Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Adaster w leczeniu problemów z prostatą, szczególnie przy łagodnym rozroście gruczołu krokowego? Czy zauważyliście poprawę w zakresie oddawania moczu, zmniejszenie częstotliwości wizyt w toalecie (zwłaszcza w nocy) lub lepszy komfort życia na co dzień? Jak długo czekaliście na pierwsze efekty działania leku i czy były one stopniowe czy raczej wyraźne po pewnym czasie? Czy podczas stosowania Adaster pojawiły się u Was jakieś skutki uboczne, takie jak spadek libido, problemy z erekcją, zmniejszenie objętości nasienia, zmęczenie czy obniżony nastrój? Jak ocenilibyście ogólną tolerancję leku i czy działania niepożądane ustąpiły po czasie, czy raczej utrzymywały się przez cały okres stosowania?
Adaster pomógł mi bardziej niż poprzedni lek, który brałem na prostatę — wyraźnie zmniejszyło się częste oddawanie moczu i poprawił się strumień moczu. Pod tym względem widzę różnicę na plus. Niestety zauważyłem też wyraźny spadek libido, co jest dla mnie dużym minusem. Do tego od czasu do czasu pojawia się ból i tkliwość w okolicy moszny oraz prącia. Właśnie dlatego rozważam zmianę leczenia i jestem w trakcie przechodzenia na inny lek, bo mimo że Adaster pomaga na objawy ze strony prostaty, to działania niepożądane zaczęły mi zbyt mocno przeszkadzać.
Mam 40 lat i biorę Adaster dokładnie od roku. Trudno mi jednoznacznie ocenić, czy włosy faktycznie odrosły, ale wygląda na to, że przerzedzanie wyraźnie się zatrzymało, a to już dla mnie duży plus. Lek nie należy do najtańszych, ale i tak uważam, że warto, jeśli ktoś chce zatrzymać dalsze łysienie. U mnie przez ten czas nie zauważyłem żadnego wyraźnego spadku libido, więc pod tym względem wszystko było w porządku.
Mam 56 lat i miałem bardzo podobne doświadczenia podczas stosowania Adasteru. PSA spadło mi z poziomu ponad 4 do ponad 1, a sama prostata też się zmniejszyła, więc pod tym względem lek działał dobrze. Niestety z czasem pojawiły się u mnie też działania niepożądane — miałem tkliwe brodawki sutkowe i powiększenie piersi. Najgorzej jednak wpłynęło to na moją seksualność: zniknęły poranne erekcje, ilość nasienia była minimalna, a ochota na seks bardzo mocno spadła. W końcu razem z lekarzem zmieniliśmy leczenie na inny lek na prostatę i pod tym względem było lepiej — erekcje wróciły, a libido się poprawiło. Problem w tym, że ostatni wynik PSA wzrósł mi teraz do 8,0, chociaż w badaniu palcem lekarz nie stwierdził wyraźnego powiększenia prostaty. Kolejnym krokiem ma być biopsja, żeby dokładnie sprawdzić, co się dzieje.
Od kiedy zacząłem brać Adaster w leczeniu przerostu prostaty, mam wrażenie, że skutki uboczne są u mnie większym problemem niż same korzyści z leczenia. Jeśli chodzi o nocne oddawanie moczu, to jest pewna poprawa — wcześniej wstawałem zwykle 3–5 razy, a teraz jest to raczej 1–3 razy na noc. To na plus, ale niestety nie na tyle, żebym był zadowolony z całej terapii.
Problem w tym, że podczas kolejnych wizyt prostata nadal się powiększała, choć rzeczywiście nie był to jakiś bardzo duży wzrost. Mimo wszystko mam poczucie, że efekt leczenia jest dość słaby w porównaniu z tym, co dzieje się pod względem działań niepożądanych.
Najbardziej przeszkadza mi spadek libido, problemy z erekcją, trudność z uzyskaniem wzwodu i bardzo mała ilość nasienia albo jego brak. Dla mnie to naprawdę duża cena za korzyści, które na ten moment wydają mi się dość ograniczone.
Na początku brałem Adaster 5 mg na prostatę, ale w moim przypadku efekt nie był taki, jakiego oczekiwałem. Wcześniej inny urolog zwiększył mi dawkę do 10 mg i wtedy nie miałem z tym żadnych problemów ani zauważalnych działań niepożądanych. Obecnemu lekarzowi też zasugerowałem takie rozwiązanie i po zwiększeniu dawki jestem z efektów zadowolony. Uprzedził mnie tylko, że 10 mg nie jest standardową dawką, ale skoro u mnie to się sprawdza, zgodził się kontynuować takie leczenie. Niedawno znowu pojawiły się u mnie problemy z oddawaniem moczu, ale wynikało to raczej z tego, że zacząłem brać lek moczopędny na zatrzymywanie wody, związane z leczeniem nadciśnienia. Poza tym mam bardzo niski poziom PSA i nie mam problemu z opróżnianiem pęcherza.
Mam 31 lat i biorę Adaster od około trzech lat. Zacząłem stosować ten lek, kiedy zauważyłem u siebie pierwsze wyraźniejsze przerzedzenie włosów jeszcze przed trzydziestką. U mnie efekty są naprawdę dobre i jestem zadowolony z działania. Mam wrażenie, że wypadanie włosów wyraźnie się zatrzymało, a to było dla mnie najważniejsze.
Dodatkowo dużo ćwiczę i stosuję różne suplementy, więc zależało mi też na tym, żeby lek nie wpływał negatywnie na ogólne funkcjonowanie. Z moich obserwacji wynika, że Adaster dobrze spełnia swoje zadanie, bo ogranicza działanie DHT, które odpowiada między innymi za ten problem.
Biorę Adaster od 10 lat, codziennie regularnie, i u mnie nie pojawiły się żadne wyraźne skutki uboczne. Z czasem wiele osób z mojego otoczenia zaczęło mi mówić, że włosy wyglądają lepiej, a miejsce, gdzie wcześniej robiło się przerzedzenie, przestało być tak widoczne. Najważniejsze jest dla mnie to, że wypadanie włosów zatrzymało się już po około 3 miesiącach stosowania, a później efekt się utrzymał. Do dziś mam wrażenie, że włosy są mocniejsze, wyglądają zdrowiej i ogólnie prezentują się dużo lepiej niż przed rozpoczęciem kuracji.
Na początku zacząłem brać Adaster na powiększoną prostatę, a po około dwóch latach do leczenia dołączono mi jeszcze drugi lek na poprawę oddawania moczu. Muszę jednak przyznać, że mimo iż te leki całkiem dobrze pomagają na sam problem z prostatą, to dla mnie skutki uboczne są momentami gorsze niż sama choroba.
Najbardziej przeszkadza mi to, że pojawiły się u mnie duże problemy z erekcją, praktycznie brak nasienia, a do tego powiększenie i tkliwość piersi. Zauważyłem też wyraźnie mniejszą ochotę na seks. Pod względem prostaty leczenie działa nieźle, ale jeśli patrzę całościowo, to naprawdę trudno mi je dobrze oceniać, bo cena w postaci działań niepożądanych jest dla mnie bardzo wysoka.
Stosowałem Adaster regularnie przez ponad sześć miesięcy i u mnie w tym czasie nie pojawiły się żadne skutki uboczne. Odstawiłem go dopiero około miesiąc temu. Teraz mam momentami wrażenie, jakby problem znowu zaczynał wracać i trochę się obawiam nawrotu dolegliwości. Zastanawiam się, czy można bezpiecznie wrócić do stosowania Adasteru i czy ktoś z Was miał podobną sytuację po przerwie w leczeniu.
Stosowanie Adasteru kilka lat temu zaczęło u mnie dość szybko przynosić poprawę. Już w ciągu kilku tygodni zauważyłem, że parcie na mocz stało się mniejsze, choć nie zniknęło całkowicie. Przez długi czas ustąpiło też popuszczanie moczu po oddaniu, co wcześniej bardzo mi przeszkadzało. Wyniki PSA utrzymywały się stale na niskim poziomie, około 0,2, więc pod tym względem wszystko wyglądało stabilnie.
Jeśli chodzi o działania niepożądane, to u mnie nie było spadku libido ani problemów z osiągnięciem erekcji. Zauważyłem natomiast wyraźnie mniejszą ilość nasienia podczas wytrysku, ale poza tym nie odczuwałem innych skutków ubocznych.
Teraz, po kilku latach stosowania, mam jednak wrażenie, że część objawów zaczyna wracać. Najbardziej chodzi o przerywany strumień moczu, trudności z rozpoczęciem oddawania moczu, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza i znowu lekkie popuszczanie po mikcji. Mam też wrażenie, że muszę bardziej „wypychać” mocz, żeby opróżnić pęcherz lepiej niż kiedyś. Mam 69 lat i dlatego zacząłem się zastanawiać, czy ktoś miał podobnie po dłuższym czasie stosowania Adasteru.
Moim zdaniem Adaster to jeden z najbardziej niedocenianych leków na wypadanie włosów. Naprawdę wielu mężczyzn traci czas na różne wcierki, kosmetyki i inne środki, które dają słaby efekt albo nie dają go wcale, zamiast sięgnąć po coś, co rzeczywiście działa na przyczynę problemu. Największy minus to oczywiście cena, bo terapia potrafi kosztować, ale szczerze mówiąc i tak uważam, że warto, jeśli komuś naprawdę zależy na zatrzymaniu łysienia i poprawie wyglądu włosów.
Moim zdaniem Adaster to wciąż za mało doceniane rozwiązanie przy problemie z wypadaniem włosów. Wielu facetów długo testuje różne wcierki, kosmetyki i inne preparaty, które często dają mizerny efekt, zamiast sięgnąć po lek, który działa bardziej konkretnie. Największą wadą jest dla mnie cena, bo kuracja nie należy do najtańszych, ale mimo to uważam, że warto, jeśli komuś naprawdę zależy na zatrzymaniu dalszego przerzedzania włosów.