Cetraxal jest zalecany do stosowania przez okres siedmiu dni. W tym czasie, powinno się zakraplać zawartość jednej ampułki do chorego ucha dwa razy dziennie. Dawkowanie to jest standardowe dla zarówno dorosłych, jak i dzieci powyżej 1 roku życia.
Lekarz przepisał mi Cetraxal i powiedział, że mam stosować „około tygodnia”, ale nie dopytałam dokładnie, bo byłam w takim bólu, że marzyłam tylko o powrocie do domu. Ile dni Wy stosowaliście Cetraxal? Czy ktoś brał krócej, dłużej? I kiedy było widać, że już wystarczy? Nie chcę czegoś przerwać za wcześnie, ale też nie chcę lać tego bez sensu. Dajcie znać, jak to wyglądało u Was.
Ja mam to cholerne zapalenie ucha regularnie, bo mam takie „wąskie przewody” jak to mówi mój laryngolog, więc Cetraxal znam lepiej niż własny szampon. Za każdym razem miałam brać 7 dni i faktycznie zawsze tyle brałam. U mnie pierwsze trzy dni to była masakra, bo wciąż czułam kłucie, jakby ktoś mi tam igłą grzebał, ale czwartego dnia nagle wszystko odpuszczało. Raz próbowałam skończyć po pięciu dniach, bo już nic nie bolało — no i oczywiście po trzech dniach wróciło i skończyłam z drugim antybiotykiem. Nigdy więcej nie skracam. Moja córka też miała Cetraxal po basenie, bo złapała tzw. „ucho pływaka”. U niej zadziałało szybciej, ale nawet wtedy lekarz kazał dociągnąć pełny tydzień, bo dzieciom lubi wracać jak się za wcześnie urwie.
U mnie było tak: zaczęłam Cetraxal w poniedziałek wieczorem, a dopiero w czwartek poczułam, że ucho już nie boli i nie mam tego obrzydliwego uczucia „bulgotania”. Ale mimo że czułam się praktycznie zdrowa, to brałam do niedzieli, czyli pełne 7 dni, bo mam taką traumę po tym, jak kiedyś przerwałam antybiotyk na zatoki po trzech dniach i potem tydzień płakałam z bólu.
Moja mama z kolei miała zapalenie ucha po ogródku działkowym (ciągle kucała, a potem wiało, no klasyk) i brała Cetraxal 10 dni, ale u niej zawsze wszystko idzie wolniej, bo ma problem z zatykającą się wydzieliną i lekarz jej przedłużał. Szczerze? Najbezpieczniej zrób tak, jak klasycznie zalecają — tydzień. Ucho to jest taka zdradliwa sprawa, że człowiek myśli, że już dobrze, a potem jedno wyjście na wiatr i wracasz do punktu wyjścia.