U mnie akurat Lapixen rano się sprawdził najlepiej, ale dochodziłam do tego trochę metodą prób i błędów. Na początku też się zastanawiałam, czy nie brać wieczorem, bo wydawało mi się, że jak coś mnie „przymuli” albo zakręci w głowie, to lepiej przespać temat. Tylko że u mnie wyszło odwrotnie, bo jak raz wzięłam później, to potem całą noc się nakręcałam, czy dobrze zrobiłam, a rano i tak wstałam zestresowana. Jak zaczęłam brać codziennie rano, mniej więcej o tej samej porze, popijać wodą i już nie kombinować, to było dużo łatwiej. Po prostu wstałam, ogarnęłam się, tabletka i z głowy.
Na samym początku miałam lekki ból głowy i takie uczucie, jakby mi trochę „odpływało”, zwłaszcza jak za szybko wstałam z łóżka albo z kanapy. Ale po kilku dniach było już normalniej i organizm chyba się przyzwyczaił. Moja mama też bierze leki na ciśnienie, nie ten sam, ale podobna zasada, i ona zawsze mówi, że przy takich lekach najważniejsza jest regularność, a nie codzienne kombinowanie, czy dziś rano, czy dziś wieczorem. I coś w tym jest, bo jak człowiek zacznie mieszać, to potem sam nie wie, czy już wziął, czy jeszcze nie.
Ja bym powiedziała tak po ludzku: jeśli lekarz nie mówi inaczej, to ja bym brała rano i trzymała się jednej pory. Dla mnie to było najwygodniejsze, bo wieczorem już jestem zmęczona, coś oglądam, coś robię, raz zasnę wcześniej, raz później i łatwo zapomnieć. A rano jednak jest większa rutyna. No i psychicznie też mi było lepiej, bo miałam poczucie, że biorę lek wtedy, kiedy zaczyna się dzień, a nie tuż przed snem, kiedy człowiek już wsłuchuje się w każdy objaw.