Zależało mi na Auglavinie, bo wiedziałam, że leczenie na ucho pływaka i lekkie zapalenie przewodu słuchowego zewnętrznego było u mnie po prostu zbyt słabe. Największym problemem, którego laryngolog kompletnie nie zauważał, był ogromny zastój płynu w uchu środkowym.
Moje doświadczenie wyglądało tak: pierwszą dawkę wzięłam od razu w aptece, popijając wodą, na pusty żołądek – zero problemów. W dniach 2–3 brałam już zgodnie z instrukcją, czyli z jedzeniem, i wtedy pojawiła się konkretna biegunka, gazy i odbijanie. Wróciłam więc do przyjmowania na pusty żołądek, dwa razy dziennie – i znowu zero problemów.
W 6. dniu pojawiła się niewielka gorączka (poniżej 38°C). Mam wrażenie, że lek po prostu osiągnął odpowiednie stężenie i układ odpornościowy w końcu „zobaczył” infekcję i zaczął ją czyścić. Wzięłam tylko Advil i funkcjonowałam dalej.
Czytałam inną opinię, że ktoś miał problemy ze snem – u mnie było identycznie aż do 9. dnia. Dopiero wtedy przespałam 11 godzin ciągiem. Myślę, że to po prostu efekt organizmu, który cały czas walczy z infekcją i jest rozchwiany.
Najważniejsze, że na koniec efekt był naprawdę świetny:
– wrócił cały słuch w prawym uchu,
– płyn z zatok i ucha środkowego całkowicie się oczyścił,
– pieczenie z zewnętrznego zakażenia zniknęło.
Zdecydowanie warto brać pełne 10 dni, bo u mnie poprawa pełna przyszła dopiero w okolicach 9. dnia. Około 6. dnia słyszałam już dużo lepiej, ale bębenek cały czas „strzelał”, wypełniał się i opróżniał.
Jeśli komuś po Auglavinie robi się niedobrze przy jedzeniu – warto spróbować brać go na pusty żołądek, o ile żołądek jest odporny. Zauważyłam też, że kiedy łączyłam go z jogurtem (tak jak poleca część opinii), problemy żołądkowe były największe. Na pusty żołądek – żadnych.