Jednym z najczęściej obserwowanych działań ubocznych leku Ranofren (olanzapiny) jest senność. Może to być szczególnie zauważalne na początku leczenia, kiedy organizm pacjenta dostosowuje się do leku. Dla niektórych pacjentów, ta senność może być dość intensywna i może wpływać na zdolność do wykonywania pewnych czynności, takich jak prowadzenie pojazdów lub obsługa maszyn.
Czy on działa nasennie? Zaczynam go brać i zastanawiam się, czy lepiej brać wieczorem, czy to bez różnicy. W ulotce niby piszą o senności, ale wolę usłyszeć, jak to wygląda „po ludzku”. Czy po tym naprawdę człowiek pada jak kłoda, czy tylko lekko usypia? Chętnie poczytam Wasze doświadczenia.
Brałam go wieczorem i pierwsze trzy dni to dosłownie film jak z życia mamy dwójki dzieci: włączam serial, biorę tabletkę, myślę „o, zdążę jeszcze obejrzeć 20 minut”… budzę się o 3 w nocy z telefonem pod policzkiem. Mąż mnie przykrywał kocem jak jakąś staruszkę, bo zasypiałam w sekundę. Po tygodniu już nie było aż takiego odcinania, ale dalej czułam, że łatwiej mi zasnąć i że mam taki spokój w głowie. Wcześniej miałam gonitwę myśli, kładłam się i 40 minut analizowania wszystkiego, a po Ranofrenie to było bardziej „kładę się → buuum → śpię”. Serio, pierwszy raz od lat wstawałam rano bez poczucia, że całą noc się kręciłam. Moja znajoma z pracy też brała Ranofren i ona mówiła, że na początku była wręcz nieprzytomna, tak ją muliło, ale po miesiącu już tylko łatwiej zasypiała. Jedna koleżanka z kolei mówiła, że na nią lek nie działał nasennie wcale, ale ona jest taka nakręcona przez życie, że nawet po silnych lekach potrafiła gadać pół nocy
Hej, u mnie Ranofren to był pierwszy lek, po którym naprawdę mogłam normalnie zasnąć. Zanim zaczęłam go brać, to moja bezsenność była tragiczna – dwie godziny wiercenia się, potem sen jakby ktoś mnie kijem obudził co chwilę. Koszmar. Pierwszą tabletkę wzięłam z lekką obawą, bo naczytałam się w internecie, że ludzie po tym „padają jak po kieliszku spirytusu”. I powiem Ci: prawda jest gdzieś pośrodku. Mnie nie ścinało od razu, ale czułam takie miłe, ciężkie powieki i takie… wyciszenie? Jakby ktoś ściszył we mnie radio. Po pół godziny już spałam. Najbardziej mnie zaskoczyło to, że pierwszy raz od wielu miesięcy przespałam całą noc. Bez budzenia, bez lęków, bez koszmarów. Rano obudziłam się trochę zamulona, nie będę ściemniać, ale to mijało po kawie. Z czasem ta „ciężkość” z rana coraz słabsza była, a spokój wieczorem został. Mam też kuzyna (wiem, brzmi jak klasyczna historia z rodziny – ale serio!), który brał Ranofren i u niego działał bardziej uspokajająco niż nasennie. On mówił, że mógł normalnie funkcjonować wieczorem, ale spał potem lepiej, bez tych przerywanych nocy.