U mnie lekarz od razu powiedział, żeby brać Metformax SR wieczorem do jedzenia i szczerze mówiąc dobrze na tym wyszłam. Na początku też miałam milion pytań, bo człowiek czyta internet i potem już sam nie wie, czy sobie pomaga, czy tylko się bardziej nakręca. Ja zaczynałam od małej dawki i przez pierwsze dni specjalnie pilnowałam, żeby brać tabletkę po porządniejszej kolacji, a nie na pusty żołądek, bo wiedziałam, że u mnie brzuch potrafi wariować dosłownie po wszystkim. I powiem Ci, że mimo lekkiego mulenia na początku, dało się to przeżyć. Gdybym miała brać to rano przed wyjściem do pracy, to chyba bym się bardziej stresowała, bo jednak cały dzień człowiek jest poza domem i nie wiadomo, jak organizm zareaguje.
U mnie główny problem to była insulinooporność i podejrzenie PCOS, więc i tak od dawna czułam się rozbita, zmęczona i taka „nie do życia”. Ciągle senność, ciągle ochota na coś słodkiego, a po jedzeniu zamiast energii jeszcze większy zjazd. Jak zaczęłam brać Metformax SR wieczorem, to miałam poczucie, że organizm jakoś spokojniej to przyjmuje. Nie było idealnie od pierwszego dnia, bo lek to lek, ale przynajmniej nie miałam takiego wrażenia, że zaraz mi rozwali cały dzień. Wieczorem brałam, coś jeszcze zjadłam, ogarniałam się do spania i psychicznie było mi z tym łatwiej.
Moja znajoma z kolei próbowała brać rano i mówiła, że u niej było średnio, bo do południa chodziła jakaś dziwna, niby nic wielkiego, ale jednak żołądek dawał o sobie znać. Potem też przeszła na wieczór i twierdziła, że było lepiej. Wiadomo, każdy organizm jest inny, ale mam wrażenie, że właśnie przy wersji SR sporo osób lepiej znosi branie wieczorem, szczególnie na początku. Dla mnie to też było wygodniejsze, bo łatwiej pamiętałam o tabletce przy kolacji niż rano w biegu. Rano zawsze coś się dzieje, człowiek myśli o tysiącu rzeczy, a wieczorem jednak jest większa szansa, że o tym nie zapomni.