Jeśli Clostilbegyt nie działa, oznacza to konieczność zmiany strategii leczenia – najpierw leku lub schematu stymulacji, potem pogłębionej diagnostyki, a jeśli trzeba, przejścia do metod wspomaganego rozrodu.
Brałam Clostilbegyt już kilka cykli, monitoring był, dawki zwiększane, a efekt taki sobie. Raz pęcherzyk urósł, raz nie, ciąży oczywiście brak. Lekarz coś wspominał o zmianie leczenia, ale chciałabym zapytać jak to wyglądało u was w praktyce. Co dalej, jak Clostilbegyt nie zadziałał? Zmieniali wam leki, robiliście jakieś dodatkowe badania? Dajcie znać, bo głowa już pełna myśli i nie wiem, czego się spodziewać…
U mnie było bardzo podobnie, też byłam cała w nerwach. Brałam Clostilbegyt trzy cykle, monitoring co chwilę, nadzieja rosła, a potem znowu miesiączka i płacz. U mnie lekarz powiedział wprost, że jak nie ma sensownej reakcji, to nie ma co ciągnąć tego w nieskończoność. Zmienili mi lek na inny, taki „nowszy” na owulację i nagle okazało się, że pęcherzyki rosną ładniej i endometrium też lepsze.
Po drodze wyszło, że mam lekkie PCOS, o którym wcześniej nikt mi nie mówił wprost. Do tego doszły dodatkowe badania hormonów, tarczyca, prolaktyna, AMH. Powiem szczerze – psychicznie było ciężko, bo człowiek myśli, że tabletka pomoże i już, a tu się okazuje, że to dopiero początek drogi. Ale z perspektywy czasu dobrze, że Clostilbegyt „nie zadziałał”, bo przynajmniej lekarz zaczął szukać głębiej, a nie tylko przepisywać to samo.
Z tego co czytam tu na forum i co mam wśród znajomych, to Clostilbegyt często jest tylko pierwszym krokiem, a nie rozwiązaniem na wszystko. Moja koleżanka brała go chyba z 4 cykle, owulacja była, ale ciąży ani śladu. Dopiero później okazało się, że problem nie był w jajnikach, tylko w czymś zupełnie innym i samo „pobudzanie” nic nie dawało.
U innej z kolei w ogóle nie było reakcji na Clostilbegyt i od razu zmienili leczenie na zastrzyki – trochę się bała, bo to brzmi poważnie, ale mówiła, że wcale nie było takie straszne, tylko więcej kontroli. Z tego co widzę, jak Clostilbegyt nie działa, to nie znaczy, że już koniec nadziei, tylko że trzeba zmienić podejście. Jednym pomaga zmiana leku, innym dokładniejsze badania, jeszcze inni idą dalej w inseminację czy inne metody.