Czas dnia, w którym powinno się zażywać sertralinę, zależy od różnych czynników, w tym od indywidualnej reakcji pacjenta na lek i od charakteru jego objawów.
Biorę Sertalinę od tygodnia – lekarz powiedział, że mogę brać rano albo wieczorem, jak mi wygodnie. Ale ja sama już nie wiem, co lepsze. Rano jak biorę, to czuję się trochę rozkojarzona i jakby zmulona, a wieczorem boję się, że mi rozwali sen. Macie jakieś doświadczenia? Jak to było u Was? Może to tylko początki, a może jednak lepiej brać o konkretnej porze?
U mnie było tak: lekarz kazał brać rano, więc grzecznie łykałam po śniadaniu. Ale co się działo… Masakra. Do południa byłam jak z waty, nic do mnie nie docierało. Dzieci coś mówiły, mąż coś chciał, a ja jakby mnie nie było. No i przestawiłam na wieczór – i co? Przestałam spać. Budziłam się o drugiej w nocy, oczy jak 5 złotych i mózg chodził jak wirnik w pralce. Ale nie poddałam się, tylko zrobiłam taki test na sobie – przez parę dni brałam o 10:00, nie zaraz rano, nie wieczorem. I wiesz co? Złapałam rytm. Przestałam być aż tak zamulona i w nocy spałam jak człowiek. Więc u mnie sprawdziło się takie „późne rano”, ale serio – każda z nas to inny organizm. Trzeba się słuchać siebie. Ale też nie zmieniać pory codziennie, bo organizm lubi rutynę. Trzymaj się, kochana, początki są trudne, ale potem już z górki.
U mnie ta decyzja – rano czy wieczorem – to był dramat na początku. Brałam rano, bo tak pisało w ulotce i lekarz też coś wspomniał, ale nie naciskał. No i co? Brałam rano i byłam tak pobudzona, że mogłam okna myć o 6:30. Ale nie taka energia fajna, tylko taka nerwowość, napięcie, wszystko mnie wkurzało. Zaczęłam płakać z byle czego. Mąż mówił, że nie da się ze mną wytrzymać. Więc przestawiłam na wieczór – i pierwsza noc dramat, nie spałam wcale. Ale druga już lepiej, trzecia w miarę, i nagle się okazało, że wieczorem mi jednak pasuje. Zasnęłam szybciej, bo jakby to „wypłaszczenie” emocji mi pomagało się wyciszyć. Biorę codziennie o 21 i czuję się stabilniej. Mam dwójkę dzieci, pracuję na pół etatu i nie mam luksusu leżenia w łóżku do południa. Więc dla mnie ważne było, żeby mózg działał z rana, a nie dopiero o 14:00. Każda z nas musi znaleźć swój rytm, ale ja bym radziła – daj sobie kilka dni i sprawdź, jak ciało reaguje. I nie panikuj – wiele z nas przez to przechodziło i wyszłyśmy na prostą.