Opinie Depakine

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Depakine w leczeniu padaczki, zaburzeń nastroju lub innych wskazań, w których ten lek jest stosowany? Czy zauważyliście poprawę w kontroli napadów, stabilizacji nastroju albo zmniejszeniu nadmiernego pobudzenia? Jak Depakine wpłynął na Wasze codzienne funkcjonowanie po dłuższym czasie stosowania? Czy pojawiły się u Was skutki uboczne, takie jak senność, zmęczenie, przyrost masy ciała, problemy z koncentracją lub dolegliwości ze strony układu pokarmowego? Wasze opinie i doświadczenia mogą być bardzo pomocne dla osób, które dopiero rozpoczynają terapię Depakine lub zastanawiają się nad jego dalszym stosowaniem.

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Mój syn zaczął brać Depakine, gdy zdiagnozowano u niego padaczkę potyliczną w wieku 3 lat (teraz ma 5,5 roku). Od razu zauważyłam skutki uboczne – bardzo trzęsły mu się ręce, do tego stopnia, że przestał rysować i kolorować, bo nie był w stanie utrzymać kredki. Skarżył się też na zawroty głowy i miał częste koszmary nocne. Po kilku miesiącach stosowania było widać, że sam wie, kiedy zbliża się pora dawki, bo jeśli się spóźnialiśmy albo zdarzyło się pominąć lek, drżenie i zawroty wyraźnie się nasilały. Mimo tych minusów muszę przyznać, że lek działa u niego bardzo dobrze. Poza koniecznością wykonywania badań krwi (enzymy wątrobowe) co 6 miesięcy, od momentu rozpoczęcia leczenia miał tylko dwa napady. Z czasem nauczyliśmy się żyć ze skutkami ubocznymi. Syn nie korzysta już z kolorowanek, tylko rysuje odręcznie, dzięki czemu nie stresuje się wychodzeniem poza linie. Na koszmary kupiliśmy mu łapacz snów i faktycznie teraz dużo rzadziej narzeka na złe sny. Patrząc całościowo – mimo trudnych początków i skutków ubocznych – leczenie Depakine było tego warte, bo kontrola napadów okazała się dla nas najważniejsza.

Przez 17 lat Depakine całkowicie kontrolował moje proste napady częściowe. Zostałem zdiagnozowany dopiero w wieku 43 lat, chociaż – jak się później okazało – miałem takie napady już od około 13. roku życia, średnio raz na kilka miesięcy. Przyjmowałem 1000 mg dziennie i przez cały ten czas nie miałem żadnych napadów. Jeśli chodzi o skutki uboczne, to jedynym zauważalnym był niewielki przyrost masy ciała, około 4–5 kg. Około rok temu natrafiłem jednak na artykuł w prasie popularnej, w którym wspominano, że Depakine może powodować ścieńczenie kości. Co mnie zaskoczyło – ani lekarz rodzinny, ani neurolog nigdy wcześniej o tym nie wspominali (być może dlatego, że jestem mężczyzną). Zacząłem sam szukać informacji i znalazłem kilka badań naukowych, m.in. w czasopismach takich jak Neurology, sięgających nawet 2001 roku, które wskazywały na związek między Depakine a osteoporozą. Poprosiłem o badanie gęstości kości i niestety potwierdziło się, że mam osteoporozę, mimo że nie miałem żadnych klasycznych czynników ryzyka. W rodzinie nikt na to nie chorował, od 30 lat regularnie biegam (a to przecież ćwiczenia obciążeniowe wzmacniające kości) i dodatkowo przyjmowałem wapń. Mimo to problem się pojawił. Z tego powodu odstawiłem Depakine. Moim zdaniem każda osoba przyjmująca Depakine przez dłuższy czas powinna mieć regularnie wykonywane badania gęstości kości, przynajmniej raz na trzy lata. W jednym z badań, na które trafiłem, wskazywano nawet, że utrata gęstości kości może zaczynać się już po roku stosowania. Jestem bardzo zaskoczony, że ta informacja tak rzadko pojawia się w ogólnodostępnych opisach skutków ubocznych Depakine – wyjątkiem są nieliczne serwisy, które faktycznie o tym wspominają.

Stosuję Depakine raz dziennie i od 11 miesięcy nie miałam napadu typu grand mal. Dodatkowo biorę Topamax 100 mg oraz Lamictal 100 mg dwa razy dziennie i muszę przyznać, że ten zestaw działa u mnie naprawdę dobrze. Depakine sprawił też, że migreny w dużej mierze ustąpiły, co było dla mnie ogromną ulgą. Jestem bardzo wdzięczna, że te leki w końcu zaczęły działać, bo moje problemy zdrowotne zaczęły się po wypadku i poważnej operacji i długo nie mogłam dojść do siebie.

Niestety pojawił się nowy problem – w tym tygodniu trafiłam do szpitala z silnym bólem po lewej stronie klatki piersiowej, promieniującym aż do szyi. Ból był na tyle mocny, że naprawdę się przestraszyłam, bo wcześniej czegoś takiego nie miałam. Na razie nie wiem, czy ma to jakikolwiek związek z lekami, czy to zupełnie inna sprawa, ale po tylu miesiącach względnej stabilizacji było to dla mnie sporym szokiem. Mimo tego nadal uważam, że Depakine i reszta leków bardzo mi pomogły, bo bez nich pewnie nadal walczyłabym z napadami i migrenami.

Cierpię na uogólnione napady padaczkowe. Spośród wszystkich leków, które były u mnie próbowane w leczeniu napadów, Depakine okazał się jedynym, który przyniósł realną, wyraźną i długotrwałą kontrolę choroby. Jeśli chodzi o minusy, to mam drżenie rąk i ramion oraz odczuwam ciągłe zmęczenie. To są w zasadzie moje główne dolegliwości. Jak jednak trafnie zauważył lekarz – lepsze to niż silne napady drgawkowe. W moim przypadku to po prostu mniejsze zło, z którym da się żyć, zwłaszcza że lek faktycznie działa.

Na początku Depakine był dla mnie dobrze tolerowany i nie miałam żadnych skutków ubocznych. Niestety po około roku zauważyłam, że przytyłam prawie 20 kg i do dziś nie mogę tego zrzucić, nieważne co robię. To w zasadzie jedyna rzecz, na którą mogę narzekać. Brałam wcześniej wiele innych leków przeciwpadaczkowych i one dosłownie mnie „rozjechały”, więc w porównaniu z nimi Depakine i tak wypada lepiej. Wolę zaakceptować przyrost masy ciała, skoro lek działa skutecznie. Do tego moja dawka jest raczej niewysoka, a mimo to dobrze spełnia swoje zadanie. Jestem za to naprawdę wdzięczna, bo po wcześniejszych doświadczeniach to dla mnie duża ulga.

Moje doświadczenia z Depakine są ogólnie dobre. Gdy lekarz ustalił, że potrzebuję 3 tabletki dziennie, żeby utrzymać stężenie leku we krwi w zakresie terapeutycznym, wszystko zaczęło się układać. Od momentu dobrania odpowiedniej dawki leczenie przebiegało stabilnie i sprawdza się do dziś.

Stosuję Depakine od ponad 30 lat w celu zapobiegania napadom padaczkowym. Na początku było bardzo dużo skutków ubocznych i u mnie realnie zaczęło się to trochę stabilizować dopiero po około 50 dniach, kiedy lek „ułożył się” w organizmie. Do dziś zmagam się z silnym zmęczeniem, a jeśli dawka jest choć trochę za wysoka, pojawiają się zawroty głowy. Depakine bardzo wysusza organizm, mam wrażenie, że „zabiera płyny” z całego ciała, i alkohol całkowicie odpada – u mnie to się nigdy nie zmieniło. Tych rzeczy po prostu nie da się uniknąć. Z drugiej strony jest jeden ogromny plus: mogę prowadzić samochód, bo napady są pod kontrolą. Wahania nastroju niestety nadal się zdarzają i nie zawsze da się im zapobiec. Wybór leków w moim przypadku jest bardzo ograniczony, więc Depakine to bardziej kompromis niż ideał, ale na ten moment – jedyna realna opcja.

Ten lek uratował mi życie. Mam bardzo nasilone objawy choroby afektywnej dwubiegunowej typu I. Przez ostatnie 12 lat próbowałam ponad 25 różnych leków i pięć razy byłam hospitalizowana psychiatrycznie. Depakine działa na mnie w sposób, którego nie potrafię do końca wyjaśnić. Po prostu nie reaguję już tak jak kiedyś – bodźce, emocje, sytuacje przestały mnie tak zalewać. W końcu śpię normalnie (oczywiście razem z kilkoma innymi lekami).