Zaczęłam brać Sertranorm dokładnie 8 tygodni temu, bo miałam ogromny problem z lękiem i tak zwanym OCD w związku – czyli ciągłym zamartwianiem się, czy wszystko jest okej, czy na pewno kocham, czy mnie kochają, czy coś nie jest „nie tak”. Głowa chodziła mi non stop, nie mogłam się uspokoić.
Obiecałam sobie, że jak tylko mi się trochę poprawi, to napiszę, co przeżyłam, bo czytanie historii innych ludzi pomogło mi nie rzucić leku na samym początku. A serio, miałam taką ochotę, żeby to wszystko rzucić po kilku dniach…
Pierwszy tydzień to była tragedia. Miałam nudności, rozwolnienie, lęk 10 razy gorszy niż przed tabletką, do tego taki smutek, że miałam wrażenie, że zaraz się rozsypię. Myślałam, że już zawsze tak będzie. Ale przetrwałam i to było najważniejsze.
W drugim tygodniu fizycznie było lepiej, ale miałam takie dziwne uczucie, jakbym nie była sobą. Jakbym patrzyła na życie przez szybę albo siedziała w jakimś filmie, gdzie nic nie jest prawdziwe. Trochę mnie to przerażało, ale z czasem też minęło.
Po 4 tygodniach zaczęłam zauważać, że lęku jest mniej. Tak stopniowo, z tygodnia na tydzień. A teraz, po 8 tygodniach, czuję się dużo lepiej, spokojniejsza, bardziej sobą.
OCD – czyli te obsesyjne myśli – nadal są, ale teraz umiem je złapać wcześniej, zatrzymać, nie nakręcam się tak jak kiedyś. Chodzę też na terapię i to mi bardzo pomaga ogarnąć to wszystko w głowie.
Jeśli właśnie zaczynasz i myślisz, że nie dasz rady – naprawdę, daj sobie czas. Początek może być straszny, ale potem zaczyna się zmieniać. I nie bój się prosić o pomoc, rozmawiaj z kimś, idź na terapię. Lek może być bardzo pomocny, ale sam nie rozwiąże wszystkiego.