Stosowanie leku Symbactin, który jest antybiotykiem podawanym dopochwowo, może wpływać na współżycie na kilka sposobów.
Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/symbactin/czy-biorac-tabletki-dopochwowe-symbactin-mozna-wspolzyc/
Stosowanie leku Symbactin, który jest antybiotykiem podawanym dopochwowo, może wpływać na współżycie na kilka sposobów.
Hej dziewczyny, mam pytanie, bo dostałam od ginekolożki Symbactin na waginozę i zaczęłam kurację wczoraj. No i teraz się zastanawiam… czy w trakcie stosowania globulek można współżyć? Niby lek działa miejscowo, niby to tylko 3 dni, ale różne rzeczy czytam i już sama nie wiem. Mój partner niby rozumie, ale też trochę dopytuje, bo mieliśmy plany na weekend. Jak to wygląda u Was? Wstrzymywać się czy można normalnie?
Absolutnie nie współżyć podczas Symbactinu. Mówię Ci to z doświadczenia, bo ja raz zrobiłam ten błąd i potem tylko płacz i nerwy były. Mnie też lekarz mówił, żeby poczekać, ale wie jak to jest, człowiek sobie myśli „eee, przesadzają, co tam globulka”, a potem wracasz na forum i piszesz takie elaboraty jak ja teraz. U mnie wyglądało to tak, że zaczęłam kurację, wszystko super, ulga od pierwszej nocy, a mój chłop oczywiście „a może jednak?”. No i ja głupia się zgodziłam. W połowie tylko czułam jak ten cały lek po prostu wypycha się na zewnątrz, wszystko leci, ja czuję pieczenie, a on mówi, że „coś jakby ślisko inaczej”. Następnego dnia infekcja nie tylko nie była lepsza, ale wręcz miałam wrażenie, że wróciła dwa razy mocniej.
Pojechałam do ginekolożki i powiedziała mi wprost: no jak seks, to lek nie zdążył zadziałać, bo musi siedzieć w pochwie i się wchłaniać całą noc. Jak się go „wymiesza” (jej słowa! prawie umarłam ze wstydu), to efekt jest słabszy i trzeba zaczynać od nowa.
Ja w ogóle z tych, co ginekologa odwiedzają tylko jak już naprawdę muszą, więc jak pierwszy raz dostałam Symbactin, to byłam totalnie zielona. Mój też pytał „a może się da?”, a ja tylko oczy w sufit, bo pojęcia nie miałam.
No i zapytałam koleżankę z pracy, bo ona to chyba pół gabinetu ginekologicznego zna na pamięć, tyle razy już coś leczyła. I ona mi powiedziała:
„Kochana, nawet nie próbuj, bo to się kończy katastrofą. Lek działa w nocy, musi mieć spokój, inaczej tylko wszystko ubrudzicie i infekcja wróci szybciej niż się zaczęła”.
I miała rację. Ja bardzo pilnowałam, zero współżycia, tylko wkładka na noc i po trzech dniach ulga jak złoto. Ale inna znajoma, taka co zawsze „wie lepiej”, to próbowała współżyć podczas kuracji i skończyła… powtórką leczenia oraz grzybicą na dokładkę. Sama mówiła, że była wściekła, bo tylko sobie wszystko przedłużyła.