Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem leku Clostilbegyt? Czy zauważyłyście poprawę w indukcji owulacji i zwiększeniu szans na zajście w ciążę? Czy wystąpiły u Was jakieś skutki uboczne, takie jak bóle głowy, uderzenia gorąca, nudności czy zmiany nastroju? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla osób rozważających terapię tym lekiem – każda historia ma znaczenie!
Brałam Clostilbegyt w dawce 100 mg już w pierwszym cyklu. Niestety wtedy nie było owulacji i byłam strasznie rozczarowana. W kolejnym cyklu lekarz zostawił tę samą dawkę 100 mg – tym razem owulacja się pojawiła, ale ciąży dalej brak.
Ponieważ organizm zareagował i owulacja była, nie zwiększali już dawki i trzeci raz znów dostałam 100 mg Clostilbegytu. I tu zaczyna się najlepsze… Spóźniałam się 4 dni, zrobiłam test ciążowy w domu – negatywny. Byłam załamana. Poczekałam jeszcze kolejne 5 dni, zrobiłam następny test… i POZYTYWNY
Teraz jestem w 6. tygodniu ciąży i wciąż nie mogę w to uwierzyć. Po tylu rozczarowaniach w końcu się udało. Piszę to, bo sama siedziałam na forach i czytałam historie innych dziewczyn, żeby nie stracić nadziei. Czasem potrzeba kilku cykli, nawet na tej samej dawce, i naprawdę nie wszystko da się przewidzieć z góry.
U mnie wyszło niskie T – 216, więc urolog zaproponował Clostilbegyt zamiast testosteronu z zewnątrz. Na start dostałem 2 tabletki po 50 mg tygodniowo. Po jakimś czasie zrobiłem badania i testosteron podskoczył do okolic 400. Ponieważ organizm dobrze zareagował, zwiększyliśmy dawkę do 4 tabletek tygodniowo i teraz testosteron jest już powyżej 600. Różnicę czuję bardzo wyraźnie: więcej energii na co dzień, jaśniejsze myślenie, łatwiej mi się skupić i kończyć zaczęte rzeczy, a nie odkładać wszystko na później.
Co ważne – zero skutków ubocznych, przynajmniej u mnie. Żadnych jazd nastroju, żadnych problemów ze snem czy innymi rzeczami, których się trochę obawiałem na początku.
Piszę to, bo sam długo się wahałem i czytałem różne opinie. W moim przypadku Clostilbegyt naprawdę zrobił robotę i pozwolił podnieść testosteron w naturalny sposób, bez wchodzenia w ostrzejsze terapie.
Pierwszy raz brałam Clostilbegyt w dawce 25 mg, od 3. do 7. dnia cyklu i… udało się od razu zajść w ciążę Nawet nie zdążyłam się porządnie nastresować, bo wszystko poszło błyskawicznie. Teraz mam synka i wracamy do starań o kolejne dziecko. Tym razem lekarz zaproponował 50 mg, a ja – nie będę ukrywać – po cichu liczę na bliźniaki Wiem, że to loteria i nic nie jest pewne, ale nadzieja jest. Na razie jestem na początku, trzymam się wiary i modlitwy, że znowu pójdzie szybko i bez większych problemów. Jak tylko będę miała coś konkretnego do powiedzenia, wrócę tu i dam znać, jak poszło tym razem.
zdrowotnych, więc tym bardziej byliśmy już zmęczeni czekaniem i pytaniem „dlaczego się nie udaje”. Lekarz zaproponował spróbować z Clostilbegyt w dawce 50 mg przez 5 dni, od 2. do 7. dnia cyklu.W pierwszym cyklu niestety się nie udało i byłam trochę załamana, bo miałam nadzieję, że zaskoczy od razu. Ale w drugim cyklu na Clostilbegycie stało się to, na co tak długo czekaliśmy – zaszłam w ciążę. Teraz jestem w 7. tygodniu i wciąż trudno mi w to uwierzyć.
W trakcie brałam sprawy bardziej „technicznie”: robiłam monitoring owulacji (testy/USG) i współżyliśmy co około 48 godzin w dniach płodnych. U mnie nie wystąpiły żadne skutki uboczne – zero bólów głowy, złego samopoczucia czy innych historii, których się trochę obawiałam po czytaniu forum.
U mnie testosteron na starcie wynosił 216, więc było naprawdę słabo. Dostałem Clostilbegyt i brałem pół tabletki codziennie rano, około 6:00, przez 30 dni. Po miesiącu zrobiłem kontrolne badania krwi i wynik mnie zszokował – testosteron 1048. Subiektywnie czuję się jak dawniej:
więcej energii, lepsze samopoczucie, głowa jaśniejsza, normalna motywacja do działania. Na ten moment zero skutków ubocznych – nic z nastrojem, snem czy innymi dziwnymi akcjami. Wiem, że to dopiero początek i wszystko trzeba obserwować w czasie, ale na dziś efekt jest naprawdę mocny. Piszę, bo sam przed startem czytałem forum i zastanawiałem się, czy to w ogóle ma sens – u mnie zadziałało bardzo konkretnie.
Z moim chłopakiem staraliśmy się o dziecko przez dwa lata i kompletnie nic z tego nie wychodziło. Byłam już naprawdę zmęczona psychicznie. W końcu lekarz zaproponował Clostilbegyt. Brałam go przez trzy miesiące, ale… ciąży dalej nie było. Coraz bardziej się frustrowałam, miałam wrażenie, że wszystko kręci się w kółko, więc postanowiłam zrobić sobie przerwę i odstawić Clostilbegyt. I teraz najlepsze – w kolejnym miesiącu, już bez Clostilbegytu, zaszłam w ciążę Do dziś nie wiem, jak to dokładnie wytłumaczyć, ale mam wrażenie, że lek jeszcze „działał w organizmie”, nawet po odstawieniu. Jestem bardzo wdzięczna, że jednak zdecydowałam się spróbować, bo gdybym wtedy nie dała Clostilbegytowi szansy, być może dalej bylibyśmy w tym samym miejscu. Piszę to, bo czasem efekt przychodzi nie wtedy, kiedy się go najbardziej spodziewasz, tylko chwilę później – i naprawdę nie wszystko da się zaplanować co do dnia.
U mnie po Clostilbegyt zauważyłem więcej energii, to na pewno na plus. Ale jednocześnie apetyt mocno poszedł w górę – byłem głodny praktycznie cały dzień. No i niestety odbiło się to na wadze, bo przybyło mi jakieś 2–3 kg w dość krótkim czasie. Zauważyłem też zmianę, jeśli chodzi o nasienie – wcześniej było bardziej przejrzyste, a teraz stało się bardziej mętne / gęstsze. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale ewidentnie coś się zmieniło. Ogólnie odczucia mam mieszane: energia na plus, ale łaknienie i waga na minus. Piszę, bo widzę, że nie każdy mówi o takich „przyziemnych” skutkach, a one też są częścią tej terapii.
Stosuję Clostilbegyt, bo miałem niski testosteron. Ostatnie badania krwi potwierdziły, że poziom T wrócił do normy, więc lek u mnie spełnia swoje zadanie.
Na ten moment planuję dalej go brać, bo widzę realny efekt w wynikach i w samopoczuciu. Nie szukałem cudów – chciałem wrócić do normalnych wartości i to się udało.
Dostałem Clostilbegyt w dawce 25 mg na niepłodność męską / hipogonadyzm. Niestety po około 10 dniach zaczęły się u mnie niepokojące objawy – drętwienie i mrowienie palców u rąk i nóg. Z tego powodu odstawiam lek, bo nie chcę ryzykować, choć szczerze mówiąc bardzo mnie to wkurza. Dlaczego? Bo energia i nastrój wyraźnie się poprawiły – czułem się lepiej psychicznie i fizycznie niż przed startem. Szkoda, bo wyglądało na to, że lek działa w dobrą stronę, ale te objawy były dla mnie na tyle niepokojące, że nie chcę tego ciągnąć. Piszę, żeby dać znać innym, że oprócz plusów mogą pojawić się też takie nietypowe reakcje i warto na siebie uważnie zwracać uwagę.