Jeśli zapomniałaś wziąć Euthyrox na czczo, najlepiej dostosować się do sytuacji. Gdy jeszcze nic nie jadłaś — weź tabletkę od razu i odczekaj minimum 30 minut przed jedzeniem.
Hej, mam pytanie, bo trochę spanikowałam. Wrzucam screen z kalendarza, bo dokładnie widać, jak mi się dziś rano wszystko rozjechało. Miałam ustawione przypomnienie na Euthyrox o 6:30, ale finalnie wzięłam go dopiero o 7:20, a potem już o 7:35 zjadłam śniadanie i o 7:45 wypiłam kawę. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać, czy ten odstęp nie był za krótki i czy w ogóle lek dobrze się w takiej sytuacji wchłania.
Czy któraś z Was miała podobnie? Co wtedy robicie — zostawiacie tak, jak wyszło, czy np. następnego dnia próbujecie wrócić normalnie do schematu i się tym nie przejmować? Chodzi mi o to, czy jednorazowo takie wzięcie Euthyroxu „nie do końca na czczo” może bardzo wpłynąć na działanie leku. Chętnie poczytam Wasze doświadczenia, bo staram się pilnować godzin, ale czasem rano wszystko idzie nie tak.
Miałam wiele razy podobną sytuację i jednorazowo raczej bym się tym bardzo nie stresowała. Najważniejsze jest po prostu wrócić kolejnego dnia do normalnego schematu i pilnować większego odstępu przed śniadaniem. U mnie też czasem wychodziło tak, że brałam Euthyrox za późno i potem już nie było kiedy sensownie odczekać. Z tego co zauważyłam, pojedynczy taki przypadek nie robił u mnie wielkiej różnicy, gorzej jeśli zdarzało się to często. Ja sobie ustawiłam przypomnienie trochę wcześniej niż planowane wstanie, żeby mieć zapas czasu. Na Twoim screenie widać, że rano masz wszystko bardzo blisko po sobie, więc może warto przesunąć sam lek trochę wcześniej.
Ja bym na Twoim miejscu po prostu potraktowała to jako jednorazową wpadkę i jutro wróciła do zwykłego brania. Też kiedyś spojrzałam na plan dnia i miałam dokładnie taki chaos jak u Ciebie na screenie — lek, śniadanie, kawa prawie jedno po drugim. Niczego już potem nie poprawiałam, nie brałam drugi raz, tylko normalnie kontynuowałam następnego dnia.
Przy Euthyroxie bardziej liczy się regularność na dłuższą metę niż jeden gorszy poranek. Ja staram się zachować minimum 30 minut odstępu, ale jak raz się nie uda, to nie robię z tego tragedii. Jeśli jednak takie sytuacje zdarzają Ci się częściej, to wtedy faktycznie warto bardziej dopilnować godzin, bo to już może wpływać na stabilność działania.