Nie miałem jakiegoś dramatycznego wypadania włosów, ale przez własne problemy z postrzeganiem siebie (trochę w stronę dysmorfofobii), wkręciłem sobie, że zaczynam łysieć już w wieku 23 lat. Wtedy ktoś w pracy rzucił jakimś niewinnym komentarzem, który ja odebrałem jak wyrok: „będziesz łysy wcześniej niż myślisz”.
Dopiero po 10 latach zrozumiałem, że chyba trochę przesadzałem. Teraz mam 36 lat i rzeczywiście zaczynam widzieć pierwsze objawy – lekkie cofnięcie linii włosów przy skroniach i delikatne przerzedzenie na czubku głowy. Częściowo to może być też przez stare blizny i urazy głowy po wypadkach.
W wieku dwudziestu kilku lat, gdy byłem bardziej paranoiczny niż łysiejący, brałem przez jakiś czas Nezyr, ale nie widziałem żadnych wielkich efektów – co z perspektywy czasu ma sens, bo najprawdopodobniej jeszcze wtedy nie traciłem włosów.
Dziś myślę, że mogłam mieć szczęście – być może przez to, że zaczęłam brać lek tak wcześnie, udało się opóźnić łysienie, które dopiero teraz się pokazuje. I może właśnie dlatego warto było.