Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem testosteronu (Testosteronum) w terapii niedoboru hormonów? Czy zauważyliście poprawę libido, energii, nastroju, koncentracji albo sprawności seksualnej? Jak wpłynęło to na siłę, masę mięśniową, sylwetkę czy ogólne samopoczucie po kilku tygodniach lub miesiącach stosowania? Jestem też ciekawa/ciekawy, jaką formę terapii stosujecie – żel, zastrzyki, plastry – i czy widzicie różnice w działaniu lub komforcie codziennego funkcjonowania. Czy poziom energii był bardziej stabilny, czy raczej pojawiały się wahania między dawkami? Jakie skutki uboczne pojawiły się u Was w trakcie terapii, jeśli w ogóle – np. trądzik, zatrzymanie wody, wahania nastroju, wzrost hematokrytu, bóle głowy, problemy ze snem albo spadek płodności? A może u kogoś terapia przebiegała zupełnie bezobjawowo? Wasze opinie i realne doświadczenia mogą być bardzo pomocne dla osób, które rozważają rozpoczęcie terapii testosteronem albo są na jej początku i zastanawiają się, czego faktycznie można się spodziewać w praktyce, a nie tylko „na papierze”.
Stosuję Testosteronum Prolongatum Jelfa od około 2 miesięcy i różnica jest naprawdę odczuwalna – szczególnie jeśli chodzi o poziom energii, nastrój oraz napięcie i wygląd mięśni. Pod tym względem terapia zdecydowanie działa i czuję się dużo lepiej niż przed jej rozpoczęciem.
Na samym początku leczenia erekcje były praktycznie ciągłe, bardzo wyraźne i bezproblemowe. Natomiast teraz mam wrażenie, że w tej kwestii wracam do wcześniejszych trudności i poprawa nie jest już tak oczywista jak na starcie. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś jeszcze doświadczył podobnego efektu po kilku tygodniach stosowania – początkowego „boom”, a potem pewnego cofnięcia się objawów.
Jeśli chodzi o samo podawanie leku, to zastrzyk jest całkowicie bezbolesny i bardzo łatwy do wykonania. Pod tym względem Testosteron wypada świetnie – szybka aplikacja, zero dyskomfortu i żadnego stresu związanego z iniekcją.
Często widzę wpisy osób, które piszą, że spróbowały testosteronu przez kilka tygodni albo miesiąc, po czym zrezygnowały, bo „nie działał”. Warto to jasno powiedzieć: u wielu mężczyzn poprawa w części obszarów nie pojawia się od razu. W moim przypadku dopiero po pełnym roku cotygodniowych zastrzyków zaczęły być wyraźnie odczuwalne zmiany w niektórych aspektach funkcjonowania. To jest dość powszechne – fakt, że poziom testosteronu we krwi wraca do normy stosunkowo szybko, nie oznacza jeszcze, że organizm natychmiast na to reaguje. Tkanki, układ nerwowy, metabolizm i cała regulacja hormonalna potrzebują czasu, żeby się „przestawić”. Dlatego nie warto poddawać się zbyt wcześnie. Brak spektakularnych efektów po kilku tygodniach nie oznacza, że terapia nie ma sensu – bardzo często oznacza po prostu, że ciało jeszcze nie zdążyło odpowiedzieć na zmiany hormonalne. Cierpliwość w tym procesie robi ogromną różnicę.
Kilka lat temu miałem usunięte jedno jądro, później wazektomię, a następnie odwrócenie wazektomii. Zastrzyki z testosteronu zacząłem w dawce 0,5 ml raz w tygodniu. Zarówno testosteron całkowity, jak i wolny testosteron były u mnie naprawdę bardzo niskie.
Przez długi czas miałem ogromne problemy z koncentracją, zmagałem się z zaburzeniami erekcji, brakiem energii i kompletnym spadkiem napędu do działania. Przez kilka lat czułem się „nie sobą”, ciągle jakby coś było nie tak, ale nie potrafiłem tego sensownie wyjaśnić lekarzowi rodzinnemu. Na początku myślałem, że to depresja albo przewlekły stres, ale z czasem okazało się, że to nie było ani jedno, ani drugie.
Już po trzech tygodniach zastrzyków z testosteronu zauważyłem bardzo wyraźną różnicę. Libido wróciło, problemy z erekcją zniknęły, koncentracja się poprawiła, a poziom energii stopniowo zaczyna wracać. Stosuję to dopiero od trzech tygodni, a mimo to różnica jest odczuwalna i jednoznaczna.
Mam świadomość, że terapia zastępcza testosteronem będzie ze mną już na stałe, ale jeśli oznacza to, że odzyskuję swoje życie, normalne funkcjonowanie i poczucie bycia sobą, to dla mnie jest to absolutnie warte tej decyzji.
Samo wykonanie zastrzyku jest dość proste, ale warto mieć świadomość, że po kilku dniach może pojawić się obrzęk, a czasem także siniak w miejscu wkłucia. Zdarza się również, że tworzy się twardy, bolesny guzek, który potrafi utrzymywać się przez kilka tygodni.
Trochę ponad 4 miesiące cotygodniowych zastrzyków domięśniowych testosteronu w dawce 200 mg, po tym jak stwierdzono, że niski poziom testosteronu realnie wpływał na moje zdrowie. Nadal nie potrafię tego zrobić „na luzie” – każdy zastrzyk wymaga ode mnie kilku minut, żeby się psychicznie zebrać i wbić igłę w udo. Sam moment wkłucia wciąż jest dla mnie najtrudniejszy.
Poza samym zastrzykiem czuję się jednak rewelacyjnie. Sen jest wyraźnie lepszy, łatwiej się regeneruję i budzę się bardziej wypoczęty. Nastrój zdecydowanie się ustabilizował – mniej rozdrażnienia, więcej spokoju i kontroli nad emocjami. Poziom energii mocno wzrósł, podobnie jak siła i wydolność.
Przyrost masy mięśniowej jest zauważalny, szczególnie w połączeniu z codziennym treningiem oporowym i siłowym. Mięśnie szybciej reagują na bodźce, regeneracja po treningu jest krótsza, a progres bardziej przewidywalny. Mam teraz tyle energii, że bez problemu ogarniam codzienne obowiązki, treningi i aktywności, które wcześniej potrafiły mnie zwyczajnie „zajechać”.
Miałem nadzieję, że ta forma leczenia będzie prostsza i mniej bolesna, ale szczerze mówiąc byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo okazała się znacznie łatwiejsza, niż się spodziewałem, a sam zabieg jest praktycznie bezbolesny. Na tym etapie zakładam, że terapia będzie skuteczna – oczywiście po potwierdzeniu w badaniach laboratoryjnych i przy dalszym, regularnym stosowaniu. Moja obecna ocena, po dwóch tygodniach, dotyczy jednak głównie wygody stosowania i dużej satysfakcji z wyraźnie mniejszego dyskomfortu w porównaniu do wcześniejszych metod. Jeśli utrzyma się taka łatwość aplikacji i brak bólu, to już samo to stanowi ogromną różnicę w codziennym funkcjonowaniu, a dalsze efekty będę mógł rzetelnie ocenić wraz z upływem czasu.
Dopiero 4 dni temu zacząłem zastrzyki z testosteronu w dawce 200 mg co 2 tygodnie, ale już poprosiłem, żeby zmienić schemat na 100 mg raz w tygodniu, bo łatwiej w ten sposób utrzymać stabilny poziom. Na razie czuję się całkiem dobrze, choć wiem, że to bardzo wczesny etap. Trenuję praktycznie codziennie i już teraz mam wrażenie, że wytrzymałość na siłowni wyraźnie się poprawiła – treningi są dłuższe, mniej męczące i bardziej „równe”. Z reguły nie biorę żadnych leków, jeśli nie jest to naprawdę konieczne. Kiedy jednak już coś zaczynam stosować, mój organizm reaguje na to dość szybko i zwykle bardzo dobrze. Wiem, że to jeszcze początek, więc nie wyciągam daleko idących wniosków, ale pierwsze wrażenia są pozytywne.