawach psychosomatycznych – typu jelita reagujące na stres – może być dobrym rozwiązaniem. Ale jak z każdym lekiem, to bardzo indywidualna sprawa. Jednemu pomoże przy 100 mg, inny nic nie poczuje. U mnie – serio zrobił różnicę.

Też mam nerwicę lękową i brałam Sulpiryd (u mnie 50 mg dziennie). U mnie akurat miesiączka zaczęła się rozjeżdżać po jakichś 4–6 tygodniach, więc z tego co kojarzę, to tak – po półtora miesiąca już może się coś dziać. Ten lek faktycznie potrafi podnosić prolaktynę, a jak prolaktyna rośnie, to cykl potrafi się spóźniać albo w ogóle zniknąć na jakiś czas.

Ja też się wystraszyłam, bo najpierw myślałam wiadomo co :sweat_smile: a potem dopiero zaczęłam czytać o tej prolaktynie. U mnie dodatkowo pojawiła się tkliwość piersi i trochę większe zatrzymanie wody. Jak sprawdziłam prolaktynę, to była podwyższona.

Co do tarczycy – nie wydaje mi się, żeby Sulpiryd „niwelował” działanie hormonu, ale sama niedoczynność też potrafi mieszać w cyklu. Więc masz tu dwa czynniki, które mogą wpływać na miesiączkę. U mnie lekarz mówił, że przy lekach działających na dopaminę i prolaktynę takie rzeczy się zdarzają.

Najważniejsze – skoro na nerwicę działa dobrze, to szkoda by było od razu panikować. U mnie też psychicznie było dużo lepiej na Sulpirydzie. Mniej napięcia, mniej ataków, spokojniejsza głowa. Tylko te hormony potrafią się zbuntować.