Oj znam ten temat… Paroxinor brałam na zaburzenia lękowe, i przez pierwsze tygodnie to myślałam, że w końcu znalazłam lek idealny – zero lęków, nagle wszystko mi się układało, mogłam iść do sklepu bez paniki… Ale potem zaczęłam się robić taka chuda, że mama zaczęła mnie podejrzewać o jakieś głodzenie się. Miałam 168 cm i waga mi poleciała do 47 kg. A ja wcześniej trzymałam się koło 55–56, więc różnica była ogromna.
I nie, to nie było „ładne chudnięcie”. To było takie zmęczone, sine pod oczami, wypadające włosy, suche usta. Czułam się cały czas jakby lekko przeziębiona. I jeszcze taka mgła w głowie, jakbym nie była sobą.
Lekarka kazała zrobić morfologię, żelazo, B12 – wszystko było w normie. Dopiero jak zmieniliśmy lek, to zaczęłam wracać do siebie. Ale to trwało. Dobrze ponad miesiąc czułam się jakby mnie ktoś wyjął z mikrofali.
Nie wiem, może Ty jesteś jeszcze na początku, może się to wyrówna, ale jak masz już spadek masy i czujesz się słabo, to serio – nie ma co czekać. Paroksetyna to dobry lek, ale nie każdemu pasuje. I najgorsze co można zrobić, to się przemęczać „bo może się ułoży”. Organizm swoje wie.
Trzymam kciuki, żeby się wszystko unormowało!