Depakine, znany również jako kwas walproinowy, nie jest tradycyjnym lekiem uspokajającym, jak na przykład benzodiazepiny. Jest to lek przeciwpadaczkowy, który wykazuje również działanie stabilizujące nastrój. Jego pierwotnym zastosowaniem jest leczenie różnych typów padaczki, w tym napadów częściowych, napadów toniczno-klonicznych i napadów niezwiązanych z padaczką.
Od dłuższego czasu zmagam się z obniżonym nastrojem, brakiem energii i takim ciągłym przytłoczeniem. Lekarz zaproponował mi Depakine i teraz się zastanawiam, czy Depakine jest na depresję, czy raczej na coś innego. W internecie piszą różne rzeczy – jedni, że pomaga, inni, że to w ogóle nie lek na depresję. Ja się trochę boję, że wezmę coś nie w tę stronę i zamiast pomóc, tylko się pogorszy. Czy ktoś z Was brał Depakine przy depresji i może powiedzieć, jak to wyglądało u niego w praktyce?
Hej, ja brałam Depakine, ale powiem Ci szczerze – nie miałam wrażenia, że to lek typowo na depresję. U mnie problem był taki, że nastrój skakał jak szalony, raz dół totalny, raz napięcie i nerwy bez powodu. Depakine bardziej mnie „wyrównał” niż uszczęśliwił. Po jakimś czasie zauważyłam, że nie płaczę już z byle powodu i nie mam takich jazd emocjonalnych, ale ten klasyczny smutek i brak chęci do życia nie zniknęły od razu. Z tego co czytałam i co dziewczyny pisały, to Depakine raczej stabilizuje, a nie leczy samą depresję. U mnie był bardziej takim tłem do dalszego ogarniania się niż cudownym lekiem na dół.
Ja mogę napisać z perspektywy mojej siostry, bo ona też miała epizody depresyjne i brała Depakine. I ona zawsze mówiła, że to nie jest lek, który poprawia humor, tylko raczej taki, co „uspokaja głowę”. U niej depresja była związana z dużymi wahaniami nastroju i Depakine pomógł w tym sensie, że przestało ją tak rzucać z jednej skrajności w drugą. Ale energii czy radości z życia to jej nie dodało od razu, raczej trzeba było czasu i innych działań. Z rozmów z innymi ludźmi wiem, że jak ktoś ma „czystą” depresję, to Depakine bywa średnim pomysłem, a jak depresja jest częścią większego problemu z nastrojem, to czasem się sprawdza. Tak że wszystko zależy od sytuacji, a nie od samej nazwy choroby.