Clostilbegyt, znany również jako klomifen, jest lekiem pierwotnie zaprojektowanym do leczenia problemów z owulacją u kobiet, ale jest również czasami stosowany w leczeniu mężczyzn z niskim poziomem testosteronu.
Czy Clostilbegyt podnosi testosteron u mężczyzn? Mój mąż dostał go od lekarza, niby nie na typową terapię testosteronem, tylko „żeby pobudzić organizm”. Czytam różne rzeczy w internecie i jedni piszą, że tak, inni że nie, a jeszcze inni, że to zależy. Jak to było u was albo u waszych facetów? Były jakieś realne zmiany, czy tylko teoria?
U nas to wyglądało tak, że mąż brał Clostilbegyt kilka miesięcy i testosteron faktycznie mu się podniósł – nie jakoś kosmicznie, ale z dolnej granicy normy wszedł w takie „normalne” wartości. Najbardziej zauważalne było to, że miał więcej energii, przestał być ciągle zmęczony i trochę mu wróciło libido.
Z tego co nam tłumaczono, to ten lek nie działa jak testosteron w zastrzykach, tylko organizm sam zaczyna go więcej produkować. Czyli nie jest tak, że bierzesz tabletkę i masz hormon z zewnątrz, tylko mózg dostaje sygnał „hej, trzeba coś ruszyć”. U nas to akurat miało sens, bo mąż chciał też poprawić wyniki nasienia, a podobno przy normalnej terapii testosteronem bywa z tym różnie.
U mnie temat wyszedł przy badaniach – testosteron niby w normie, ale przy samej dolnej granicy, a samopoczucie takie sobie: zmęczenie, zero chęci na cokolwiek, siłownia przestała „wchodzić”. Dostałem Clostilbegyt właśnie z myślą o tym, żeby pobudzić własną produkcję, a nie brać testosteron z zewnątrz.
Po jakichś 5–6 tygodniach badania pokazały, że testosteron faktycznie poszedł w górę. Nie był to żaden kosmos, ale różnicę czułem – więcej energii, lepsze libido, głowa jakby jaśniejsza. Dla mnie to było raczej „postawienie na nogi” niż zmiana życia, ale szczerze mówiąc – wystarczyło. Więc z mojego doświadczenia: tak, może podnieść testosteron, ale cudów bym się nie spodziewał.
U mnie niestety historia mniej optymistyczna. Brałem Clostilbegyt kilka miesięcy, bo też była nadzieja, że testosteron się poprawi. Wyniki minimalnie drgnęły, ale w samopoczuciu prawie nic. Libido bez zmian, energia taka sama. Dopiero później lekarz wytłumaczył mi w prostych słowach, że jak problem nie leży w „sterowaniu z góry”, tylko w samych jądrach, to ten lek niewiele zdziała.
Z perspektywy czasu uważam, że warto spróbować, bo to nie jest typowa terapia testosteronem i organizm sam pracuje, ale trzeba mieć świadomość, że nie każdy facet zareaguje. Na forum widzę, że jedni chwalą, inni mówią „meh” – i ja jestem raczej w tej drugiej grupie. Po prostu nie był to lek dla mnie