Miałam przepisany Dicortineff do ucha, kiedy przewód słuchowy był już mocno podrażniony po czyszczeniu patyczkami. Na początku było tylko swędzenie, ale takie naprawdę męczące — cały czas miałam odruch, żeby coś tam poprawiać, drapać albo czyścić. Im częściej ruszałam ucho, tym było gorzej. W końcu doszło pieczenie, tkliwość i ból, szczególnie przy dotykaniu ucha albo ruszaniu małżowiną.
Wrzucam zdjęcie ulotki, bo tam jest dokładnie opisane podanie do ucha. Jest napisane, że stosuje się 2–4 krople do przewodu słuchowego, 2–4 razy na dobę, a po zakropleniu trzeba poleżeć na boku około 15 minut, żeby krople mogły spłynąć do przewodu słuchowego. I powiem szczerze, że u mnie to miało znaczenie — jak od razu wstawałam, to miałam wrażenie, że część leku po prostu wypływa. Potem zaczęłam robić tak, jak w ulotce: kładłam się z chorym uchem do góry, zakraplałam i zostawałam chwilę w tej pozycji.
Przy pierwszym podaniu trochę mnie piekło i przez moment miałam wrażenie, że ucho jest jeszcze bardziej „pełne”, ale to szybko mijało. Nie było tak, że po jednej dawce wszystko przeszło, ale z każdym kolejnym użyciem było trochę lepiej. Największą różnicę zauważyłam w świądzie — przestało mnie tak ciągnąć do ciągłego grzebania w uchu. To była największa ulga, bo wcześniej praktycznie cały czas myślałam tylko o tym, że coś mnie tam swędzi.
Po paru dniach przewód słuchowy był mniej podrażniony, mniej bolało przy dotyku i nie miałam już takiego uczucia, że ucho jest „rozgrzebane” od środka. U mnie Dicortineff zadziałał głównie na stan zapalny i podrażnienie po patyczkach. Trzeba tylko pamiętać, że to nie są zwykłe krople na zatkane ucho, tylko lek z antybiotykiem i sterydem, więc raczej na konkretny problem, a nie do używania przy każdym swędzeniu.
Ja po tej sytuacji odpuściłam czyszczenie ucha patyczkami w środku, bo mam wrażenie, że sama sobie tym zaostrzyłam problem. Dicortineff pomógł, ale dopiero kiedy przestałam dodatkowo drażnić przewód słuchowy.