Rok temu byłem już praktycznie zdecydowany na przeszczep włosów. Byłem w kilku klinikach, pokazywałem zdjęcia, konsultowałem się i prawie wszędzie wyglądało to tak samo — chcieli od razu umawiać mnie na zabieg. Miałem wtedy naprawdę duże przerzedzenia, szczególnie na czubku głowy i z przodu, co dobrze widać na zdjęciach po lewej stronie. Byłem załamany, unikałem zdjęć, ciągle poprawiałem włosy i miałem wrażenie, że każdy patrzy tylko na moje zakola i prześwity.
Najgorsze było to, że w tych klinikach czułem się trochę jak produkt, a nie jak pacjent. Nikt specjalnie nie tłumaczył mi, czy najpierw warto spróbować leczenia, czy mój obszar dawczy jest wystarczająco mocny, czy efekt po przeszczepie faktycznie będzie dobry. Dopiero jeden lekarz powiedział mi coś, co zmieniło moje podejście: żebym najpierw przez minimum rok spróbował leczenia farmakologicznego i zobaczył, ile włosów da się jeszcze odzyskać bez operacji. Zwrócił też uwagę, że jeśli włosy w okolicy dawcy są osłabione i cienkie, to przeszczep może nie dać takiego efektu, jakiego człowiek oczekuje.
Od 21 lipca 2025 jestem na leczeniu bez żadnego przeszczepu. Biorę dutasteryd 0,5 mg, czyli substancję znaną m.in. z leków takich jak Adadut albo Avodart, do tego biotynę oraz minoksydyl doustny 2,5 mg. Nie miałem żadnego zabiegu, żadnego przeszczepu, żadnych graftów — tylko leki i cierpliwość.
Efekt widać na zdjęciu. Po lewej stronie jest stan sprzed leczenia — mocno przerzedzony czubek głowy i bardzo słaby przód. Po prawej stronie widać obecny wygląd włosów: dużo lepsze zagęszczenie, mniej prześwitów i ogólnie włosy wyglądają jak zupełnie inna głowa. Największa różnica dla mnie jest taka, że wcześniej skóra głowy świeciła praktycznie z każdego kąta, a teraz przy normalnym świetle włosy wyglądają znacznie pełniej.
Lekarz powiedział mi, że przy takich efektach bardzo możliwe, że przeszczep w ogóle nie będzie potrzebny. Zasugerował, żeby zostać przy leczeniu przez 18–24 miesiące, bo dopiero wtedy można najlepiej ocenić, ile włosów faktycznie wróciło do mocniejszej, terminalnej formy. Teraz cieszę się, że nie dałem się od razu namówić na zabieg, bo patrząc na te zdjęcia, wiem, że najpierw naprawdę warto było dać szansę leczeniu.