Ranofren, jak wiele innych leków, może interakcować z alkoholem, co może prowadzić do nasilenia niektórych efektów ubocznych leku lub wpływać na jego skuteczność. Wśród potencjalnych skutków ubocznych Ranofrenu znajdują się senność, zawroty głowy, spowolnienie myślenia, i problemy z koordynacją, które mogą być nasilone przez spożycie alkoholu.
Cześć wszystkim. Mam takie trochę wstydliwe pytanie, ale wolę zapytać ludzi, którzy może mają podobne doświadczenia. Od niedawna biorę Ranofren na wyciszenie i stabilizację nastroju i zastanawiam się, czy w trakcie brania tego leku można wypić coś alkoholowego. Nie mówię o żadnym imprezowym piciu, tylko lampka wina na urodzinach albo drink na spotkaniu z koleżankami. Macie jakieś doświadczenia? Jak to wygląda w praktyce, a nie tylko w ulotce?
Brałam Ranofren przez ponad rok i powiem szczerze – alkohol i ten lek to dla mnie była kiepska mieszanka. Na początku też myślałam, że jedna lampka wina to przecież „nic takiego”. No i raz wypiłam tę słynną lampkę na imieninach u cioci… i to był mój pierwszy i ostatni eksperyment.
Czułam się, jakbym wypiła pół butelki, a nie pół kieliszka. Zrobiłam się taka zamroczona, że dosłownie nie mogłam wstać od stołu bez trzymania się krzesła. Nawet moja mama zauważyła, że niby „trzeźwa”, a oczy jakbym pół nocy nie spała. Do tego później w domu włączyło mi się mega kołatanie serca i taki niepokój, jakiego nie czułam od dawna. Cała terapia, która miała mnie uspokoić, tego dnia się skasowała jednym winem. Przespałam pół następnego dnia i czułam się, jak po jakiejś imprezie sylwestrowej, a przecież wypiłam tyle, co nic.
Mam też koleżankę, która bierze Ranofren od lat i ona z kolei mówi, że jej z alkoholem nie robi się źle fizycznie, ale psychicznie tak – mówi, że po każdym nawet małym piwku następnego dnia wracają jej lęki i jest rozchwiana. Tak że u każdej inaczej, ale ogólny przekaz jest raczej taki: lepiej sobie darować. Serio nie warto, bo później człowiek tylko żałuje.
Najpierw było spoko, tylko taka większa senność. Ale jak wstałam od stołu, to prawie przywaliłam w płot, bo mi się tak zakręciło w głowie. Chłopak się ze mnie śmiał, że „jedno piwo i po zabawie”, ale jak zobaczył, jak mi nogi miękną, to mu mina zrzedła. Najgorsze przyszło później. Jak położyłam się spać, to niby byłam śpiąca, ale nie mogłam zasnąć, bo serce mi waliło jak młot pneumatyczny. Rano obudziłam się tak przybita psychicznie, że myślałam, że wracam do punktu wyjścia sprzed leczenia. Cały dzień było mi słabo, zimno, miałam mętlik w głowie i emocjonalnie wszystko mi latało jak chorągiewka.
W pracy znajoma powiedziała mi, że jej brat bierze też olanzapinę i po alkoholu zawsze ma „zjazd psychiczny”, więc ja pewnie też mam z tych wrażliwszych. Od tamtej sytuacji nawet nie ryzykuję. Na weselu piłam colę jak kierowca i powiem Ci – lepiej się tak bawić niż potem się trząść pół weekendu.
Tak że moja rada po ludzku, nie z pozycji „wszystkowiedzącej”: możesz spróbować, ale po co. Ranofren naprawdę mocno działa na głowę i ciało. Alkohol dokłada swoje. Raz spróbujesz i sama zobaczysz, że to się po prostu nie klei. Lepiej zaoszczędzić sobie nerwów.