Opinie Ranofren

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Ranofrenu w codziennym funkcjonowaniu i radzeniu sobie z objawami zaburzeń psychicznych? Czy zauważyliście u siebie wyciszenie natłoku myśli, poprawę snu, zmniejszenie pobudzenia, redukcję lęku, ustąpienie urojeń lub halucynacji albo bardziej stabilny nastrój po rozpoczęciu terapii? Bardzo ciekawe byłoby również, czy działanie pojawiło się szybko, czy raczej stopniowo narastało z każdym kolejnym tygodniem.

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Przez prawie rok zmagałam się z uporczywymi halucynacjami i urojeniami, które kompletnie nie reagowały na wcześniejsze leczenie. Mam zaburzenie schizoafektywne i zanim w końcu udało się znaleźć coś, co zadziała, kilka razy trafiałam do szpitala psychiatrycznego. Dopiero podczas czwartego pobytu lekarze zdecydowali o włączeniu Ranofrenu. Nie zadziałał od razu – pierwsze tygodnie były trudne i pełne niepewności – ale po czasie zaczęłam zauważać, że głosy w głowie się wyciszają, paranoja ustępuje, a urojenia i omamy stopniowo się wygaszają.

Niestety druga strona medalu była trudna. Waga poszła mi w górę z okolic 80 kg do ponad 120 kg, a do tego musiałam zacząć brać leki na regulację cukru, bo poziom glukozy zaczął wariować. Teraz, po prawie dwóch latach na Ranofrenie, jestem stabilna psychicznie, ale zaczynam mocno myśleć o zmianie leku, bo skutki uboczne odbijają się na moim zdrowiu fizycznym bardziej, niż się spodziewałam.

Mimo wszystko jestem wdzięczna, że Ranofren był wtedy dostępny i że zadziałał w momencie, kiedy absolutnie nic innego nie było w stanie przerwać mojego „odcięcia od rzeczywistości”. Dzięki niemu w ogóle mogłam wrócić do normalnego funkcjonowania, a temat skutków ubocznych to coś, nad czym teraz spokojnie pracuję z lekarzem.

Przez prawie rok zmagałam się z uporczywymi halucynacjami i urojeniami, które kompletnie nie reagowały na wcześniejsze leczenie. Mam zaburzenie schizoafektywne i zanim w końcu udało się znaleźć coś, co zadziała, kilka razy trafiałam do szpitala psychiatrycznego. Dopiero podczas czwartego pobytu lekarze zdecydowali o włączeniu Ranofrenu. Nie zadziałał od razu – pierwsze tygodnie były trudne i pełne niepewności – ale po czasie zaczęłam zauważać, że głosy w głowie się wyciszają, paranoja ustępuje, a urojenia i omamy stopniowo się wygaszają. Niestety druga strona medalu była trudna. Waga poszła mi w górę z okolic 80 kg do ponad 120 kg, a do tego musiałam zacząć brać leki na regulację cukru, bo poziom glukozy zaczął wariować. Teraz, po prawie dwóch latach na Ranofrenie, jestem stabilna psychicznie, ale zaczynam mocno myśleć o zmianie leku, bo skutki uboczne odbijają się na moim zdrowiu fizycznym bardziej, niż się spodziewałam. Mimo wszystko jestem wdzięczna, że Ranofren był wtedy dostępny i że zadziałał w momencie, kiedy absolutnie nic innego nie było w stanie przerwać mojego „odcięcia od rzeczywistości”. Dzięki niemu w ogóle mogłam wrócić do normalnego funkcjonowania, a temat skutków ubocznych to coś, nad czym teraz spokojnie pracuję z lekarzem.

U mnie Ranofren działał dosłownie jak wyłączenie całego tego koszmarnego chaosu jednym ruchem. Po kilku dniach halucynacji i paranoi, jedna tabletka 10 mg potrafiła „wyciszyć burzę” w głowie tak, że w końcu mogłam logicznie myśleć i normalnie funkcjonować. Ta ulga, kiedy mózg wreszcie przestaje nakręcać negatywne myśli, jest nie do opisania.

Co do przybierania na wadze – faktycznie, to był dla mnie trudny temat, ale odkryłam, że bardzo pomaga przesunięcie uwagi na relacje, bliskość, emocje i rzeczy, które naprawdę karmią psychikę, zamiast kompensowania wszystkiego jedzeniem. Zaczęłam jeść bardziej regularnie, świadomie, a nie „odruchowo”, bo coś mnie stresowało. To naprawdę robi różnicę.

Jeśli ktoś ma bardziej duchową naturę, to Ranofren potrafi mocno „uziemić”, w takim pozytywnym sensie – odcina te natrętne wizje, które często są po prostu efektem przeciążonego umysłu, i pozwala skupić się na realnym życiu, medytacji, oddechu, ciszy. Uspokaja głowę na tyle, że można wrócić do praktyk, które wcześniej były niemożliwe, bo myśli je po prostu zagłuszały.

Człowiek naprawdę staje wtedy przed wyborem: albo brnie w ten stan, który powoli niszczy od środka, albo korzysta z chwili stabilności, jaką daje Ranofren, żeby odbudować siebie – emocjonalnie, duchowo, relacyjnie. Ja wybrałam to drugie. Kiedy umysł przestaje wariować, można dopiero dotrzeć do tego, co głębsze, a nie tylko reagować na chaos.

Słyszałam też od kilku osób, że po okresach silnych przeżyć psychicznych ciało bywa „rozregulowane”, trudno zasnąć, trudno się wyciszyć – i właśnie wtedy Ranofren pomaga przywrócić rytm, uspokoić noc, pozwolić na regenerację. Dla mnie sen po tym leku był jednym z największych darów, bo bez snu nie da się wrócić do równowagi.

Biorę Ranofren już od trzech lat i na początku miałam naprawdę sporo skutków ubocznych. Było u mnie ślinienie się w nocy, takie wiecznie ciężkie powieki i uczucie drętwienia, jakbym była odrobinę „odłączona” od ciała. Na szczęście większość tych dziwnych efektów ubocznych minęła po kilku tygodniach, kiedy organizm trochę się przyzwyczaił do leku. Największym minusem okazała się jednak wzrost masy ciała. Przytyłam na Ranofrenie około 20 kilogramów i teraz oficjalnie jestem „po tej pełniejszej stronie”. Od kilku miesięcy próbuję to wszystko zrzucić – więcej ruchu, spokojniejsze jedzenie, trochę więcej świadomego dbania o siebie. Idzie powoli, ale idzie. Mimo tego wszystkiego nie będę ukrywać: Ranofren bardzo mi pomógł. Przestałam słyszeć głosy, zniknęło to całe urojeniowe nakręcanie się, a moje nastroje przestały skakać jak na trampolinie. Wróciłam do takiego stabilniejszego życia, bez strachu, bez chaosu w głowie. Gdyby nie ten problem z wagą, to powiedziałabym, że lek zmienił moje życie w stu procentach na lepsze — i mimo wszystko wciąż tak uważam.

Przez całe życie miałam okropne, paraliżujące stany lękowe. Dosłownie od dziecka. Zawsze pakowali mnie w różne antydepresanty, ale żaden z nich tak naprawdę nie robił nic konkretnego z moim lękiem — może trochę wygładzały nastrój, ale lęk zostawał taki sam, jakby siedział mi w kręgosłupie. Byłam już na etapie kompletnego poddania się, bo ile można próbować i ciągle czuć to samo. Wszystko zmieniło się dopiero wtedy, kiedy po hospitalizacji dostałam Ranofren. I nie przesadzam, ale już następnego dnia obudziłam się pierwszy raz od lat bez tego okropnego zimnego potu, bez uczucia, że coś strasznego zaraz się wydarzy. Miałam wrażenie, jakby ktoś wyłączył alarm, który dzwonił we mnie całe życie. Do dziś jestem w szoku, jak dobrze ten lek akurat na mnie zadziałał. Nie ma już tego codziennego budzenia się z przerażenia, nie ma myśli, które mnie gniotły od rana do nocy. Po prostu ciszej w głowie. Spokojniej. Jakbym w końcu mogła złapać pierwszy normalny oddech od wielu, wielu lat. Nie mówię, że u każdego będzie tak samo, bo każdy organizm reaguje inaczej, ale dla mnie Ranofren dosłownie odmienił życie i pozwolił wrócić do funkcjonowania, o którym już prawie zapomniałam.

Zmagam się z chorobą afektywną dwubiegunową praktycznie przez całe życie. U mnie depresje potrafiły trwać miesiącami, a czasem latami, z minimalnymi przerwami, aż w końcu przyszła taka mania, że kompletnie się rozjechałam. To właśnie po tym epizodzie trafiłam na wizytę w poradni, gdzie oprócz ChAD zdiagnozowano u mnie także elementy psychozy i wtedy lekarz zdecydował, żeby włączyć Ranofren. Biorę go trochę ponad 3 miesiące i zauważyłam u siebie przede wszystkim zwiększony apetyt i przyrost masy ciała. Nie jest to łatwy temat, ale trenuję od lat i ruch pomaga mi jakoś nad tym panować. Mimo zmian w wadze da się to ogarnąć, jeśli ktoś ma choć trochę regularności w życiu — przynajmniej ja tak to u siebie widzę. Dużą zmianą było dla mnie to, że Ranofren zaczął uspokajać bezsenność, która u mnie w manii była dramatyczna. Gdy miałam gonitwę myśli, mogłam leżeć całą noc i ani na chwilę nie zmrużyć oka. Teraz te myśli są dużo cichsze, deliryczne skojarzenia praktycznie zniknęły, a nawet jeśli jeszcze czasem się pojawiają, to mają zupełnie inną „moc” niż wcześniej. Powiem szczerze — jak na mnie, lek naprawdę pomógł ustabilizować nastrój. Nie twierdzę, że wszystko nagle stało się idealne, bo nie, ale pierwszy raz od dawna czuję, że mam jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się we mnie dzieje. Dla mnie Ranofren okazał się ważnym elementem leczenia, które wreszcie zaczęło działać w realnym życiu, a nie tylko „na papierze”.