Clostilbegyt najczęściej “uruchamia” owulację u większości pacjentek (około 60–85%), ale ciąża nie jest równa owulacji – realnie szansa na ciążę w jednym cyklu leczenia bywa najczęściej w okolicach 10–15% (czasem 10–20%), zależnie od tego, dlaczego jest problem z zajściem w ciążę i ile masz lat.
Dziewczyny, pytanie do tych, które brały Clostilbegyt. Wszędzie czytam różne procenty i już sama nie wiem, w co wierzyć… Jedni piszą, że to „złoty standard”, inni że strata czasu. Jak to wygląda w realnym życiu, a nie w statystykach? Czy któraś z was faktycznie zaszła w ciążę na Clostilbegycie i po ilu cyklach?
U mnie zadziałał, ale nie od razu. Owulację miałam praktycznie od pierwszego cyklu, więc teoretycznie wszystko było ok, ale ciąży brak. Zaszłam dopiero w trzecim cyklu. Lekarz mówił mi wprost, że szansa na ciążę w jednym cyklu to nie jest 50%, tylko raczej kilkanaście procent, więc trzeba cierpliwości. Jak się teraz cofam myślami, to faktycznie – każdy cykl to była loteria.
Ja miałam zupełnie inne doświadczenie. Owulacja była, pęcherzyki rosły ładnie, a jednak po 4 cyklach zero efektu. Dopiero później wyszło, że problem był też po stronie męża. I wtedy dopiero zrozumiałam, że Clostilbegyt sam w sobie nie „robi ciąży”, tylko pomaga, jeśli problemem była owulacja. Jak jest coś więcej, to cudów nie ma.
Czytałam kiedyś, że na Clostilbegycie około 70–80% kobiet ma owulację, ale w ciążę zachodzi znacznie mniej. I u mnie to się potwierdziło – owulacja była książkowa, a ciąży nie było. Zmieniłam potem lek i dopiero wtedy się udało. Tak że ja bym powiedziała: skuteczny, ale nie dla wszystkich i nie na wszystko.
U mnie PCOS i Clostilbegyt był pierwszym lekiem, jaki dostałam. Lekarz od razu mówił, żebym nie nastawiała się, że to „magiczna tabletka”. Owulacja wróciła, cykle się poprawiły, ale ciąża była dopiero po kilku miesiącach i dopiero wtedy, kiedy ogarnęłam też inne rzeczy (waga, hormony). Więc według mnie on daje szansę, ale jej nie gwarantuje.
Ja trafiłam na forum właśnie dlatego, że po dwóch cyklach byłam załamana. Wszędzie czytałam historie „zaszłam w pierwszym cyklu” i myślałam, że ze mną jest coś nie tak. A potem dziewczyny mnie sprowadziły na ziemię i napisały wprost: statystycznie to normalne, że kilka cykli nic się nie dzieje. I faktycznie – u mnie ciąża była w 4. cyklu.