Clostilbegyt jest lekiem stymulującym owulację, który działa na receptory estrogenowe w mózgu, prowadząc do zwiększonej produkcji hormonów folikulotropowego (FSH) i luteinizującego (LH).
Biorę Clostilbegyt pierwszy raz, 5 dni, tak klasycznie. Lekarz coś mówił, że owulacja będzie „kilka dni po tabletkach”, ale ile to jest „kilka”? Jedna pisze, że 12 dc, inna że 18, a ja już nie wiem, kiedy robić testy i kiedy się starać. Jak to było u was w praktyce? Kiedy faktycznie miałyście owulację po Clostilbegycie?
Brałam tabletki od 5 do 9 dnia cyklu i byłam święcie przekonana, że owulacja będzie gdzieś koło 14–15 dc. No i co? Testy negatywne, zero objawów, już się prawie popłakałam. Dopiero około 18 dnia cyklu test owulacyjny zrobił się pozytywny, a na USG wyszło, że pęcherzyk dopiero wtedy pękł.
Dlatego z mojego doświadczenia – nie ma co się spinać na konkretny dzień. Organizm nie jest zegarkiem. U mnie za pierwszym razem było późno, za drugim cyklem już szybciej. Znam też dziewczyny, którym owulacja wyskakiwała tydzień po ostatniej tabletce, a inne czekały prawie dwa tygodnie. Tak że spokojnie, obserwuj się i nie zakładaj, że jak 14 dc minął, to już po wszystkim.
Ja to bardziej patrzę na to, co mówiły dziewczyny na forum i z mojego otoczenia. Jedna koleżanka miała owulację dosłownie 5–6 dni po ostatniej tabletce, inna dopiero po 12 dniach. Wszystko zależy, jak jajniki zareagują. U mnie owulacja niby była, ale kompletnie bez objawów – żadnego bólu, żadnego śluzu, nic. Gdyby nie testy, to bym nawet nie wiedziała, że coś się dzieje.
Tak że według mnie najlepiej nie zgadywać na ślepo, tylko zacząć testy kilka dni po skończeniu Clostilbegytu i patrzeć, co się dzieje. I nie słuchać historii w stylu „u mnie zawsze 14 dzień”, bo u każdej to wygląda inaczej. Najważniejsze, że owulacja w ogóle się pojawia – dzień w tę czy w tamtą stronę to już naprawdę drugorzędna sprawa.