Odstawianie Faxolet ER to proces, który najlepiej jest zrozumieć jako podróż ku wolności, odnowie i lepszemu zdrowiu psychicznemu. To odległa góra, którą widzisz na horyzoncie, kiedy zaczynasz od najniższego punktu. Ważne jest, aby pamiętać, że jesteś nie tylko pasażerem na tej podróży, ale również kapitanem swojego statku. Lekarz to twoj kompas i mapa, ścieżka wiodąca przez mroczne wody odstawienia, ale to ty kierujesz statkiem.
Od kiedy biorę Faxolet ER, chudnę, a wcale się nie odchudzam. Na początku nawet się ucieszyłam, ale teraz widzę, że spodnie wiszą, bliscy komentują i trochę mnie to stresuje. Apetyt mam mniejszy, jem, bo wiem, że trzeba, a nie dlatego, że chce mi się jeść. Czy ktoś z Was miał podobnie po Faxolecie? Czy to się z czasem normuje, czy tak już zostaje?
U mnie było dokładnie tak samo. Na Faxolecie schudłam jakieś 7 kilo w pół roku i też byłam w szoku, bo wcześniej nic nie mogłam zrzucić. Dopiero po czasie zorientowałam się, że przestałam jeść z nerwów i wieczorne podjadanie samo zniknęło. Jadłam normalne porcje, ale rzadziej i bez „dojadania”. Po kilku miesiącach waga się zatrzymała i już dalej nie leciała. Teraz jest stabilnie, ale początki były dziwne, bo człowiek się zastanawia, czy to aby na pewno okej.
Też chudłam i miałam dokładnie to uczucie, jakby organizm nie wołał o jedzenie. Nie miałam nudności ani nic, po prostu brak głodu. U mnie rodzina też zaczęła gadać, że za chudo. Z czasem musiałam się pilnować i jeść regularnie, nawet jak nie byłam głodna. Po jakichś 2–3 miesiącach apetyt trochę wrócił, ale już bez tego wilczego napadu jak wcześniej. Waga się uspokoiła, więc da się to ogarnąć.
Ja dodam od siebie, że Faxolet jakby „odcinał emocjonalne jedzenie”. Wcześniej stres = słodycze, a tu nagle cisza. Schudłam może nie bardzo dużo, ale zauważalnie. Początkowo się bałam, że to coś nie tak, ale u mnie to się zatrzymało samo. Najważniejsze było pilnowanie posiłków, bo można się niechcący zagłodzić. Teraz jem normalnie i jest okej, tylko głowa inaczej reaguje na jedzenie niż kiedyś.