Opinie Argosulfan

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem leku Argosulfan? Czy zauważyliście poprawę w leczeniu oparzeń, odleżyn lub owrzodzeń podudzi? Czy wystąpiły u Was skutki uboczne, takie jak podrażnienie skóry, pieczenie czy reakcje alergiczne? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla osób rozważających terapię tym lekiem – każda historia ma znaczenie!

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Miałem poparzenie na palcu jakieś 10 lat temu i lekarz przepisał mi Argosulfan. Od tego czasu stosuję go na prawie każde zranienie skóry lub wysypkę. Z mojego doświadczenia wynika, że przyspiesza proces gojenia i działa wyjątkowo dobrze. Oczywiście, nie należy go stosować, jeśli ktoś jest uczulony na sulfonamidy. To mój ulubiony lek i uważam, że zdecydowanie powinien być dostępny bez recepty.

Lek ma zastosowanie nie tylko przy oparzeniach, ale również przy ranach na skórze, doskonale leczy odleżyny. Działa niemal błyskawicznie, łagodzi ból. Chyba jedyny o tak wysokiej skuteczności. Niestety na receptę, do tego bez refundacji. Warto mieć go w swojej apteczce.

Dziewczyny, bardzo proszę o poradę, bo strasznie się stresuję. Mój synek ma pół roku i dziś złapał rączką gorące jedzenie. Od razu pojechaliśmy do lekarza, bo spanikowałam. Lekarz przepisał nam Argosulfan, ale mam teraz spore wątpliwości, czy to na pewno dobre postępowanie przy takim maluszku. Czytałam już tyle różnych opinii, że sama nie wiem, co myśleć, bo wszędzie piszą co innego i podobno teraz często odchodzi się od smarowania poparzeń różnymi maściami.

Posmarowałam mu to tak, jak zostało zalecone, potem delikatnie owinęłam bandażem i dałam jałowy gazik, żeby sobie tego nie rozdrapał i dodatkowo nie uszkodził. Wrzucam też zdjęcia, które zrobiłam, żeby było lepiej widać, jak to wygląda na paluszkach. Na zdjęciach widać, że porobiły się takie pęcherzyki i skóra wygląda na podrażnioną, dlatego tym bardziej się martwię, czy wszystko zostało dobrze zabezpieczone.

Byliśmy u lekarza od starszych dzieci, bo tylko taki był dostępny na szybko i mógł nas przyjąć od ręki. Nie ukrywam, że to też trochę zwiększa mój niepokój, bo zastanawiam się, czy z takim małym dzieckiem nie powinnam jednak skonsultować tego jeszcze raz z kimś innym, najlepiej bardziej „niemowlęcym”.

Czy któraś z Was miała podobną sytuację u takiego malucha? Czy przy takim poparzeniu Argosulfan i opatrunek faktycznie są okej, czy lepiej jutro pojechać jeszcze do innego lekarza dla pewności? Będę bardzo wdzięczna za każdą odpowiedź, bo naprawdę siedzi mi to w głowie i boję się, żeby mu nie zaszkodzić.

Moim zdaniem lekarz dobrze doradził. Przy oparzeniach teraz raczej stawia się na gojenie w wilgotnym środowisku, a nie „na sucho”. U mojego syna po oparzeniu stopy, wiele lat temu, na początku właśnie źle to szło, bo rana była za bardzo wysuszana. Po kilku dniach trafiliśmy do chirurga i dopiero jak dostaliśmy maść oraz odpowiedni opatrunek, to zaczęło się to wszystko porządnie goić. Tak że z tego, co pokazujesz na zdjęciach, nie wygląda to na jakieś dziwne zalecenie.

To naprawdę jest bardzo dobra maść na oparzenia. Nawet w szpitalach, na oddziałach oparzeniowych, często jej używają, więc to nie jest nic przypadkowego. Przy takich zmianach jak na Twoich zdjęciach ja bym się akurat samego Argosulfanu nie bała, bo to od lat bardzo znany preparat przy oparzeniach.

U nas ta maść też się super sprawdziła. Córka kiedyś wylała sobie na nogę gorącą zupę i skończyło się na oparzeniu drugiego stopnia. Byłam wtedy przerażona, bo na początku wyglądało to naprawdę źle, a dziś nie ma praktycznie żadnego śladu. Patrząc na zdjęcia Twojego synka, rozumiem Twój stres, bo przy takich małych paluszkach człowiek od razu panikuje, ale naprawdę takie rzeczy potrafią się bardzo ładnie wygoić.

To jest dobra maść, u mnie po oparzeniu środkiem chemicznym też bardzo przyspieszyła gojenie. Skoro u Was chodzi o paluszek, to faktycznie dobrze byłoby to zabezpieczyć tak, żeby mały sobie tego nie rozdrapał ani nie obcierał. Ja bym dała trochę grubszą warstwę maści, na to gazik i delikatnie przykleiła papierowym plastrem. Niektóre mamy zakładają jeszcze cienką rękawiczkę, żeby dziecko nie ściągało opatrunku, tylko wiadomo, trzeba uważać, żeby nie było mu za ciepło i żeby nic nie uciskało.

Mój syn też jako maluch poparzył sobie rączkę gorącym jedzeniem i w szpitalu dostaliśmy dokładnie tę samą maść. U nas naprawdę bardzo dobrze się sprawdziła, wszystko ładnie się zagoiło i nie zostało żadnej blizny. Pamiętam, że lekarz mówił nam, żeby trzymać ją w lodówce, więc smarowałam taką lekko schłodzoną i dzięki temu dodatkowo trochę łagodziła pieczenie. Patrząc na Twoje zdjęcia, od razu mi się to przypomniało, bo u nas początek też wyglądał niepokojąco, a finalnie nie ma śladu.

To jest dobra maść na oparzenia, a dodatkowo działa też przeciwbakteryjnie. Przy takich ranach właśnie chodzi o to, żeby utrzymać odpowiednio wilgotne środowisko, bo to zwykle sprzyja gojeniu. Te pęcherze, które widać też u Twojego synka na zdjęciach, same w sobie są pewną naturalną ochroną dla skóry pod spodem. Kiedyś częściej je przebijano, ale teraz coraz częściej się od tego odchodzi, jeśli nie ma takiej konieczności. Sam pomysł z maścią i zabezpieczeniem opatrunkiem brzmi więc całkiem sensownie.

Mój syn, jak miał roczek, poparzył sobie przedramię. Na SOR-ze też od razu dali mu tę maść pod opatrunek i kazali niczego samodzielnie nie ruszać. Opatrunek mieliśmy zostawić, a po tygodniu poszliśmy na kontrolę do chirurga. Dopiero wtedy został zdjęty i później kazano nam już stosować grubą warstwę Alantanu, też pod opatrunek. Po kolejnym tygodniu praktycznie nie było po wszystkim śladu. Tak że samo to, że lekarz dał maść i kazał zabezpieczyć miejsce, jest jak najbardziej spotykane.

To samo miałam z moim synem jak miał kilka miesięcy, poparzył sobie aż cztery palce u stopy. W szpitalu przebili mu wtedy pęcherze i kazali właśnie smarować to grubą warstwą tej maści oraz zawijać opatrunkiem. Mieliśmy też częste kontrole, więc wszystko było na bieżąco sprawdzane. Leczenie trochę trwało, bo kilka tygodni, ale ostatecznie zagoiło się bardzo ładnie. Teraz dziecko ma ponad rok i nie ma żadnego śladu. Dlatego jak patrzę na zdjęcia Twojego malucha, to myślę, że przy odpowiednim zabezpieczeniu i kontroli naprawdę są duże szanse, że wszystko ładnie się wygoi.

Dzień dobry, kilka dni temu oparzyłam się wrzątkiem w dłoń. Na początku myślałam, że to zwykłe oparzenie i samo zacznie się goić, ale nadal wygląda to niepokojąco – jest duże zaczerwienienie, skóra jest ciemniejsza w tym miejscu i całość wygląda dość brzydko. Pokazałam to lekarzowi i przepisał mi Argosulfan.


Chciałam zapytać, czy ktoś z Was stosował Argosulfan przy oparzeniu wrzątkiem i czy faktycznie dobrze działa w takim przypadku? Czy taka maść rzeczywiście pomaga przyspieszyć gojenie i zmniejszyć ryzyko, że zostanie ślad? Zastanawiam się też, czy przy takim wyglądzie oparzenia to jest odpowiednie leczenie i czy miałyście podobnie, że po kilku dniach nadal wyglądało to tak nieładnie.

U mojego 11-letniego syna wyglądało to na początku bardzo podobnie. Najpierw też było tylko mocne zaczerwienienie, a później zaczęła się z tego robić rana, więc nie warto tego bagatelizować. U nas finalnie bardzo pomógł Argosulfan na receptę – po jego stosowaniu wszystko zaczęło się ładnie goić i poprawa była naprawdę wyraźna.

Dlatego jeśli lekarz też przepisał Ci Argosulfan, to moim zdaniem jest duża szansa, że to będzie dobre leczenie na takie oparzenie po wrzątku. U nas ta maść sprawdziła się naprawdę bardzo dobrze i gojenie poszło dużo lepiej, niż się na początku obawiałam.