Stosować Ranofren rano czy wieczorem?

Ranofren najczęściej bierze się wieczorem, bo lek może powodować senność i spowolnienie w ciągu dnia.


Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/ranofren/stosowac-ranofren-rano-czy-wieczorem/

Dziewczyny, mam pytanko, bo od niedawna biorę Ranofren i zgłupiałam, kiedy powinnam go brać. W ulotce niby nic konkretnego, a lekarz powiedział tylko „wieczorem raczej”, ale chciałabym wiedzieć, jak to u Was wygląda w praktyce. Bierzecie rano czy wieczorem? Jak się po tym czujecie? Chcę uniknąć tej całej masakry z sennością i zamuleniem, więc zanim coś namieszam, wolę zapytać bardziej doświadczonych.

Ja po pierwszej tabletce to dosłownie zasnęłam w połowie oglądania serialu, a ja NIGDY nie zasypiam przy telewizorze. Wtedy jeszcze dzieciaki były małe i mąż się śmiał, że „mama padła, to my też idziemy spać”, więc nawet mi to pasowało.

Ale raz, jak głupia, stwierdziłam, że spróbuję rano, bo miałam wieczorem wyjście na kolację. O matko boska, nigdy więcej. Cały dzień chodziłam jak w smole. W pracy siedziałam nad papierami jakby mi ktoś mózg watą wypchał. Kawę w siebie lałam litrami i nic. Nawet kierowniczka zauważyła i spytała, czy jestem chora. Do tego miałam taki chwilowy zjazd nastroju, że prawie się popłakałam, bo zgubiłam długopis. Serio, tak mnie wzięło.

Wróciłam pokornie do wieczora i tak zostałam do końca terapii. Mnie po prostu ten lek wyciszał tak, że poranek odpadał totalnie. Wieczór to było jedyne sensowne rozwiązanie – idziesz spać, przesypiasz cały ten „muł”, rano się budzisz normalniejsza. U mnie: zdecydowanie wieczorem.

Nie usypiał mnie, tylko robił ze mnie takiego „przypiętego do fotela robota”. Niby spokojna, ale taka jakby napięta i trochę jak po mocnej kawie, tylko bez euforii. I zamiast spać, to leżałam i się wierciłam. To poszłam do lekarza, mówię że ja się po tym nie usypiam, tylko kręcę jak wentylator sufitowy. I on mi powiedział, żebym spróbowała rano. No to spróbowałam. I tu dopiero było odkrycie: w ciągu dnia czułam się stabilniejsza i paradoksalnie… mniej spięta niż wieczorem. Rano mnie nie muliło, tylko wyciszało, tak delikatnie, jakby mi ktoś z głowy zdjął 10 kg napięcia. U mnie znajomi też brali Ranofren i większość twierdziła, że wieczór jest najlepszy, bo „odcina”. Ale ja jestem chyba z tej mniejszości, co ma mózg kręcący się w inną stronę niż reszta Polski, bo mnie najlepiej weszło rano. Bywa i tak.