Tak, Bisocard może być stosowany przy migotaniu przedsionków, ale jego główna rola polega zwykle na kontroli tętna, a nie na samym „wyleczeniu” migotania.
Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/bisocard/bisocard-na-migotanie-przedsionkow/
Tak, Bisocard może być stosowany przy migotaniu przedsionków, ale jego główna rola polega zwykle na kontroli tętna, a nie na samym „wyleczeniu” migotania.
Mam pytanie do osób, które mają albo miały migotanie przedsionków i dostały Bisocard. U mnie temat zaczął się kilka miesięcy temu. Najpierw były takie dziwne kołatania serca, jakby mi serce przeskakiwało albo biło nierówno. Myślałam, że to stres, kawa, brak snu, bo mam ostatnio dużo nerwów w pracy i w domu. Ale potem doszły takie napady, że serce waliło mi jak szalone, raz puls miałam ponad 130 na siedząco i naprawdę się przestraszyłam.
Po badaniach wyszło, że mam epizody migotania przedsionków. Dostałam Bisocard, na razie małą dawkę, i mam go brać regularnie. Tylko ja już sama nie wiem, czy ten lek jest „na migotanie”, czy bardziej na to, żeby serce nie biło tak szybko. Bo lekarz coś mówił o kontroli tętna, ale byłam tak zestresowana, że połowy nie zapamiętałam. Teraz czytam różne rzeczy w internecie i już mam mętlik w głowie.
Czy ktoś z Was bierze Bisocard przy migotaniu przedsionków? Czy po nim migotanie ustąpiło, czy po prostu mniej czujecie kołatanie? Ja po kilku dniach mam wrażenie, że puls jest spokojniejszy, ale nadal czasem czuję takie nierówne bicie. Nie wiem, czy to normalne, czy lek powinien całkiem wyciszyć arytmię. Trochę się boję, bo jak tylko poczuję serce, to od razu łapię za ciśnieniomierz i nakręcam się jeszcze bardziej.
Hej, ja biorę Bisocard właśnie przy migotaniu przedsionków i powiem Ci tak po ludzku: u mnie on nie sprawił, że migotanie magicznie zniknęło, tylko przede wszystkim uspokoił tętno. I to była ogromna różnica, bo wcześniej jak miałam napad, to serce potrafiło mi walić 140–150, robiło mi się słabo, ręce się trzęsły i miałam wrażenie, że zaraz wyląduję na SOR-ze. Po Bisocardzie nadal czasem czuję, że rytm jest nierówny, ale nie ma już takiego galopu jak wcześniej.
Ja na początku też źle to rozumiałam. Myślałam, że jak dostałam lek „na serce”, to on ma zatrzymać migotanie i już. A potem dopiero mi wytłumaczono, że przy migotaniu przedsionków są różne podejścia. Czasem próbuje się przywracać prawidłowy rytm, a czasem chodzi głównie o to, żeby tętno nie było za wysokie, bo wtedy serce mniej się męczy. I Bisocard u mnie jest właśnie bardziej od tego drugiego — żeby serce nie pędziło jak głupie.
Najbardziej odczułam różnicę rano i przy stresie. Przed leczeniem potrafiłam wstać z łóżka i już miałam puls 100–110, a jak się zdenerwowałam, to momentalnie robiło się więcej. Po kilku dniach brania Bisocardu puls zaczął mi schodzić niżej. Nie od razu idealnie, ale tak stopniowo. Zamiast 100 na siedząco miałam 70–80, a w spoczynku czasem nawet 60 parę. Dla mnie to było dziwne, bo przez lata byłam przyzwyczajona, że serce bije szybko, więc jak zobaczyłam niższy puls, to najpierw też się bałam.
Co do nierównego bicia — ja też czasem nadal je czuję. Takie przeskoki, szarpnięcia, momentami jakby serce na sekundę się zawiesiło i potem mocniej uderzyło. Na początku wpadałam przez to w panikę, mierzyłam ciśnienie po dziesięć razy dziennie, patrzyłam tylko na puls i oczywiście im bardziej patrzyłam, tym gorzej się czułam. Teraz już wiem, że samo odczuwanie serca nie zawsze oznacza, że dzieje się tragedia. Przy migotaniu albo dodatkowych pobudzeniach można czuć różne dziwne rzeczy, nawet jeśli tętno nie jest kosmiczne.
U mnie najgorsze było to błędne koło: poczułam kołatanie, przestraszyłam się, adrenalina poszła w górę, serce zaczęło bić szybciej, ja jeszcze większa panika i tak dalej. Bisocard trochę mi to przeciął, bo nawet jak się denerwowałam, to serce nie reagowało aż tak gwałtownie. Nie powiem, że uspokoił mi głowę, bo nerwowa dalej byłam, ale ciało już nie dolewało tak benzyny do ognia.
Mam znajomą, która też ma migotanie i u niej Bisocard działa podobnie. Ona mówi, że „migotanie czuje, ale nie tak agresywnie”. I chyba to jest dobre określenie. Lek nie zawsze wyłącza arytmię, ale może sprawić, że jest łatwiejsza do zniesienia, bo tętno nie skacze tak wysoko. U niej dodatkowo doszły leki przeciwkrzepliwe, bo przy migotaniu często osobno patrzy się na ryzyko zakrzepów. Ja też miałam oceniane różne czynniki, więc warto pamiętać, że Bisocard to nie zawsze całe leczenie, tylko jeden element.
Na Twoim miejscu nie zakładałabym, że skoro nadal czujesz nierówne bicie, to lek nie działa. Może działać właśnie tak, że puls jest niższy, napady są mniej męczące, a serce mniej szaleje. Ja poprawę czułam po kilku dniach, ale tak naprawdę dopiero po paru tygodniach wiedziałam, jak organizm reaguje na stałe. Pierwszy tydzień był pełen obserwowania siebie, mierzenia pulsu i nakręcania się.
Powiem Ci jeszcze jedną prostą rzecz: nie mierz co chwilę, bo można oszaleć. Ja miałam etap, że ciśnieniomierz leżał na stole jak pilot do telewizora i co mnie coś zakłuło, to pomiar. A potem każdy wynik analizowałam jak wyrok. Teraz mierzę bardziej regularnie, ale nie kompulsywnie. Przy migotaniu człowiek musi się nauczyć obserwować objawy, ale nie żyć tylko sercem przez 24 godziny na dobę, bo psychicznie to wykańcza.
Najpierw było zwykłe EKG, ale wiadomo, jak to bywa — akurat w gabinecie nie zawsze coś się złapie. Dopiero Holter EKG pokazał konkretniej, co się dzieje. W wyniku wyszło migotanie przedsionków, średnia częstość rytmu komór 86/min, minimalna 52/min, a maksymalna aż 152/min. I dla mnie to było najbardziej obrazowe, bo na papierze było widać, że serce nie tylko bije nierówno, ale momentami naprawdę się rozpędza.
Na wyniku widać też, że epizodów migotania przedsionków było 6, łączny czas AF wynosił ponad 8 godzin, a najdłuższy epizod trwał ponad 2 godziny. Średnia częstość rytmu w AF była 101/min, ale maksymalna dochodziła do 152/min. Czyli to nie było takie „oj, chwilę mi serce nierówno zabiło”, tylko konkretne epizody, które mogły go mocno męczyć. W opisie jest też zaznaczone, że tachykardia, czyli rytm powyżej 100/min, trwała łącznie ponad 6 godzin. To nam trochę otworzyło oczy, bo wcześniej tata patrzył tylko na pojedyncze pomiary ciśnienia i pulsu, a Holter pokazał całą dobę.
Po tym badaniu dostał między innymi Bisocard. I powiem szczerze, że u niego największa zmiana była taka, że serce przestało tak pędzić. Przed leczeniem jak miał taki epizod, to od razu było po nim widać: robił się nerwowy, mówił, że ma trzepotanie w klatce, siadał, szybciej oddychał i cały był jakiś rozbity. Po włączeniu leku nadal czasem czuł nierówne bicie, ale już bez takiego galopu, który wcześniej go wykańczał.
My też na początku myśleliśmy, że Bisocard to taki lek, który ma po prostu „usunąć migotanie”. Dopiero później zrozumieliśmy, że przy migotaniu przedsionków często chodzi przede wszystkim o kontrolę tętna. Czyli samo migotanie może nadal występować, ale lek ma pilnować, żeby serce nie pracowało za szybko. W przypadku taty miało to sens, bo na Holterze widać było epizody przyspieszonej pracy serca do 152/min, a to już nie jest komfortowe ani obojętne dla organizmu.
Tata zaczął brać lek regularnie rano i miał mierzyć ciśnienie oraz puls. Na początku oczywiście mama bardziej tego pilnowała niż on, bo on twierdził, że „pamięta”, a potem nie wiedział, czy tabletkę wziął. Po kilku tygodniach było widać różnicę. Wcześniej w spoczynku często miał tętno około 90–100, a po leczeniu częściej było 65–75. Nie chodziło o to, że serce nagle stało się idealne, tylko o to, że przestało tak łatwo wchodzić na wysokie obroty.
Dla mnie ten Holter dobrze pokazuje, po co u takich osób daje się Bisocard. Tam nie chodzi tylko o samą nazwę „migotanie przedsionków”, ale o to, jak szybko serce wtedy pracuje. Jeśli w AF tętno potrafi iść w okolice 140–150/min, to człowiek może czuć osłabienie, duszność, niepokój, kołatanie, trzepotanie w klatce i ogólne rozbicie. Bisocard u taty zadziałał bardziej jak hamulec na tę szybką akcję serca.
Nie było jednak tak, że wszystko było cudownie od pierwszej tabletki. Na początku tata narzekał, że jest bardziej zmęczony, trochę senny i że ma zimne dłonie. Trochę się bał, że puls spadnie za mocno, bo na Holterze minimalna częstość była 52/min, więc wiadomo, że nie chodziło o zbicie tętna na siłę. Dawkę trzeba było dobrać tak, żeby serce nie pędziło, ale też żeby tata normalnie funkcjonował.
W tym wyniku jest też informacja o pojedynczych pobudzeniach komorowych, pauzach powyżej 2 sekund i najdłuższej pauzie 2,4 s w nocy. To też pokazuje, że takie leczenie nie jest tylko „wezmę tabletkę i po sprawie”, bo trzeba patrzeć na cały zapis, nie tylko na najwyższy puls. U taty ważne było dobranie leczenia tak, żeby nie pogorszyć zbyt wolnych momentów, a jednocześnie ograniczyć te szybkie epizody.
Z mojego punktu widzenia Bisocard przy migotaniu przedsionków może bardzo pomóc, ale głównie jako lek do uspokojenia pracy serca i kontroli tętna, a nie jako magiczna tabletka, która zawsze likwiduje samo migotanie. U taty największy sens było widać właśnie po takim badaniu: Holter pokazał migotanie, epizody szybkiej pracy komór, maksymalne tętno 152/min i sporo czasu z tachykardią. Po włączeniu leczenia objawy były słabsze, puls spokojniejszy, a on przestał mieć takie akcje, że serce waliło mu jak młot.